środa, 13 lipca 2016

Kosmetyki do pielęgnacji słonecznej NUXE Sun

Dzień dobry Kochani,
Za oknem pada, a ja na przekór pogodzie opowiem Wam dziś o dwóch kosmetykach z serii Nuxe Sun, opartej na wyciągach kwiatowych przeznaczonej do pielęgnacji słonecznej


Preparat pod prysznic do ciała i włosów po opalaniu NUXE Sun

Zacznijmy od preparatu myjącego pod prysznic do ciała i włosów po opalaniu z ekstraktami z hiacynta wodnego i kwiatów puakenikeni. Jego zadaniem jest oczyszczenie skóry i włosów oraz usunięcie wszelkich pozostałości: filtrów UV, soli morskiej, chloru i piasku


Uważam, że ten kosmetyk to ideał na wakacje :) Dlaczego? Po pierwsze zabierając go oszczędzamy miejsce w kosmetyczce. Wielofunkcyjne preparaty świetnie sprawdzają się podczas wszelkich wyjazdów. Zamiast pakować żel pod prysznic i szampon, wystarczy jedna tubka żelu Nuxe. 

Jego właściwości zmywające filtry, chlor, piasek i sól morską, czynią go doskonałym kompanem po dniu spędzonym na plaży, czy na basenie.


Ma dobry skład, co najmniej 92% składników jest pochodzenia naturalnego. Nie zawiera parabenów ani siarczanów, a jego formuła łatwo podlega biodegradacji


Jest łagodny dla skóry i nie wysusza jej. Nie pieni się zbyt mocno, ale mnie to akurat nie przeszkadza. Ma gęstą, żelową, trochę olejkową  konsystencję.

Wielką zaletą kosmetyku, jest jego zapach, połączenie nut słodkiej pomarańczy, gardenii tahitańskiej i wanilii. To jakby zamknąć aromat idealnych wakacji na rajskiej plaży w 200 ml, wygodnej tubce. 

Cena atrakcyjna, waha się od ok. 25 do ponad 30 zł

Jedynym minusem jest wydajność, produkt dość szybko się zużywa, prawdopodobnie dlatego, że używam go zarówno do włosów jak i ciała. Ale jako że planuję stosować go jedynie latem, nie przeszkadza mi, że zużyję go szybko. 

Mleczny olejek do ochrony włosów NUXE Sun

Mleczny olejek do ochrony włosów NUXE Sun to pielęgnacyjny olejek do każdego rodzaju włosów i skóry głowy (!). Jego głównym zadaniem jest ochrona przed promieniowaniem UV, solą morską i chlorem, zabezpieczenie koloru. Oprócz ochronnych, ma również właściwości pielęgnacyjne, odbudowuje włókno włosów, nawilża je, nadaje im gładkość i elastyczność


Olejek znajduje się w wygodnej 100 ml buteleczce z pompką. Sugeruję aplikowanie go z większej odległości ok. 20 cm. Gdy zrobimy to zbyt blisko, może "natłuścić" włosy, aplikowany z daleka tworzy delikatną, lekką mgiełkę. Można nanosić go zarówno na suche jak i mokre włosy, przed wyjściem na słońce oraz powtarzać w trakcie przebywania na słońcu. 


Nie zawiera parabenów, jego składniki aktywne to również ekstrakty z hiacynta wodnego i kwiatu puakenikeni. Niestety nie doszukałam się informacji, jaką wysokość SPF zastosowano w produkcie.


Pachnie również przepięknie, nadając delikatny, przyjemny aromat naszym włosom.

Jest bardzo wydajny. Ma konsystencję kremu do opalania (biały płyn po lewej stronie dłoni, po prawej znajduje się żel myjący). Kosztuje ok. 40 zł.


Uważam, że to bardzo interesujący kosmetyk. Kto z nas pamięta, żeby chronić włosy przed promieniowaniem? Ja przyznam się, że nigdy nie przywiązywałam do tego wagi, a przecież włosy są tak samo jak reszta ciała, narażone na szkodliwe promieniowanie. Szczególnie podatne na działanie promieni UV są włosy farbowane i rozjaśniane. Rozjaśnianie włosów pozbawia je melaniny która stanowi naturalną ochronę przed promieniowaniem. UV powoduje również utlenianie melaniny, co w konsekwencji prowadzi do blaknięcia włosów. Nawet zdrowe, ciemne włosy, wystawione na ciągłe działanie promieni słonecznych, ulegają z czasem zniszczeniu.


Aplikacja olejku to tylko kilka sekund, a zapewniamy naszym włosom ochronę i dodatkowo pielęgnujemy je. Myślę, że warto o tym pomyśleć i zainwestować w podobny produkt.

Koniecznie dajcie znać, czy opisane kosmetyki Was zaciekawiły i czy mielibyście ochotę je przetestować. Miłego dnia!




 


niedziela, 10 lipca 2016

Nowości kosmetyczne i nie tylko - lipiec

Witajcie weekendowo,
Dziś mam dla Was lekki i przyjemny post z nowościami kosmetycznymi (plus dwie niekosmetyczne). Część produktów zaczęłam już używać, dlatego podzielę się pierwszymi wrażeniami  i opinią po pierwszych testach.

Zapraszam! :)


Zawsze mam w domu opakowanie suchego szamponu Batiste. Staram się sięgać po niego bardzo rzadko, bo nie chcę obciążać skóry głowy. Ale lubię świadomość, że w razie awarii mogę na niego liczyć. Marka wprowadziła na rynek bardzo dużo wersji zapachowych i jest w czym wybierać. Batiste jest teraz dostępna w większości drogerii i nie ma już problemów z dostępnością szamponów. Tym razem zdecydowałam się na Marrakech: "zaskakujące ziołowo-cierpkie otwarcie przywodzi na myśl sklep z egzotycznymi przyprawami w Casablance. Otacza nas wir aromatycznych herbat – czarnej, zielonej, Earl Grey – złamanych nutami róży, drzewa cedrowego, jodły balsamicznej i piżma". W praktyce nie jest już tak zaskakująco i zapach jest raczej płaski i nie tak ciekawy jak można sądzić po opisie. No cóż, będę próbować dalej :) Póki co nic nie przebiło mojego ulubionego kokosowego Tropical

Kolejny niezbędnik zwłaszcza w okresie letnich upałów to woda termalna Uriage. Tym razem zakupiłam największą pojemność 300 ml. Aplikuję ją przed lub zamiast toniku, rano i wieczorem oraz w ciągu dnia, gdy chcę się orzeźwić i schłodzić. 

Latem sięgam po cytrusowe i dodające energii zapachy żeli pod prysznic. Kneipp to marka, która łączy ciekawe składy z atrakcyjną ceną. Zdecydowałam się na aromatyczny płyn pielęgnujący pod prysznic Radość życia, który pachnie jak cytrynowy deser, rześko ale słodko i słonecznie. Żel zawiera olejki eteryczne z werbeny i cytryny, nie wysusza skóry i bardzo przyjemnie się go stosuje. Na pewno sięgnę po inne wersje zapachowe, zaintrygowały mnie zwłaszcza dwie: kwiat migdału oraz marakuja. Koniecznie zwróćcie uwagę na te produkty, są dostępne w drogeriach Hebe. Ich cena to ok. 18 zł za 200 ml.


Już od dłuższego czasu stosuję drugi krem marki MÁDARA. Tym razem jest to regenerujący krem na noc do wszystkich typów skóry. Jest on bogaty w antyokstdanty, zawiera ekstrakty z chmielu, kiełków jęczmienia i pomidora. Działa w czasie nocy stymulując odnowę komórkową, naprawiając uszkodzenia skóry i spłycając zmarszczki. Na razie nic więcej nie zdradzę, w najbliższej przyszłości pojawi się wyczerpująca recenzja. 

Krem do rąk Palmer's Coconut Oil Formula zapachem bardzo przypominam mi krem Laura Mercier, migdał z kokosem. Ale  nie kosztuje 90 zł,  tylko 10 i do tego ma dużo lepszy skład. Moje dłonie były w dramatycznym staniem po styczności z wodą w pracy i wreszcie krem Palmer's uporał się z przesuszoną i pękającą skórą. Myślałam, że będę musiała odwiedzić dermatologa, ale teraz na szczęście mnie to ominie. To już drugie opakowanie tego kremu, jakie stosuję. Uwielbiam go.

Sukcesywnie testuję mascary marki Physycinas Formula. 100% Natural Origin BBBigger! Better! Lashes! Mascara to drugi tusz marki, który zakupiłam. 100% wszystkich składników tuszu jest naturalnego pochodzenia, 70% organicznych. Kosmetyk zawiera m.in. wodę kokosową, peptydy z nasion grochu. Wydłuża, pogrubiają i zwiększa objętość rzęs, a przy tym ma działanie regenerujące, odbudowujące i wzmacniające. Niestety póki co nie sprawdza się tak dobrze jak poprzednik (klik). Ale może z czasem gdy nieco przyschnie będzie lepiej działał. Zobaczymy, na razie nie jestem zadowolona, ale może używam go zbyt krótko.


Wreszcie zdecydowałam się na zakup chwalonych ze wszelkich stron produktów marki Resibo. Na początek zdecydowałam się na  olejek do demakijażu, (jak on wspaniale pachnie!) oraz krem pod oczy. Jestem dosłownie po dwóch, trzech aplikacjach, więc za wiele jeszcze nie potrafię powiedzieć o działaniu, ale bardzo podobają mi się opakowania i póki co bardzo przyjemnie się używa. Na pewno będę chciała jeszcze zakupić serum tej marki, krem na dzień i na noc również mnie ciekawią, ale na razie używam innych kremów, więc jeszcze poczekam.


Po lekturze książki "Sekrety urody Koreanek" nabrałam wielkiej ochoty na koreańskie kosmetyki. Zresztą podejrzewam, że nie tylko ja ;) Póki co raczę się sporym zapasem próbek. Wstępnie myślałam o zakupie esencji, cytrynowego peelingu Mizon i wielu maseczek w płachcie. Gdy się już na coś zdecyduję, na pewno pokażę na blogu. Może znacie jakieś produkty koreańskie, które moglibyście mi polecić?


Poszłam do Hebe, żeby poszukać drogeryjnych odpowiedników masek w płachcie i zaopatrzyłam się w maskę aloesową marki L'biotica. Do tego dobrałam jeszcze hialuronowe płatki pod oczy i złuszczającą maskę do stóp.


Hialuronowe płatki już zużyłam i postanowiłam przetestować ich kolagenową wersję. Mile mnie zaskoczyło, że są aż trzy komplety w opakowaniu. Ale płatki nie do końca spełniły moje oczekiwania, są za grube i za mało nasączone esencją, używałam lepiej działających produktów tego typu. Przy okazji odkryłam, że w Hebe można zaopatrzyć się w skompresowane maseczki, których zwykłam używać do maseczek tonikowych, w bardzo atrakcyjnej cenie 4,99 zł za 12 szt. Przy kasie wypatrzyłam jeszcze maseczki Yoskine, nigdy nie miałam nic tej marki, jestem bardzo ciekawa jak się sprawdzą.


W TK Maxxie da się odczuć popularność koreańskiego trendu, sporo tam  maseczek koreańskich producentów. Zaopatrzyłam się w 5 masek w płachcie marki Essential Oils z ekstraktem z kokosa i masłem shea (25 zł za 5 szt) oraz w trzy etapowy rytuał pielęgnacyjny na usta marki Holika Holika (40 zł za trzy serie zabiegów). Zajrzyjcie koniecznie jeśli macie TK Maxxa w pobliżu. Ceny są naprawdę atrakcyjne. Wypatrzyłam jeszcze trzy przepiękne zeszyty, nie mogłam się im oprzeć :)


Pamiętacie mój wpis o herbatach Alveus - KLIK? Właściciele sklepu Vegenovo.pl, w którym dostępne są te pyszne herbaty, przesłali mi przesympatyczny upominek, herbatę Magiczny Ksieżyc z kawałkami pigwy, marchwi i jabłka, imbirem, trawą cytrynową, miętą, werbeną, żurawiną, płatkami malwy i chabru. Już ją piłam, smakuje i pachnie fantastycznie. Te herbaty są fenomenalne! A Vegenovo dziękują za cudowną niespodziankę :) 

To już wszystkie nowości i opinie, którymi chciałam się podzielić w dzisiejszym wpisie. Koniecznie dajcie znać, co Was najbardziej zaciekawiło, co znacie, co macie ochotę wypróbować. Życzę Wam relaksującej, spokojnej niedzieli


piątek, 8 lipca 2016

Francuzki nie potrzebują liftingu

"Francuzki nie tyją" autorstwa Mireille Guiliano przeczytałam będąc jeszcze na studiach. Ta książka wywołała rewolucję w moim życiu. Byłam wtedy na początku drogi do akceptowania swojego wyglądu, nie lubiłam sportu, za to uwielbiałam niezdrowe jedzenie. Mireille Guiliano uświadomiłam mi, że można żyć bez wyrzeczeń, poczucia winy i w harmonii ze sobą. Że zamiast katować się na siłowni, wystarczy dużo spacerować i że jedzenie powinno sprawiać przyjemność.
Wiecie, że uwielbiam poradniki o Francuzkach. Po 11 latach z dużym zaciekawieniem sięgnęłam po kolejną książkę Mireille Guiliano i dziś opowiem Wam, jakie wrażenie na dojrzałej mnie, zrobiła. No i ten intrygujący tytuł "Francuzki nie potrzebują liftingu". Zdradzę Wam, że najpierw powstał tytuł i do gotowego tytułu Mireille Guiliano stworzyła treść.

Książkę autorka kieruje do kobiet po czterdziestce i starszych, często też się do nich zwraca. Ja co prawda do 40-stki mam jeszcze trochę czasu, ale i tak  przeczytałam "Francuzki" bardzo szybko, z dużą przyjemnością i zainteresowaniem. Pomyślałam też, że mogę podrzucić egzemplarz mamie albo teściowej i że dla nich lektura "Francuzek" może być inspirująca i odkrywcza. 

"Po czterdziestce żadna kobieta  nie jest młoda, ale w każdym wieku może być uwodzicielska" to słowa Coco Chanel i motto książki.  Dla mnie brzmią przerażająco, bo Chanel i Guiliano postawiły wyraźną granicę w czasie, określając kiedy kończy się młodość. I tego też Guiliano próbuje nas nauczyć, zaakceptowania że zaczynamy się starzeć. Jej zdaniem ludzie często patrząc w lustro nie widzą siebie naprawdę. Nie dostrzegają pierwszych zmarszczek, siwiejących włosów, dopiero później przychodzi szok i stwierdzenie, że aż tak daleko się posunęliśmy. Jej zdaniem lepiej realnie oceniać swój wygląd i akceptować to co się widzi. Nie wiem jak Wy, ale ja chyba wolę się łudzić niż oglądać w lustrze swoją twarz i wyliczać mankamenty. Zdaniem autorki świadomość prowadzi do akceptacji. A gdy już siebie zaakceptujemy, możemy zacząć starzeć się na luzie. I na tym właśnie ma polegać podejście Francuzek do starzenia się - Francuzki akceptują swój wygląd i dbają o siebie najmocniej jak to w danym momencie życia możliwe. W odróżnieniu od np. Amerykanek które podchodzą do swojego wyglądu skrajnie, poprzez oszukiwanie się lub zbytni krytycyzm. A jak Waszym zdaniem podchodzą do tego Polki? Koniecznie dajcie mi znać w komentarzach :)

Książka składa się z kilkunastu rozdziałów, w których autorka zdradza swoje i innych Francuzek sposoby na pielęgnację skóry, włosów, ubieranie się, makijaż, ćwiczenia, odżywianie się, relaks... Jest rozdział o seksie, przyjaźni, sposobach na dobry sen, suplementacji, również hormonalnej, kupowaniu butów, znalezieniu idealnego fryzjera, grze w boules, zdrowotnej roli światła i wiele innych, a wszystko to w kontekście zmiany podejścia do tych zagadnień po czterdziestym roku życia. 

W swoich poradach Mireille jest bardzo konkretna, podaje ulubione przepisy z kuchni śródziemnomorskiej, dzieli się nazwami kosmetyków, ba podaje nawet model ulubionej suszarki :) !! Niektóre z kosmetyków polecanych przez autorkę bardzo dobrze znam, niektórych nawet teraz używam (mowa o szamponie Kerium od La Roche-Posay i odżywce Dercos od Vichy, o których pisałam niedawno).

Cieszę się że autorka z biegiem lat zmieniła podejście do sportu. W pierwszej książce twierdziła, że spacery i chodzenie po schodach wystarczą i nie trzeba męczyć się na siłowni. Teraz sama korzysta z usług osobistej trenerki, byłej baletnicy Alicji. Zachęca do praktykowania jogi, pilatesu, medytacji, ćwiczeń oddechowych, daje dużo praktycznych wskazówek.

Mireille mimo iż ani razu nie używa określenia "slow life", przemawia w jego duchu. Pisze o tym jak ważny jest czas dla siebie, równowaga między odpoczynkiem, a pracą, wewnętrzny spokój, małe przyjemności, czerpanie radości z przebywania na łonie natury i wśród bliskich. Nie obcy jest jej też minimalizm, bardzo często w treści książki pada w różnych kontekstach stwierdzanie "mniej znaczy więcej". Ale bez skrajności i zdroworozsądkowo.



Nie zdradzę dlaczego Francuzki nie potrzebują liftingu, nie chcę psuć Wam wszystkich niespodzianek, jakie przygotowała autorka. Na koniec chciałam podzielić się z Wami moimi ulubionymi cytatami z książki:


"Kiedy dobrze się czujesz po prostu to wiesz, komplementy są tylko dodatkiem"

"Makijaż nie ma mocy cofania czasu, ale może sprawić, że będziesz wyglądała najlepiej jak to możliwe w Twoim wieku"

"Kobietą się nie rodzi. Kobietą się staje". 

Prawda, że trafne?


Teraz pozostaje mi już tylko zaprosić Was do lektury :) Mimo iż jestem o wiele bardziej świadoma niż 10 lat temu, czytając nie poczułam, że ta książka zmieni moje życie, a z niektórymi opiniami autorki się nie zgadzam, to jednak  wiele z lektury "Francuzek" wyniosłam. 

Książkę możecie zamówić na stronie wydawnictwa Znak. Mam dla Was mały prezent. Korzystając z kodu rabatowego o treści: francuzki zyskacie rabat 35% na "Francuzki nie potrzebują liftingu" oraz pozostałe książki dostępne na stronie wydawnictwa znak.com.pl Koniecznie zerknijcie, Znak ma wiele świetnych pozycji w swojej ofercie. Promocja obwiązuje do 31 lipca 2016 roku, do godz. 23:59. Jedna osoba może wykorzystać tylko jeden kod rabatowy. Kody rabatowe nie sumują się i nie obejmują pakietów książkowych oraz gier planszowych. W promocji można zamówić tylko jeden egzemplarz danego tytułu.

Koniecznie dajcie znać, czy książka Was zaintrygowała!! Ściskam


środa, 6 lipca 2016

Szampon ekstremalnie delikatny Kerium - La Roche-Posay


Dzień dobry Kochani,
Zapraszam dziś na  recenzję kolejnego kosmetyku do pielęgnacji włosów. Tym razem będzie to szampon  marki La Roche-Posay o ciekawej nazwie Kerium szampon ekstremalnie delikatny. Ciągle szukam szamponu, który łączyłby delikatność z wysoką skutecznością. Chciałabym, żeby dokładnie oczyszczał, (wiele szamponów niestety nie domywa mi włosów), ale nie wywoływał przy tym podrażnień wrażliwej skóry głowy. Pomyślałam, że produkt marki La Roche-Posay może być odpowiedzią, na moje potrzeby. Jeśli jesteście ciekawi, czy sprostał moim oczekiwaniom, zapraszam do dalszej lektury.



La Roche-Posay Kerium to szampon przeznaczony do codziennej pielęgnacji odpowiedni do każdego rodzaju włosów. Formuła kosmetyku bazuje na wodzie termalnej La Roche-Posay, dzięki czemu szampon ma mieć właściwości kojące, nawilżające, łagodzące i regeneracyjne. Podobno już od pierwszego zastosowania przynosi natychmiastowe ukojenie skóry głowy i poprawia kondycję włosów,  a do tego chroni nasz skalp przed kolejnymi podrażnieniami :) 


Znajduje się w wygodnej butelce z dozownikiem, o pojemności 400 ml. Opakowanie jest przezroczyste, więc pozwala na kontrolę ilości kosmetyku.


Szampon ma delikatną, żelową konsystencję i bardzo przyjemny zapach charakterystyczny dla innych produktów marki.


Bardzo dobrze się pieni, co mnie nie dziwi ze względu na zawartość w składzie SLSów. Skład niestety mnie rozczarował. Pociesza mnie, że szampon bazuje na wodzie termalnej, która jak przypuszczam neutralizuje agresywne właściwości SLSów i innych związków chemicznych i konserwantów, znajdujących się w składzie kosmetyku.


Co do działania, szampon nie uczula, nie szczypie w oczy. Nie wywołał u mnie łupieżu, czy innych podrażnień i przesuszeń skóry głowy. Wręcz odwrotnie, pozostawia skórę głowy w dobrej kondycji, bardzo dobrze oczyszczoną, lepiej ukrwioną. Po umyciu głowy każdorazowo czułam przyjemne mrowienie, (podobne wrażenie miałam po stosowaniu maski oczyszczającej do włosów Phenome). Szampon Kerium jest delikatny, a przy tym dobrze oczyszcza i nie plącze włosów. Jest również bardzo wydajny, do dokładnego umycia głowy wystarczy niewielka ilość kosmetyku. Po umyciu włosy ładnie się rozczesują, są miękkie, lekkie i delikatnie podniesione u nasady i dłużej zachowują świeżość. Przestała mnie też swędzieć skóra głowy, z czym borykałam się ostatnio. Dobrze współpracuje z odżywką Vichy, o której pisałam  Wam ostatnio (klik).

Podsumowując, byłoby idealnie gdyby nie kilka składników z listy INCI. Ale produkt ciekawy i wart przetestowania, głównie ze względu na korzystne właściwości dla naszej skóry głowy.


Tutaj (klik) możecie sprawdzić, gdzie w Waszej okolicy można szampon zakupić. Co do ceny w zależności od punktu sprzedaży wynosi ona od 37 do 60 zł.
  
Koniecznie dajcie znać, czy kosmetyk Was zaciekawił i jakie macie doświadczenia z produktami marki  La Roche-Posay przeznaczonymi do pielęgnacji włosów .






 

poniedziałek, 4 lipca 2016

Odżywczo regenerująca odżywka w kremie Dercos - VICHY

Witajcie Kochani,
Dziś chciałam zaprosić Was na recenzję odżywki do włosów marki Vichy, którą od jakiegoś czasu regularnie stosuję. Jest to produkt dedykowany do pielęgnacji włosów suchych, zniszczonych, oraz łamliwych.  


Mimo iż nie mam przesuszonych włosów, pomyślałam że odżywka do włosów marki Vichy może się u mnie sprawdzić. Gdy przeczytałam, że producent obiecuje przywrócenie włosom pięknego i zdrowego wyglądu już po 10 aplikacjach, poczułam się  zaintrygowana, choć ciągle sceptyczna. Na ostateczną decyzję wpłynęły pozytywne opinie w internecie. Pomyślałam: "Co mi szkodzi, sprawdzę :)". I powiem Wam moi drodzy, że odżywka spłatała mi psikusa. Jeśli jesteście ciekawi jakiego, zapraszam do dalszej lektury.


Do głównych składników aktywnych odżywki regenerującej Dercos należą trzy olejki roślinne:
- olejek ze słodkich migdałów - ma właściwości odżywcze i wzmacnia włosy,
- olejek z dzikiej róży - przeciwutleniacz o kojącym i nawilżającym działaniu na skórę głowy i włosy,
- olejek z krokosza barwierskiego - bogaty w witaminy, posiadający właściwości zmiękczające.

Oraz Keratino-Complex, który pomaga zrekonstruować powierzchnie włókna włosa.

Skład, jak na kosmetyk nie należący do preferowanej przeze mnie grupy kosmetyków naturalnych, prezentuje się zaskakująco dobrze. Nie zawiera parabenów, barwników, substancji alergicznych, czy szkodliwych. Dzięki hypoalergicznej formule, odżywkę bez przeszkód mogą stosować osoby z wrażliwą skórą. Na plus zaskoczyła mnie obecność filtrów UV. W okresie letnim przyda się dodatkowa ochrona przed szkodliwym promieniowaniem. Producenci kosmetyków do włosów, rzadko o tym pamiętają.


Odżywka regenerująca Dercos znajduje się w wygodnej tubce o pojemności 150 ml.


Ma konsystencję kremu. Jest wydajna i esencjonalna. Bez problemu rozprowadza się na włosach i grzecznie na nich osiada, nawet odrobina kosmetyków nie spływa z włosów. Wystarczy potrzymać  ja na głownie dosłownie dwie, trzy minutki, by pokazała swoje możliwości.


A teraz najważniejsze, czyli działanie. Odżywka Dercos daje naprawdę prześliczny efekt. Włosy są po niej błyszczące jak tafla jeziorka, jedwabiste w dotyku i ... pachną migdałami. Kosmetyk stosowałam w połączeniu z różnymi szamponami, za każdym razem sprawdzała się tak samo rewelacyjnie. 
Niezmiennie włosy pięknie się układały, co w przypadku  moich prostych jak druty, nie podatnych na stylizacje włosów jest rzadkością. Dzięki Dercos moje włosy są nawilżone, gładkie, miękkie (ale nie za miękkie) i uwaga - absolutnie nie obciążone. A tego obawiałam się najbardziej po produkcie dedykowanym do włosów zniszczonych i przesuszonych.

Vichy mnie zaskoczyło! No bo ja naprawdę nie spodziewałam się, że ta odżywka będzie, aż tak skuteczna. I że te 10 aplikacji, to nie puste słowa.

Reasumując - perełka w mojej aktualnej pielęgnacji włosów - serdecznie polecam! :)


PS. Produkty Vichy kupicie w większości aptek, tutaj znajdziecie swój punkt sprzedaży - KLIK. Zwróćcie uwagę na dużą rozpiętość cen, odżywkę można dostać za ok 45 zł, a  w niektórych punktach cena przekracza 60 zł! Przed zakupem zalecam rozpoznanie terenu ;)

 

niedziela, 26 czerwca 2016

Top 6 perfum na lato

Cześć Kochani,
Dawno nie pisałam nic o perfumach. Wiem, że część z Was lubi taką tematykę, dlatego dziś nadrabiam zaległości w pachnącym zakresie i zapraszam na przegląd sześciu ulubionych perfum na lato

Kolejność ma znaczenie - zaczynam od najmniej do najbardziej lubianego przeze mnie zapachu ;)

My Scent; Trussardi
Ten zapach kojarzy mi się z bukietem świeżych kwiatów, lekko mokrych od rosy. Ma zdecydowanie bardziej wiosenny niż letni charakter, ale mimo to chętnie noszę go latem w mniej upalne dni. Jest jednocześnie elegancki i dziewczęcy. Raz mocniej wyczuwam w nim kwiaty bzu, innym razem pudrowy heliotrop. Podoba mi się, że pudrowość pokazuje w My Scent swoje czyste i mniej duszące oblicze. 


Allegria; Rouge Bunny Rouge
Tak, Allegria to zdecydowanie mojito we flakonie. Ma w sobie aromat roztartych w palcach listków świeżej mięty, bazylii i cytrusowej skórki. Jest niesamowicie odświeżająca i rześka, wręcz aromaterapeutyczna. Bardzo lubi ją mój mąż. Gdy pierwszy raz powąchał ją na mojej skórze, powiedział: "Pachniesz latem".


Angel Eau Sucrée; Thierry Mugler
Cukrowy aniołek z limitowanej, letniej edycji to mój faworyt na letnie wieczory, imprezy, przyjęcia, wyjścia z przyjaciółmi. Słodycz bezy i karmelków, rewelacyjnie przełamują kwaśne, czerwone jagody. Jeśli kochacie apetyczne kompozycje z grupy gourmand, a boicie się zamęczyć nimi otoczenie latem, Angel Eau Sucrée to propozycja dla Was. Jest słodko i smakowicie, ale nie męcząco. Jak w bezie z kwaśnymi owocami, z delikatnym kremem z mascarpone, którą podają w kawiarni Roślina. W najgorsze upały odkładam je na bok, ale gdy zapadnie wieczór, są perfekt! 


Bronze Goddess; Estée Lauder
Te perfumy to po prostu zapach plaży, piasku, morza i kokosowego olejku do opalania właśnie rozsmarowanego na złocistej skórze. Słodkie, kremowe i seksowne.


Wisteria Hysteria; Stephen Jones dla Comme des Garcons
Kiedyś opisałam te perfumy jako "bardzo nowoczesną kompozycję kwiatową ze szczyptą magii, a raczej księżycowego pyłu". Kolejny wspaniały na upały zapach dzięki lodowatej, wręcz szczypiącej w nos woni.


D&G Anthology L`Imperatrice 3; Dolce&Gabbana
Czyli najbardziej seksowna i soczysta sałatka owocowa w perfumach, jaką dane mi było wąchać. Najbardziej komplementogenny (wśród płci męskiej) zapach z mojej kolekcji. I jak tu nie uwielbiać cesarzowej? :)



To już wszystkie najczęściej wybierane przeze mnie w okresie letnim zapachy. Koniecznie zdradźcie mi jakie są Wasze ulubione letnie perfumy!! I która z wymienionych przeze mnie kompozycji najbardziej Was zaciekawiła? A może macie podobne zapachy w swojej kolekcji? Z niecierpliwością czekam na Wasze komentarze :D !!





 


niedziela, 19 czerwca 2016

Herbaty Alveus

Witajcie Kochani,
Piękna pogoda nie sprzyja siedzeniu przed komputerem i przyznaję, że ciężko mi się zmotywować do pisania.  Ale dziś poczułam pozytywny zryw i postanowiłam przygotować dla Was dawno obiecany wpis o herbatach Alveus

Osoby, które śledzą Kolczyki od dawna wiedzą, że uwielbiam herbaty, a próbowanie nowych smaków i rodzajów tego napoju to jedna z moich ulubionych czynności. Preferuję herbaty ziołowe, zielone i białe. Bardzo rzadko sięgam po czarne i nie przepadam za smakiem rooibosa.  

Herbaty marki Alveus to jedne z najlepszych herbat ziołowych jakie piłam w życiu. Spróbowałam ich pierwszy raz podczas warsztatów jogi i oczyszczania organizmu, w którym brałam udział w kwietniu (relacja z warsztatów cz. 1, cz. 2). Pamiętam wrażenie, jakie zrobił na mnie smak i aromat herbaty Spokojny dzień (Relaxed day), od której zaczęłyśmy degustację.


W skład mieszanki wchodzą: daktyle, werbena, koper włoski, rumianek, skórka cytrynowa, skórka pomarańczowa, mirt cytrynowy, mąka ryżowa i wanilia bourbon. Zwróćcie uwagę na jakość suszu. To nie zmielony, wątpliwej jakości pył, tylko praktycznie całe listki werbeny, główki kwiatów, kawałki daktyli i nasionka kopru. 

Spokojny dzień to mój numer jeden ze wszystkich herbat Alveus,  jakie miałam przyjemność pić. Serdecznie go Wam polecam. Oprócz pięknego słodko, ziołowego aromatu i smaku, herbata ma też właściwości zdrowotne. Jeden z jej głównych składników, czyli werbena, ma m.in. właściwości przeciwkaszlowe, wykrztuśne, przeciwzapalne, rozkurczowe i uspokajające.



Druga relaksująca mieszanka to Relax. To też jedyna w ofercie marki, występująca w formie piramidek.


Relax uspokaja, wycisza i przywraca wewnętrzną równowagę. Uwielbiam ją pić przed zaśnięciem. W piramidkach znajdziecie kompozycję: płatków hibiskusa, cynamonu, kopru włoskiego, imbiru, liści jagód, kawałków jabłka, kwiatów rumianku, skórki pomarańczy. Jest tam również korzeń lukrecji, goździki, nagietek, melisa i pieprz.


Wszystkie herbaty Alveus mają certyfikat ekologiczny i pochodzą z kontrolowanych upraw biologicznych

Kolejna herbatka to Good Morning, z którą z kolei lubię rozpoczynać dzień :)


Lista składników prezentuje się imponująco, mamy tam: kwiat czarnego bzu, jabłko, liście czarnej porzeczki, płatki róży, werbenę, czarny bez, mirt cytrynowy, korzeń berberysu, szczaw, rumianek, malwę i wiązówkę. Na szczególną uwagę zasługuje m.in. wiązówka błotna - zwana naturalną aspiryną. W medycynie ludowej znano jej przeciwbólowe działanie również na kobiece dolegliwości – stąd niemiecka nazwa wiązówki „Frauenkraut” (zioło kobiece). Wiązówkę podaje się w celach leczniczych w dolegliwościach związanych z magazynowaniem wody w organizmie i podwyższonym poziomem kwasu moczowego. Dodatkowo wykazuje pozytywne działanie w dolegliwościach reumatycznych, artretyzmie, migrenie, obrzękach, otyłości i ... cellulicie.


Sunny Kiss, czyli Słoneczny Pocałunek, to moja druga propozycja na rozpoczęcie dnia.


Składa się w większości z owoców: rodzynek, daktyli ,fig, skórki pomarańczowej, physalis, mango, dzięki czemu fusy po zaparzeniu można śmiało zjeść :)


Ostatnia z herbat Boost & Energy ma silne działanie pobudzające i dodaje energii. I gwarantuję Wam, działa. Czuję się po niej, jakby wyrosły mi skrzydła :)


Składa się m.in. z kilku rodzajów herbat, zielonej Gunpowder oraz Matchy, białej Mao Feng, czarnej Pi Lo Chun Longkou, ze spiruliny oraz guarany.


Każde opakowanie herbat Alveus zawiera 100 g produktu, oprócz piramidkowego Relaksu, gdzie mamy 15 piramidek po 4 g. Herbaty w  zależności od rodzaju kosztują ok. 30 - 36 zł. Na pierwszy rzut oka, może wydawać się to wysoką ceną, ale dla porównania za ziołowe herbatki Pukka płacimy ok. 20 zł, a mamy w nich tylko ok. 30 g produktu, czyli ponad trzy razy mniej. 

Wszystkie opisane przeze mnie herbaty, ale też wiele innych smaków, znajdziecie w sklepie Vegenovo.pl 

Z całego serca Wam je polecam, są zdrowe, ekologiczne, smakują wyśmienicie i pachną obłędnie. Absolutny herbaciany hit!!!




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Etykiety

Aesop (1) Alba Botanica (2) Alchemia Lasu (1) Alep (1) Alessandro (2) Alterra (9) Alverd (1) Alverde (14) Aquolina (1) ARGILES DU SOLEIL (3) Aromatherapy Associates (3) Aubrey Organics (2) Auriga (4) Balea (4) BALNEOKOSMETYKI MALINOWY ZDRÓJ (1) Bath & Body Works (12) Bath Body Works (1) Batiste (9) Beauty Formulas (1) Becca (2) Benefit (3) BeYu (1) Bielenda (5) BingoSpa (5) Biochemia Urody (13) Bioderma (2) Biopha (1) Biotherm (3) Biovax (4) Blumarine (1) Body Shop (13) Bomb Cosmetics (1) Boss (1) Bumble and Bumble (1) Burt's Bees (9) Caudalie (1) Chanel (12) Chantarelle (1) Charmine Rose (13) Chloe (1) Clarena (5) Clarins (7) Clinique (13) Collistar (1) Coslys (6) Dabur (2) Dax Cosmetics (1) Delawell (2) Dermalogica (3) Dermika (1) Dior (3) Diptyque (9) Dolce Gabbana (4) Douglas (1) Dr. Hauschka (8) Ecospa (2) Ecotools (1) Ecoworld (3) Eko Spa (1) Eos (3) Erbaviva (3) Essie (16) Estee Lauder (1) evrēe (1) Farmona (4) Femi (6) Figs Rouge (4) Fred Farrugia (2) Frederic Fekkai (4) FRESH MINERALS (1) Fridge (11) Fridge by Yde (4) Gaia Creams (7) Gal (1) Givenchy (1) Glam Glow (1) Glyskincare (1) Guerlain (14) H&M (1) HAPPYMORE SKIN CARE (1) Helena Rubinstein (2) Hugo Boss (1) Hugo Naturals (2) Ikarov (3) Inglot (1) Isana (3) Joanna (2) John Masters Organics (18) Joik (6) Kallos (1) Kanebo (3) Kanu (3) Khadi (1) Kiehl's (1) Kindle (1) Kneipp (3) Korres (5) Kringle Candle Company (2) Kryolan (3) L' Occitane (5) L'Oreal (4) L'Orient (5) La Mer (1) Lancome (4) Laura Mercier (6) Lavera (1) Lawendowa Farma (1) Lierac (3) Lily Lolo (1) Lioele (2) Lirene (2) Lorac (1) Love & Toast (1) Lush (55) Mac (1) MÁDARA (3) Maybelline (2) MCMC Fragrances (1) MeMeMe (1) Model CO (2) Munio Candela (1) My Beauty Diary (2) Natural Product (1) Nature's Gate (7) Neom (1) Neutrogena (3) Nivea (3) NOAlab (4) Nuxe (7) Opi (1) Oragnique (6) Orientana (6) Origins (5) Pandora (6) Pat & Rub (33) Phenome (72) Philosophy (7) Physicians Formula (1) Phyto (1) Pierre Rene (1) Prestige Cosmetics (3) Pukka (4) Pupa (2) Queen Helen (1) Real Techniques (3) REN (5) Rene Furterer (1) Revlon (1) Rituals (1) Rituls (1) Rival de Loop (1) Sally Hansen (3) Salvatore Ferragamo (3) Sanoflore (1) Sante (4) Schwarzkopf Professional (3) Scottish Fine Soaps (1) Sephora (7) Serge Lutens (1) Shiseido (5) Siquens (3) Skin79 (1) Skinfood (1) Sleek (4) Smashbox (2) Soap & Glory (3) Stara Mydlarnia (2) Stenders (4) Sylveco (3) Synergen (2) Tangle Teezer (3) Tarte (1) The Balm (1) The Different Company (1) THE SECRET SOAP STORE (1) Tołpa (4) Tommy Hilfiger (1) Trader Joe's (2) Tweezerman (1) Über (2) Urban Decay (1) Uriage (3) Vichy (2) Vita Liberata (2) Wibo (1) Yankee Candle (13) Yasumi (1) Yoskine (1) YSL (1) Yves Rocher (6)