środa, 1 listopada 2017

Ciekawe nowości perfumowe dla kobiet - jesień 2017

Witajcie Kochani,
Staram się być na bieżąco jeśli chodzi o nowości i trendy w perfumiarstwie. Niestety nie jestem w stanie zapoznać się z wieloma premierami zapachowymi. Regularnie jednak mijając perfumerie, mam w zwyczaju wejść, powąchać kilka zapachów, a jeśli coś mnie szczególnie zaintryguje zaopatruję się w próbki. W bieżącym okresie wiele się działo w świecie perfum. Pojawiło się kilka perełek i ciekawych  kompozycji, które zdecydowanie zasługują na uwagę. 


Najbardziej wyczekiwane i wzbudzające wiele emocji i nadziei były premiery zapachów Gabrielle marki Chanel oraz Aura Muglera

Gabrielle okazała się bardzo zgrabnie skomponowanym połączeniem białych kwiatów i cytrusów. Jest to zapach przymilny, który sprawdzi się na wszelkie okazje i ciężko by wzbudził niechęć, ale też nie rzuca na kolana. Gabriela może się podobać, ale przez środowisko perfumomaniaków została przyjęta chłodno. Czas pokaże, czy okaże się hitem pokroju  Mademoiselle albo Chance. Moim zdaniem zawodzi projekcja i trwałość. Perfumy w cenie ponad 600 zł za 100 ml powinny powyższe parametry mieć bez zarzutu. Na uwagę zasługuje elegancki i skromny flakon wykonany z cienkiego szkła, który daje złudzenie, że buteleczka o pojemności 50 ml wygląda jak mniejsze, 30 ml flakony.


Aura również wzbudziła więcej słów krytyki niż zachwytu. Ale jest to zapach, któremu nie można odmówić oryginalności. Mugler stworzył coś nowatorskiego, kontrowersyjnego, ale niekoniecznie przyjemnego w noszeniu. Z jednej strony mamy cierpką nutę rabarbarowych liści, ale w tle czai się coś dziwnego, nieoczywistego, chemicznego. Kojarzącego się z syropem, plastikiem, gumą. Słyszałam też że z proszkiem do prania i pastą do podłóg :) Moja córka, gdy poczuła Aurę zawołała: "A fuuu!!!! W tych perfumach jest jeden wielki minus!". Z kolei mężowi się  podoba,  przywołuje wspomnienia z dzieciństwa. Doceniam fakt, że Mugler nie idzie na łatwiznę, nie próbuje przypodobać się większości, a Aura nie pozostawia obojętnym.


W nowościach tego roku ku mojej wielkie uciesze dominuje trend na białe kwiaty. Oprócz chanelowskiej Gabrieli, mamy pięknego białokwiatowca Bloom marki Gucci, w pudrowo różowym (!), kobiecym flakonie. Ciekawe oblicze tuberoza odsłania w Twilly d'Hermes, znajdziecie ją tu  połączoną z imbirem na bazie z drzewa sandałowego. Twilly nosi się rewelacyjnie, jest szykowna i elegancka, ale nowoczesna i oryginalna, a do tego ma bardzo dobrą projekcję i trwałość oraz przeuroczy, fikuśny flakon. Zarówno Bloom jak i Twilly z radością dołączyłabym do swojej kolekcji.


Idealnym słodziakiem przytulającym jak jesienny szalik są smakowite, pistacjowe Girl of now od Elie Saab. Kupiłabym je na pewno, gdyby nuta pistacji utrzymywała się na mojej skórze nieco dłużej. Na uwagę zasługuje jeszcze miodowy Scandal marki Jean Paul Gaultier i oczywiście Mon Guerlain. Koniecznie powąchajcie, gdy będziecie mieli okazję! Zdradzę jeszcze, że Mon Guerlain jest bardzo komplementogenny i podoba się mężczyznom. Zastanawiam się, czy nie zainwestować we flakon dla siebie, a może dla siostry. 

Podsumowując, nie pamiętam kiedy ostatnio aż tyle premier trafiło w mój gust. Jestem bardzo ciekawa, czy wąchaliście, a może już macie, którąś z powyższych nowości. Chętnie poznam Wasze perfumowe typy na jesień!

Buziaki!





wtorek, 17 października 2017

Magical ANNA PIKURA - luksusowy krem błyskawicznie upiększający

Dzień dobry Kochani,
Na mojej kosmetycznej półce ciągle goszczą kosmetyki luksusowej polskiej marki produkującej kosmetyki naturalne Anna Pikura


Tym  razem zdecydowałam się na Magical luksusowy krem błyskawicznie upiększający i stosowałam go w duecie z różaną mgiełką AP Mist Rosarium. To już druga butelka AP Mist Rosarium, którą używam (w kolejce czeka trzecia :) i przyzwyczaiłam się do jej relaksującego, pięknego aromatu i uczucia orzeźwienia, które przynosi. Jeśli macie ochotę dowiedzieć się więcej na temat tego produktu, odsyłam do recenzji: KLIK


Ale powróćmy do bohatera dzisiejszego wpisu, czyli kremu Magical.  Pierwszy raz miałam z nim styczność podczas zabiegu Sophisticated Care, któremu poddałam się podczas pierwszej wizyty w klinice Anna Pikura we Wrocławiu. Krem, którym zakończono zabieg, określiłam jako "absolutny hit o obłędnym cytrusowym zapachu, w którym zakochałam się od pierwszej aplikacji." Już wtedy wiedziałam, że nie ma innej opcji, muszę go wypróbować! 


Magical to krem, który stworzono by ekspresowo poprawił wygląd skóry przed ważnym wyjściem, czy po ciężkiej nocy. Ale również ma on za zadanie skutecznie pielęgnować skórę w każdym wieku i każdego typu. Jest to więc krem raczej uniwersalny, który sprawdzi się nawet w przypadku wrażliwej i podatnej na podrażnienia cery. 

Podstawowe działanie kremu to m.in.:
 
• błyskawicznie ujędrnia i napina skórę,
• rozjaśnia cerę i poprawia jej koloryt,
• nawilża skórę,
• regeneruje naturalną barierę ochronną,
• poprawia ukrwienie i usprawnia funkcje skóry,
• dostarcza cennych składników odżywczych,
• łagodzi podrażnienia, przeciwdziała problemom skóry,
• działa łagodnie odkażająco, oczyszczająco i ściągająco. 

Krem można stosować codziennie, zarówno na dzień i na noc. Ale ja ze względu na jego puszystą, lekką, ale mocno odżywczą konsystencję oraz orzeźwiający zapach, upodobałam sobie stosowanie go rano. 


Właśnie zapach, ubóstwiam cytrusowy aromat Magcial, jest on dla mnie wyjątkowo przyjemny i umila mi aplikację kosmetyku. To zdecydowanie mój zapachowy faworyt wśród wszystkich kremów AP jakie stosowałam. Uprzedzam tylko, że spotkałam się z negatywnymi opiniami na temat aromatu Magical, jest on bardzo intensywny, więc może się zdarzyć że niektórym będzie przeszkadzał. Ale na przykład bardzo podoba się mojej ośmioletniej córce. Co do nakładania, produkt wchłania się szybko i   bez problemu można nałożyć na niego makijaż.


Źródłem cytrynowego zapachu jest Leptospermum petersonii oil, czyli olejek z cytrynowego drzewka herbacianego. Przyznam Wam, że wcześniej nie miałam styczności z tym olejkiem. W ogóle nasuwa mi się myśl, że w składach marki AP znajduję ciągle wiele składników, z których stosowaniem w kosmetykach wcześniej się nie spotkałam. To bardzo ciekawe dla mnie doświadczenie :)

Pozostając w temacie składu, zerknijcie proszę na jego pełną listę:

Aqua, Chondrus Crispus Extract, Simmondsi Chinensis Seed Oil, Biosaccharide Gum-1, Sodium Levulinate, Sodium Anisate, Glyceryl Caprylate, Helianthus Annus Seed Oil, Betula Alba Leaf Extract, Lanolin, Ceteryl Olivate, Sorbitan Olivate, Penthenol, Sodium PCA, Glucose, Urea, Glutamic Acid, Lysine, Glycine, Allatoin, Lactic Acid, Spirulina Maxima Extract, Pentadesma Butyracea Seed Butter, Oenothera Biennis Oil, Hydrogenated Olive Oil, Olea Europaea Fruit Oil, Olea Europaea Oil Unsaponifiables, Niancinamide, Leptospermum Petersoni Oil, Tocopheryl Acetate, Caffeine, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Xanthan Gum, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol, Sorbid Acid

Podobnie jak pozostałe kosmetyki marki należy przechowywać go w lodówce i nakładać za pomocną szklanej szpatułki. Krem znajduje się w szklanym słoiczku o pojemności 50 ml. Zapakowany był w śliczny różowy woreczek. Koszt kremu w duecie z wodą różaną AP Mist Rosarium to aktualnie 350 zł, do kupienia tutaj: KLIK. Ale tradycyjnie zachęcam Was do poczekania na promocje, bo na stronie AP pojawiają się one bardzo często i na pewno można wypatrzony produkt upolować w korzystniejszej cenie.

Jeśli chodzi o działanie odkąd zaczęłam go stosować usłyszałam sporo komplementów odnośnie wyglądu mojej skóry. Nawet kolega w pracy (tak, koledzy wiedzą że prowadzę kosmetycznego bloga :) powiedział: "Nie wiem Kasia jakie teraz nowe kosmetyki zaczęłaś stosować, ale bardzo ładnie wyglądasz, bardzo ci służą". 


Sama również zauważyłam, że moja skóry utrzymuje się w bardzo dobrej kondycji. Jest świetlista, pełna blasku, sprężysta, jędrna i super nawilżona. Kolejna pielęgnacyjna miłość!! Serdecznie Wam polecam, zwłaszcza jeśli lubicie cytrusowo-ziołowe zapachy i zależy Wam na  szybko widocznych efektach.


    




niedziela, 8 października 2017

Kurs aromaterapii

Dzień dobry Kochani,
Wczoraj udało mi się zrealizować marzenie, które chodziło mi po głowie od kilku lat. Wzięłam udział w profesjonalnym kursie aromaterapii. Polskie Towarzystwo Aromaterapeutyczne organizuje kursy bardzo rzadko, raz na dwa lata. W tym roku postanowiłam w ramach prezentu urodzinowego dla samej siebie, wreszcie na taki kurs się wybrać. 

Kurs odbył się w siedzibie Polskiego Towarzystwa Aromaterapeutycznego i trwał siedem godzin. Większość programu stanowiły wykłady dotyczące następujących zagadnień: 

  • historia aromaterapii, aromaterapia współczesna,
  • zmysł węchu, psychologia zapachu, 
  • olejki eteryczne - jakość, normy, metody otrzymywania, zastosowanie w aromaterapii wybranych olejków eterycznych,
  • rodzaje i sposoby przeprowadzania zabiegów aromaterapeutycznych. 
 
Ale były też bardzo ciekawe ćwiczenia ze sposobów sporządzania mieszanek olejków eterycznych.


Kurs prowadziła Dr inż. Iwona Konapacka-Brud Przewodnicząca Zarządu PTA oraz Dr inż. Władysław S. Brud Honorowy Prezes PTA. Czuję się zaszczycona, że mogłam czerpać wiedzę od tak wielkich autorytetów w dziedzinie aromaterapii. 7 godzin kursu minęło błyskawicznie. Uczestnicy były to w większości osoby,  które aromaterapię chciałyby wykorzystywać na co dzień  w pracy, w gabinetach kosmetycznych, salonach masażu, saunach. Takich zajawkowiczów jak ja było zdecydowanie mniej :)

Uwielbiam zgłębiać wiedzę w dziedzinach, które mnie pasjonują. Dodaje to skrzydeł, energii i mnoży pomysły w głowie. W przyszłości mam zamiar eksperymentować z różnymi mieszankami do inhalacji, kąpieli i masażu oraz przeczytać kilka książek na temat aromaterapii. Zastanawiam się też nad zostaniem czynnym członkiem Polskiego Towarzystwa Aromaterapeutycznego. 

Dajcie koniecznie znać, jakie są Wasze doświadczenia z aromaterapią i czy chcielibyście wziąć udział w takim kursie. Miłej niedzieli!



niedziela, 1 października 2017

Jesienna chandra

Nie wiem  jak Wy, ale ja zawsze z początkiem jesieni odczuwam spadek samopoczucia. Już od kilku lat skutecznie oswajam jesień i odkrywam jej uroki. Taka zmiana podejścia sprawiła, że pokochałam tę porę roku. Wypracowałam też kilka skutecznych sposobów na wygranie z jesienną chandrą. Jeśli jesteście ciekawi, co zaplanowałam, zapraszam do dalszej lektury. 


1. Organizowanie szafy

Porządki w szafie to zawsze dobry pomysł na pozytywne wejście w nowy sezon. Tym razem postanowiłam stworzyć pierwszy raz capsule wardrobe. Zaczęłam od posegregowania wszystkiego co mam w szafie. Pochowałam letnie ubrania, a to zostało zawiesiłam według kolorów. Po takich porządkach  wiedziałam co i w jakich kolorach mam oraz czego mi brakuje. Spędziłam też sporo czasu w sieci zbierając inspiracje. Na koniec przygotowałam listę zakupową. Planując zakupy uwzględniłam pogodę na najbliższe miesiące, okazje na jakie potrzebuję stylizacji, zarówno te codzienne jak i szczególne. Starałam się trzymać określonej wcześniej palety kolorów, to wiele ułatwiło :) Cały proces był o wiele bardziej złożony, jeśli macie ochotę poczytać więcej o moich ubraniowych zmaganiach dajcie znać, wtedy przygotuję na ten temat osobny wpis i pokażę Wam co kupiłam :)



2. Pielęgnacja

Jesień to również zmiany w pielęgnacji. Zanim przystąpiłam do małej rewolucji w kosmetykach postanowiłam ... użyć samoopalacza do twarzy. I od razu poprawił mi się humor, a twarz nabrała zdrowszego kolorytu. Jeszcze trochę nacieszę się opaloną sobą, a później biorę się za złuszczanie (tonik i maseczki z kwasami) oraz intensywne odżywianie (bogatsze kremy, specjalistyczne serum). Dodatkowo chciałabym przynajmniej raz w tygodniu nakładać maseczkę w płachcie oraz bardziej zadbać o ciało poprzez regularne stosowanie peelingów i balsamów, co przez lato bardzo zaniedbałam. 


3. Perfumy

Jesień w moim przypadku nie obejdzie się bez zmiany garderoby zapachowej. Do szuflady powędrowały owocowe, rześkie kompozycje, a wyeksponowane na półce zostały słodkie i ciepłe otulacze.

Korzystając z okazji chciałam poinformować Was, że planuję kilka wpisów zapachowych.  Przygotowuję się do wpisu o nowościach w perfumeriach oraz pierwszy raz o ... perfumach dla panów.


4. Cele i plany

Jesień to dobry okres na rozwój osobisty i realizację planów. A produktywnie spędzony czas potrafi doskonale poprawić humor. Na najbliższe miesiące zaplanowałam kilka ciekawych wydarzeń, które uprzyjemnią jesienną słotę. W połowie października planujemy rodzinny wypad do Wrocławia, główny cel wyprawy to poszukiwanie krasnoludków. W październiku wybieram się też na wymarzony kurs aromaterapii. Postanowiłam również spróbować kaligrafii. Na urodziny dostałam kilka gadżetów do kaligrafii i poczyniłam pierwsze kroki w tym kierunku. Jak się okazuje kaligrafia jest bardzo relaksująca. Myślę, że to bardzo przyjemne zajęcie na jesienne, deszczowe dni.



5. Sezonowe uroki

Nie wyobrażam sobie jesieni bez książek. Jestem zaopatrzona w stertę ciekawych pozycji do przeczytania. Na liście znajduje się sporo nowości, ale też parę książek, za których przeczytanie zabieram się od dawna.


Książka, pyszna herbata i wybór aromatycznych wosków to recepta na idealny wieczór. I chyba to co w jesieni lubię najbardziej.


6. Zdrowie

W utrzymaniu dobrego samopoczucia i energii do działania bardzo pomaga mi regularne uprawianie sportu. Ale żebym mogła uprawiać sport, muszę być zdrowa. Dlatego postanowiłam wcześniej zadbać o odporność. Zbadałam poziom witaminy D  i jak się okazało mam duży niedobór. Oprócz suplementowania witaminy D zaczęłam stosować ekstrakt z grejpfruta, o którego właściwościach słyszałam dużo dobrego.

Kochani to już wszystko, czym chciałam się z Wami dziś podzielić. Życzę Wam pięknej, pogodnej i owocnej jesieni. Jestem oczywiście bardzo ciekawa, jak Wy radzicie sobie z jesienną chandrą. Czekam na pomysły w komentarzach!



piątek, 15 września 2017

Wooden Spoon Serum na porost z włosów z chili

Dzień dobry Kochani,
Na rynku kosmetycznym pojawia się coraz więcej kosmetyków do pielęgnacji skóry głowy. Jeszcze kilka lat temu, nie miałam pojęcia, że stan skóry głowy, ma bardzo duży wpływ na zdrowie i kondycję włosów. Do swojej pielęgnacji włosów wprowadziłam kilka kosmetyków dedykowanych właśnie skórze głowy, dziś recenzja jednego z nich.


Od prawie trzech miesięcy stosuję regularnie Serum na porost z włosów i przeciw wypadaniu z drogocennymi olejami i chili marki Wooden Spoon. Jest to w 100 % naturalny i certyfikowany produkt (posiada certyfikat Soil Association), w którym aż 99,9% składników pochodzi z rolnictwa ekologicznego. Skład choć krótki, jest rewelacyjny: 

RICINUS COMMUNIS SEED (CASTOR ) OIL*; SIMMONDSIA CHINENSIS SEED (JOJOBA) OIL*; ARGANIA SPINOSA NUT (ARGAN) OIL*; CHILI SEED ESSENTIAL (Chili) OIL *certyfikowane składniki organiczne


Znajdziemy w nim olej rycynowy, najbardziej znany naturalny stymulator wzrostu włosów, olej arganowy, dodający włosom blasku, olej jojoba, którego kompozycja chemiczna jest prawie taka sama jak ludzkiego sebum, co umożliwia szybką absorpcję bez pozostawiania tłustej warstwy czy reakcji alergicznych oraz olej z nasion chili, który rozgrzewa skórę głowy i poprawia przepływ krwi do cebulek włosowych. Dzięki czemu przeciwdziała utracie włosów i stymuluje ich wzrost. 


Serum należy stosować dwa razy w tygodniu. Najpierw należy je wmasować w skórę głowy, pozostawić na ok. 20 minut, następnie umyć włosy.
 
 
Kosmetyk znajduje się w buteleczce z ciemnego szkła o pojemności 30 ml w cenie 56,90 zł. Kupicie go np. w mojej ulubionej internetowej drogerii Matique (KLIK), w której zakupy robię od ponad czterech lat. Uważam, że cena serum jest bardzo atrakcyjna, a kosmetyk wbrew pozorom wyjątkowo wydajny. Po ok. trzech miesiącach regularnego stosowania nie zużyłam jeszcze połowy opakowania. 


Jeśli chodzi stan moich włosów, są one teraz naprawdę w rewelacyjnej kondycji, zdecydowanie mniej ich wypada, ciągle rosną nowe baby hair, dzięki czemu fryzura zyskała na upragnionej przeze mnie objętości. Wyglądają pięknie, są błyszczące, miękkie, po prostu zdrowe. Uważam, że inwestowanie w kosmetyki, które zaprojektowano by dbały o skórę naszych głów, to droga do pięknych i zdrowych włosów. 

A jak tu u Was wygląda? Stosujecie kosmetyki skierowane wyłącznie do pielęgnacji skóry głowy? 



 




sobota, 9 września 2017

Krem Sacrum - źródło młodości

Dzień dobry Kochani,
Od dłuższego czasu w zakresie pielęgnacji twarzy stosuję głównie produkty marki Anna Pikura. Jest za mną  przyjemne spotkanie z kremem nawilżającym i matującym. Cięgle trwa romans z kremem pod oczy, zaczęłam też drugą butelkę ich hydrolatu z białych róż. Ale jeśli zapytalibyście mnie, który z produktów marki AP najbardziej mnie zaintrygował, to od początku był to Sacrum, najdroższy i mogę śmiało go tak określić - popisowy produkt z oferty Anna Pikura. 


Pełna nazwa kosmetyku to Sacrum Nieskończone Źródło Młodości. Nazwy oczywiście nie traktujmy dosłownie, bo żaden krem świata nie cofnie czasu, ani też go nie zatrzyma. Krem to nie zabieg medycyny estetycznej. Zachowajmy rozsądek i nie spodziewajmy się cudów. Ale za to możemy liczyć na solidną, naturalną oraz luksusową pielęgnację. Sacrum zdaniem producenta m.in.:
  • wyraźnie odmładza, skutecznie pobudza odnowę, powstrzymuje procesy starzenia,
  • przywraca skórze gładkość, sprężystość i jędrność,
  • przeciwdziała problemom i podrażnieniom, regeneruje naturalną barierę ochronną,
  • optymalnie odżywia i nawilża skórę,
  • odnawia naturalne funkcje skóry.
 
Jest to kosmetyk skierowany głównie do skóry dojrzałej z widocznymi oznakami starzenia się, ale sprawdzi się przy każdego typu skórze. Krem inteligentny, który daje skórze to, co jest jej najbardziej w danej chwili potrzebne.

Tak jak wszystkie kremy AP ze względu na naturalny skład, Sacrum należy przechowywać w lodówce i nakładać za pomocą dołączonej do kosmetyku szklanej szpatułki.  Skład wysoce mnie satysfakcjonuje. Do najważniejszych składników aktywnych należy m.in.: Tetrapeptyd Młodości, ekologiczny olej z nasion dzikiej róży piżmowej, sok z bażyny czarnej, wyciąg z meksykańskiej opuncji figowej, masło shea, macerat z kwiatów kasztanowca, olejek eteryczny z drzewa sandałowego

Zaintrygował mnie Tetrapeptyd Młodości, cóż to jest? Producent wyjaśnia, że jest to nowatorski składnik biomimetyczny (naśladujący naturalne mechanizmy skóry), który pobudza syntezę substancji budujących warstwę podstawną naskórka - styk naskórka ze skórą właściwą - odpowiadającą za spoistość skóry i jej potrzeby metaboliczne. Przywraca skórze integralność strukturalną i funkcjonalną.
 
Oraz oczywiście eteryczny olejek sandałowy, który jest znanym naturalnym afrodyzjakiem, ale stosuje się go również jako silny środek przeciwdepresyjny i przeciwlękowy. To jeden z najdroższych olejków stosowanych w perfumiarstwie. Na warsztatach perfumowych miałam przyjemność wąchać naturalny olejek z sandałowca. Ma bogaty, balsamiczny, łagodny, naturalny aromat z delikatną, drzewną nutą. Wiecie, że wierzę w aromaterapię, mogę więc pokusić się o opinię, że dzięki zawartości tego olejku, Sacrum może wpływać na poprawę naszego samopoczucia :)

Poniżej cały skład:
Aqua, Rosa Moschata Seed Oil, Butyrospermum Parkii Fruit, Helianthus Annuus Seed Oil, Aesculushippocastanum Extract, CetearylOlivate, Sorbitan Olivate, Cetylalkohol, Niacinamide, Glycerin, Tocopheryl Acetate, Ethylhxyl Olivate, Potassium PCA, Empetrum Nigrum Fruit Juice, Hyaluronic Acid, Phenoxyethanol, Santalum Album Oil, 1,2-Octanediol, Xanthan Gum, Opuntia Ficus-Indica Stem Extract, Sorbica Cid, Potassium Sorbate, Dextran, Caprooyl Tetrapeptide-3


Na uwagę zasługuje przepiękne opakowanie. Krem otrzymujemy w eleganckim, aksamitnym woreczku, a słoiczek przypomina drogocenny klejnot. 


Pojemność to standardowe 50 ml, ale wydajność ze względu na bogatą, masełkowatą (lecz nie tłustą!) konsystencję kremu oceniam nieco gorzej niż inne kremy marki. Ale nadal jest to kosmetyk wydajny.


Można go stosować zarówno na dzień i na noc, ale ja upodobałam sobie wieczorną aplikację. Na noc preferuję bardziej bogate i odżywcze preparaty. Rano wolę coś lekkiego.

Kontrowersje budzi cena produktu. Wynosi ona 1500 zł. Jest to najdroższy krem jakiego kiedykolwiek używałam. Na szczęście marka robi bardzo często promocje i można przetestować go w dużo niższej cenie, aktualnie jest to 499 zł -> KLIK.  


Pewnie jesteście ciekawi jak działa ten arystokrata wśród kremów. Dzięki Sacrum moja skóra utrzymuje bardzo dobrą kondycję. Jest wspaniale nawilżona, jędrna, sprężysta i odżywiona. Mam poczucie że jest zadbana i piękna. Błyszczy, ale nie od problemów  z sebum,  a naturalnym blaskiem, który ma tylko zdrowa i wypielęgnowana skóra. To jak efekt rozświetlacza, ale bez sztucznych drobinek ;) Bardzo lubię w kremach AP  to, że gdy je stosuję, nie wyskakują mi na twarzy niemile widziane niespodzianki. Sacrum nie zawiódł i pod tym względem. Nieskromnie  powiem, że jak na moje już wkrótce 35 lat, mam skórę w bardzo dobrej kondycji. Uważam, że zawdzięczam to przemyślanej pielęgnacji. Nie wszystko należy pozostawić w rękach genom. I oczywiście lepiej przeciwdziałać, niż leczyć. Myślę, że obietnice producenta zostały spełnione, ciężko mi jedynie odnieść się do powstrzymania procesów starzenia i odnowienia naturalnych funkcji skóry. Na ocenę takich efektów potrzeba więcej czasu.  

Czy polecam Sacrum? Tak, ale nie w cenie detalicznej, a jedynie korzystając z promocji. 1500 zł to nie jest kwota, jaką mogłabym wydać na krem. Wiem, że są kobiety, które wydają takie sumy, ale ja do nich nie należę. Niemniej cieszę się, że mogłam przetestować Sacrum. Była to dla takiej kosmetoholiczki jak ja niezwykła przygoda i pielęgnacyjna ekstaza ;) To naprawdę piękny kosmetyk. Szkoda że jest tak drogi i że wielu kobietom nie będzie dane go wypróbować. 

Kochani jestem bardzo, bardzo ciekawa Waszej opinii. Czy mielibyście ochotę przetestować Sacrum? Czy krem Was zaintrygował? 




sobota, 2 września 2017

Pierwszy prezent na 35 urodziny

Dzień dobry Kochani,
11 września kończę 35 lat. Alina jako pierwsza obdarowała mnie z tej okazji.
Zastanawiałam się, czy poczekać na wszystkie urodzinowe prezenty i pokazać je w jednym poście, ale czekolada nie przetrwałaby do tego momentu. Prawdopodobnie tuż po kliknięciu "opublikuj" czekolada zostanie otworzona :)


Nie wiem jak Alina to robi, ale jej prezenty są zawsze w 100 % trafione. 


O zakreślaczach Mildliner marzyłam od dawna. Zamówiłam je nawet na ebayu, ale już niedługo minie rok, a paczka nadal nie przyszła... W zeszłym roku zaczęłam prowadzić bullet journal i mildlinery będą dla tej formy organizacji czasu fantastycznym dodatkiem.


W paczce pojawiło się oczywiście coś kosmetycznego. O wegańskiej marce Sauberkunst przeczytałam na blogu Aliny. Rzeczywiście kosmetyki pachną przepięknie i intensywnie. Otrzymałam wiśniową kulę do kąpieli i mydełko mango lassi.


Na górze po lewej wymieniana już czekolada. Z białym nugatem! Sami rozumiecie czemu nie mogłam czekać. W duecie z ziołową herbatą marki Sonnentor, którą pije się w czasie wolnym, na przykład po skończeniu pracy. Bardzo mi się taki obraz podoba, wracam z pracy i zaparzam moją herbatę na wolny czas :)


Alina ostatnio pisze sporo o ruchu "zero waste", który uczy jak ograniczać ilość śmieci i plastiku. Jeśli jesteście ciekawi o co dokładnie chodzi, odsyłam na jej bloga aliny.pl Ja też podłapuję pewne elementy z tego nurtu. Na przykład zaczęłam nosić w torebce torbę na zakupy z materiału i nie biorę już tak często plastikowych reklamówek. Teraz będę mogła też myć naczynia powyższą szczoteczką i zamienić plastikową szczoteczkę do zębów, na bambusową. 

Alinie raz jeszcze dziękuję za piękne prezenty, a Was już teraz zapraszam na kolejne wpisy



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Etykiety

Aesop (1) Alba Botanica (2) Alchemia Lasu (1) Alep (1) Alessandro (2) Alterra (9) Alverd (1) Alverde (14) Aquolina (1) ARGILES DU SOLEIL (3) Aromatherapy Associates (3) Aubrey Organics (2) Auriga (4) Balea (4) BALNEOKOSMETYKI MALINOWY ZDRÓJ (1) Bath & Body Works (12) Bath Body Works (1) Batiste (9) Beauty Formulas (1) Becca (2) Benefit (3) BeYu (1) Bielenda (5) BingoSpa (5) Biochemia Urody (13) Bioderma (2) Biopha (1) Biotherm (3) Biovax (4) Blumarine (1) Body Shop (13) Bomb Cosmetics (1) Boss (1) Bumble and Bumble (1) Burt's Bees (9) Caudalie (1) Chanel (12) Chantarelle (1) Charmine Rose (13) Chloe (1) Clarena (5) Clarins (7) Clinique (13) Collistar (1) Coslys (6) Dabur (2) Dax Cosmetics (1) Delawell (2) Dermalogica (3) Dermika (1) Dior (3) Diptyque (9) Dolce Gabbana (4) Douglas (1) Dr. Hauschka (8) Ecospa (2) Ecotools (1) Ecoworld (3) Eko Spa (1) Eos (3) Erbaviva (3) Essie (16) Estee Lauder (1) evrēe (1) Farmona (4) Femi (6) Figs Rouge (4) Fred Farrugia (2) Frederic Fekkai (4) FRESH MINERALS (1) Fridge (11) Fridge by Yde (4) Gaia Creams (7) Gal (1) Givenchy (1) Glam Glow (1) Glyskincare (1) Guerlain (14) H&M (1) HAPPYMORE SKIN CARE (1) Helena Rubinstein (2) Hugo Boss (1) Hugo Naturals (2) Ikarov (3) Inglot (1) Isana (3) Joanna (2) John Masters Organics (18) Joik (6) Kallos (1) Kanebo (3) Kanu (3) Khadi (1) Kiehl's (1) Kindle (1) Kneipp (3) Korres (5) Kringle Candle Company (2) Kryolan (3) L' Occitane (5) L'Oreal (4) L'Orient (5) La Mer (1) Lancome (4) Laura Mercier (6) Lavera (1) Lawendowa Farma (1) Lierac (3) Lily Lolo (1) Lioele (2) Lirene (2) Lorac (1) Love & Toast (1) Lush (55) Mac (1) MÁDARA (3) Maybelline (2) MCMC Fragrances (1) MeMeMe (1) Model CO (2) Munio Candela (1) My Beauty Diary (2) Natural Product (1) Nature's Gate (7) Neom (1) Neutrogena (3) Nivea (3) NOAlab (4) Nuxe (7) Opi (1) Oragnique (6) Orientana (6) Origins (5) Pandora (6) Pat & Rub (33) Phenome (72) Philosophy (7) Physicians Formula (1) Phyto (1) Pierre Rene (1) Prestige Cosmetics (3) Pukka (4) Pupa (2) Queen Helen (1) Real Techniques (3) REN (5) Rene Furterer (1) Revlon (1) Rituals (1) Rituls (1) Rival de Loop (1) Sally Hansen (3) Salvatore Ferragamo (3) Sanoflore (1) Sante (4) Schwarzkopf Professional (3) Scottish Fine Soaps (1) Sephora (7) Serge Lutens (1) Shiseido (5) Siquens (3) Skin79 (1) Skinfood (1) Sleek (4) Smashbox (2) Soap & Glory (3) Stara Mydlarnia (2) Stenders (4) Sylveco (3) Synergen (2) Tangle Teezer (3) Tarte (1) The Balm (1) The Different Company (1) THE SECRET SOAP STORE (1) Tołpa (4) Tommy Hilfiger (1) Trader Joe's (2) Tweezerman (1) Über (2) Urban Decay (1) Uriage (3) Vichy (2) Vita Liberata (2) Wibo (1) Yankee Candle (13) Yasumi (1) Yoskine (1) YSL (1) Yves Rocher (6)