Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biochemia Urody. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biochemia Urody. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 grudnia 2013

Denko listopad 2013

Witajcie Kochane,
Kolejny tydzień siedzę na zwolnieniu. Choroba dopadła mnie porządnie, niestety dołączyła do mnie Polunia i tak chorujemy dwie bidusie. 
Częstotliwość mojego pojawiania się tutaj i na Waszych blogach, może z tego względu nieco spaść, za co przepraszam. 
Na osłodę mam dla Was Mikołajkowe Rozdanie z Phenome, kto się jeszcze nie zgłosił, serdecznie zapraszam, bawimy się do Mikołajek włącznie :)

Z denka listopadowego jestem całkiem zadowolona, postanowiłam zmobilizować się jeśli chodzi o zużywanie kosmetyków i widzę, że mobilizacja przyniosła efekty. 

Na początek żele do mycia rąk marki Bath & Body Works.


To był mój pierwszy raz z tymi kosmetykami. Oferta zapachowa jest zachwycająca i zmienia się wraz z sezonem, już się nie mogę doczekać świątecznej kolekcji!! Vanilla buttercream pochodzi bodajże z ich stałej kolekcji, poprawcie mnie jeśli się mylę. Jeszcze nie jestem dobrze zorientowana w ofercie B&BW. Jest to ciepły, maślany zapach. Nie do końca mój. Natomiast Hazelnut Latte jest bohaterem jesiennej kolekcji i pachnie obłędnie, jak orzechowa kawa, uwielbiam!! Oba produkty to wersje z drobinkami peelingującymi. Bardzo przyjemnie się ich używało, głównie ze względu na intensywny i dość długo utrzymujący się na dłoniach zapach. Mam tylko jedno zastrzeżenie, zauważyłam, że wysuszają skórę. 


Dalej zajmujemy się dłońmi. Kremy do rąk, pistacjowy Laura Mercier, Crème de Pistache Hand Crème, z serii inspirowanej francuską cukiernią. Zakochałam się w tym kremiku, pachnie jak pistacjowe makaroniki, cudownie, słodko i mocno. Bardzo ładnie pielęgnował skórę. Mam zastrzeżenia co do składu, ale czasem robię wyjątki, nie jestem składowym ortodoksem. Od małego parabenu od czasu do czasu, nic mi się nie stanie ;) Za to do zapachów mam wielką słabość.

Natomiast nie mam zastrzeżeń co do składu tego kremu do rąk, niedawno Wam o nim pisałam (KLIK). Tak, mowa o orzeźwiającym balsamie do rąk Pat & Rub z pomarańczami, grejpfrutami i ziołami. Uwielbiam balsamy do rąk P&R, wszystkie świetnie działają, wystarczy tylko wybrać zapach, na jakim mamy w danym momencie ochotę :)

Kokosowe masełko do ciała Trader Joe's, to mój hit (KLIK). Cudownie pachnie, super nawilża i do tego ma bardzo oryginalne jak na masło opakowanie, pamiętacie podnoszące się wieczko?


Zużyłam niestety cudowny szampon Nature's Gate, który byłby ideałem, gdyby nie fakt, że nie jest dostępny w Polsce. Ten szampon ma wszystko, piękny skład, zapach, działanie i niską cenę, szczegóły o tym ziołowym cudeńku tutaj (KLIK).

Aquolina kojarzy mi się z okresem studiów, używałam wtedy bardzo dużo produktów tej włoskiej marki, gdy zobaczyłam że jest w Hebe, postanowiłam przez sentyment coś wybrać. Padło na żel pod prysznic o zapachu jaśminu i wanilii i o cudownym złotym kolorze, prawdziwie królewska, aromatyczna kąpiel.

To już drugi, a może trzeci dezodorant Dr. Hauschka, jaki używam, tym razem używałam wersji z szałwią. Jest odrobinę tańsza i nie pachnie pięknie różami, ma bardziej neutralny, ziołowy zapach. Chwilowo odstawiam te dezodoranty, chyba moja skóra się do nich przyzwyczaiła, bo nie są już tak skuteczne. Recenzja różanego braciszka tutaj (KLIK).


O wodzie termalnej Uriage i różanym płynie do demakijażu Coslys pisałam Wam niedawno tutaj (KLIK), więc nie będę się powtarzać. Oba produkty szczerze polecam. Sama też będę do nich wracać.

Naturalny filtr John Masters Organics pojawił się również w jednej z ostatnich recenzji (KLIK). Preparat ma niewątpliwie sporo zalet, ale moja skóra bardzo się po nim błyszczy, więc raczej do niego nie wrócę.

Czyścik do twarzy Lusha, Angels on bare skin to już kultowy kosmetyk. Macie tak czasem, że z premedytacją nie decydujecie się na pisanie recenzji, żeby nie psuć sobie przyjemności  z beztroskiego używania kosmetyku? Tak właśnie zrobiłam z Aniołkami. Wieczorne chwile z tą migdałową pastą z dodatkiem lawendy zamieniły się w moje wyjątkowe, pielęgnacyjne rytuały. Uwielbiam czyściki Lusha, są genialne!!!


Żel hialuronowy z Biochemii Urody stosowałam przede wszystkim jako dodatek do maseczek, hydrolat oczarowy z Ecospa natomiast jako tonik. Olejek tamanu również z Ecospa tak bardzo przypadł mi do gustu, że już kupiłam większą buteleczkę 30 ml. Rewelacyjnie radzi sobie z rankami, podrażnieniami i przyspiesza gojenie krostek. Maseczka błotna z perłami z Biochemii Urody (KLIK) to moim zdaniem nieco gorsza wersja glinki. Nie będę jej już więcej kupować, przy dłuższym używaniu nie zachwyciła mnie, przeciętniaczek.

Na koniec jeszcze troszkę próbasków...


I to wszystko co zużyłam w zeszłym miesiącu, a jak Wam poszło?
Ściskam
Kasia

niedziela, 1 września 2013

Denko sierpień 2013

Witajcie Kochane,
Dziś post z sierpniowymi zużyciami.
Poszło całkiem nieźle.
Na początek pielęgnacja twarzy.


Cudowny krem pod oczy 1.4 eye Fridge by yDe (recenzja -> KLIK). Na pewno do niego wrócę, czekam tylko na kuszącą promocję. 

Kolejny krem pod oczy, a w zasadzie serum pod oczy Raw Love od Gaia Creams na bazie masła shea i oleju z kokosa. Nie pisałam jeszcze recenzji tego kremu, jeśli jesteście ciekawe, dajcie proszę znak w komentarzach, to napiszę na jego temat osobną notkę. 

Holistic Pore Minimizer od Phenome, starczył na wiele miesięcy i przyznam, że gdy się skończył, odczuwam jego brak. Myślę że go jeszcze zakupię, a stosować go będę jako naturalną alternatywę dla bazy pod makijaż (KLIK).

Jeśli chodzi o pielęgnację włosów, zużyłam tylko suchy szampon Batiste wersja Tropcial (KLIK). Chciałabym przetestować coś nowego tej marki. Jakie inne wersje tego szamponu polecacie? 


Naturalne dezodoranty.
Z płatków róży Dr. Hauschka (KLIK). Byłam  z niego bardzo zadowolona, ale w najgorsze letnie upały niestety nie dał rady.


Zastąpiłam go dezodorantem marki Erbaviva z olejkami eterycznymi z jaśminu, grejpfruta, imbiru, cedru, pomarańczy, szałwii i cytryny. W 100% organiczny (skład: Organic grain alcohol, Essential oils: Jasmine, Grapefruit, Ginger, Cedarwood, Cypress, Orange, Sage and Lemon). Bardzo skuteczny. Pachniał bardziej owocami i ziołami, niż jaśminem, którego w ogóle nie wyczułam. Nie zawiódł nawet w najgorętsze dni. Niestety jest dużo droższy od Hauschki, ja zakupiłam wersję podróżną 30ml za 33 zł. A pełnowymiarowe opakowanie 100 ml kosztuje aż 95 zł. 

Pielęgnacja dłoni i stóp.


Krem do rąk i paznokci z lawendą i paczulką od Gaia Creams (KLIK).

Krem do rąk Burt's Bees z miodem i olejkiem z winogron. Bardzo lubię kremy do rąk tej marki. Łączą w sobie ciekawe zapachy z wysoką skutecznością. Marzy mi się wersja z bananem.

Energizujący krem do rąk z werbeną i limonką od Phenome (KLIK). Nadal uważam że Phenome robi jedne z najfajniejszych kremów do rąk, ale moja ulubiona wersja zapachowa, to jednak cukrowa i migdałowa.

Peeling do stóp z organiczną lawendą i pudrem z pestek moreli od Yves Rocher. Cudotwórcą może nie jest, ale to skuteczny kosmetyk i jeśli ktoś lubi zapach lawendy, powinien być bardzo zadowolony (KLIK).

Co jeszcze?
Balsam ujędrniający biust Pat & Rub (KLIK) oraz relaksująca maseczka do stóp Beauty Formulas z ekstraktem z jabłek i masłem shea. Chciałam kupić kolejną, żeby napisać dla Was notkę na jej temat, ale niestety nie mogłam jej już znaleźć. Mam nadzieję, że jeszcze na nią trafię, bo byłam bardzo zadowolona z efektów.


Maseczka morska z Biochemii Urody (KLIK), kwas mlekowy i czarne mydło savon noir.
Kwas mlekowy ze względu na jego właściwości zmiękczające dodawałam do kąpieli stóp. A mydło z czarnych oliwek zachwyciło mnie jeśli chodzi o efekty jakie dawało na mojej skórze. Na pewno do niego wrócę, ale następnym razem sięgnę po Alepię, a nie  L'Orient.


Różne żele, peelingujący Alverde z kokosem i kwiatem lotosu, niestety zbyt mocno pachniał alkoholem (KLIK).
Niezwykle aromatyczny żel pod prysznic Flying Fox Lush, pachnący jaśminem i miodem (KLIK). I żel antybakteryjny Bath & Body Works wersja Pink Lemonade z drobinkami. Bardzo polubiłam te żele. Zresztą moja córka też :)


I na koniec próbki, miniaturki, saszetki...


A jak Wam poszły zużycia??
Pozdrawiam
Kasia







sobota, 17 sierpnia 2013

Moja pielęgnacja włosów

Witajcie Kochane,
Dziś przedstawię Wam w jaki sposób dbam o włosy. 
Jak poprzednio wyglądała moja pielęgnacja włosów, przeczytacie tutaj (KLIK). Taką metodę stosowałam przez około pięć miesięcy z bardzo dobrym skutkiem, ale z czasem, a raczej w związku z małą ilością czasu i coraz mniejszym zapałem, plan swój uprościłam.
Co do efektów pierwszego planu, był to: wysyp baby hair i gęstsza oraz świeższa fryzura. 
Włosy przestały się tak szybko przetłuszczać. Teraz mogę myć je dwa, maksymalnie trzy razy w tygodniu. Nie mam pojęcia czemu akurat tak się stało.. Takiego celu sobie nie obrałam, okazał się efektem pobocznym kuracji.
Chciałabym bardziej popracować nad systematycznością swojej pielęgnacji, i to nie tylko tej włosowej. W moich rytuałach dbania o siebie zapanował chaos. O wielu rzeczach zapominam. Planuję zmobilizować się i bardziej usystematyzować działania.Przydałby mi się urlop i możliwość naładowania baterii, niestety póki co nie zanosi się na wypoczynek :(

Do stałych elementów pielęgnacji włosów należy:

- mycie włosów szamponem bez SLS-ów,
Obecnie używam szamponu Nature's Gate, Herbal. Uwielbiam go, już niedługo napiszę osobną recenzję na jego temat, bo warto żebyście dowiedziały się więcej. Jestem ciekawa jak to u Was wygląda w kwestii zróżnicowania kosmetyków do włosów, czy stosujecie ten sam szampon, odżywkę, czy też używacie różnych kosmetyków. Słyszałam, że włosy lubię urozmaiconą pielęgnację, zgadzacie się z tym? 


Drugi szampon widoczny na zdjęciu to Wieczorny Pierwiosnek (najbardziej poetycka nazwa szamponu z jaką się spotkałam ;) ukochanej przeze mnie włosowej marki John Masters Organics. Póki co używam jedynie szamponu Herbal, Pierwiosnek czeka grzecznie na swoją kolej.

- raz na 2,3 tygodnie mycie włosów szamponem z SLS, celem dokładniejszego oczyszczenia,
W tym celu stosuję szampon Frederic Fekkai, Full Volume Shampoo. Mam zamiar z czasem zastąpić go czymś bardziej eko, a mianowicie Oczyszczającą maską do włosów Phenome (KLIK). Kiedyś wielbiłam produkty Fekkai, ale wraz ze wzrostem świadomości składowej, straciłam do nich serce. Nie można im jednak odebrać wysokiej skuteczności i niezwykłej wydajności. Najbardziej esencjonalne produkty do włosów z jakimi miałam do czynienia.

 
- olejowanie, w okresie letnim nie częściej niż raz w tygodniu,
Wcześniej olejowałam włosy dwa, czasem trzy razy w tygodniu, teraz, w związku z pogodą, robię to jedynie raz w tygodniu.

 
Eksperymentowałam już z różnymi olejkami, frangipani, arganowym. Póki co najlepiej do moich włosów sprawdził się olej ryżowy (KLIK). Obecnie męczę olejek Alverde z paczulą i porzeczką. Nie polubił się niestety z moimi włosami, obciąża je, dodatkowo bardzo drażni mnie zapach, który czuję wiele godzin po nałożeniu olejku. Drugi z aktualnie stosowanych przeze mnie olejków to Gorgeous Hair Oil z Gaia Creams. Ten dla odmiany pachnie prześlicznie i nie wiem, czy w skuteczności nie przegoni ryżowego :) Recenzja wkrótce!

-zabezpieczanie końcówek olejem,
Osobny olejek stosuję na końcówki, idealny do tego jest olejek z pestek śliwek pachnący prześlicznie powidłami śliwkowymi. Zakupiłam go w serwisie Biochemia Urody. Póki co nie mam zamiaru zastępować go niczym innym, bo sprawdza się rewelacyjnie. Mimo tego, że mam długie włosy, rozdwojone końcówki (kiedyś moja zmora), zdarzają się sporadycznie.


- lekka odżywka,
Nie wyobrażam sobie po umyciu włosów nie nałożyć odżywki. Robię to po każdym myciu głowy, z tymże raz jest to lżejsza odżywka, którą trzymam dosłownie trzy minuty i spłukuję. A czasem bogata, odżywcza maska, którą trzymam na głowie co najmniej pół godziny.
Poniżej kolekcja "lżejszych" odżywek.


Na wyjazdy zabieram ze sobą Amerciam Cream Lusha, wspominałam Wam, że nie polubiłam się z tą odżywką - recenzja (KLIK). W domu najczęściej stosuję w duecie z szamponem Herbal, odżywkę marki Nature's Gate, również Herbal. Tu jestem zdecydowanie bardziej zadowolona. Ale obiecałam Wam, że napiszę więcej o tej marce, więc nie będę przedłużać, tej i tak długiej notki.
Metodę OMO, polegającą na stosowaniu przed myciem szamponem odżywki zarzuciłam. Czasem tylko nakładam na wilgotne włosy i skórę głowy odżywkę Phenome przywracająca równowagę skóry głowy. Uwielbiam jej cytrusowo, ziołowy zapach.

- bogata maska odżywcza, przynajmniej raz w tygodniu,
W tej kategorii mam zdecydowanie najwięcej kosmetyków, no cóż tak się po prostu złożyło :) Maski mogę podzielić na dwie grupy, naturalne oraz z mniej ekologicznym składem.
W pierwszej grupie króluje ukochana marka John Masters Organics. Odżywka z lawendą i awokado czeka jeszcze na swój debiut. Póki co "wykańczam" rewelacyjną odżywkę regenerującą zwaną rekonstruktorem włosów z miodem i hibiskusem (KLIK).


Do drugiej grupy należą maski...


Crema al Latte Kallos, Biovax do ciemnych włosów i maska do włosów matowych marki Balea, z figą i perłami. Kallos oraz Balea jeszcze leżakują na półce, w użyciu jest jedynie Biovax. I tu ponawiam mojej pytania o urozmaicaniu pielęgnacji :) Bo może niepotrzebnie czekam z otwarciem tych masek, może stosowanie trzech masek naprzemiennie dobrze przysłuży się moim włosom?

- wcierka.
Wcierka to kolejny istotny etap. To właśnie wcierki w największym stopniu przyczyniły się do pojawienia się nowych włosków w mojej czuprynie. Kiedyś nie było dla mnie problemem wcieranie ich codziennie. Teraz niestety często o tym zapominam.


Naprzemiennie stosuję wcierkę Jantar oraz napar z kozieradki. Czas pomyśleć o jakiejś nowej wcierce, może mogłybyście coś polecić?

- płukanka
Zdarza mi się stosować płukanki. Póki co jedyna jaką stosuję, to octową z Yves Rocher.


Nie zauważyłam by miała widoczny wpływ na kondycję moich włosów. Chyba stosuję ją zbyt sporadycznie. Ale kocham jej zapach przypominający malinowe gumy Maoam. Dla tego zapachu będę ją kupować do końca świata :)

Ulubiony suchy szampon to nadal Batiste.


Wersja tropikalna sięga dna. Niedługo wybiorę inny rodzaj do testów. Ale tropikalna uwiodła mnie zapachem, więc będę do niej wracać. 

Do czesanie nadal używam szczotki Tangel Teezer. A na wilgotne włosy grzebienia z The Body Shop.


Dodatkowo nie prostuję włosów, nie stylizuję, nie farbuję, użycie suszarki ograniczam do minimum.

Jeśli macie jakieś pytania w kwestii mojej pielęgnacji włosów, chętnie na nie odpowiem.  
Dajcie również znać, czy chcecie żebym przygotowała Wam inne posty w tym stylu, dotyczące np. pielęgnacji ciała, czy też twarzy.
Pozdrawiam
Kasia

wtorek, 16 lipca 2013

Denkowa epopeja, maj, czerwiec 2013

Oj próbowałam się z tej notki wymigać, ale skoro lubicie czytać o zużyciach, będę pisać dalej :)
Dlaczego próbowałam się wymigać? Bo przez te dwa miesiące zużyłam tak dużo, jak nigdy wcześniej ;)
Denkowe produkty podzieliłam na kilka kategorii, zacznijmy od oczyszczania i tonizowania twarzy.


Tonik Pat & Rub (recenzja -> KLIK)
Bardzo przyjemny tonik o świetnym składzie, cieszę się że miałam możliwość go przetestować i na pewno jeszcze kiedyś do  niego wrócę.

Hydrolat z kwiatu pomarańczy z Biochemii Urody
(Na zdjęciu widzicie butelkę, po hydrolacie z pszenicy, ale tak naprawdę opróżniony został ten z neroli, a pszeniczny powędrował do mojej szklanej karafki, gdzie trzymam hydrolaty.)
Na początku bardzo mnie rozczarował, spodziewałam się pięknego zapachu, a ten mnie odrzucał. Z czasem do niego przywykłam, by pod koniec polubić. Dodawałam go do maseczek i czasem używałam zamiast toniku. 
Na stronie BU znalazłam następujące działanie hydrolatu:
- Działa antybakteryjnie i lekko ściągająco.
- Reguluje pracę gruczołów łojowych i wydzielanie sebum.
- Zmniejsza zaczerwienienie, wybroczyny, uszczelnia naczynka, reguluje krążenie, dlatego polecany jest także do cery naczynkowej.
- Działa łagodząco, antyzapalnie, promuje gojenie, polecany dla cery delikatnej, podrażnionej i wrażliwej.
- Dzięki obecności bioflawonoidów działa antyoksydacyjnie oraz korzystnie na cerę naczynkową.
- Regeneruje, wspomaga walkę z przedwczesnymi zmarszczkami, chroniąc przed rozkładem kolagenu, polecany jest dla cery dojrzałej.
Jest dość uniwersalny. Odpowiedni dla różnych typów cery. Nie mogę powiedzieć, że sprawdziło się wszystko co mamy obiecane we właściwościach wody z kwiatów pomarańczy. Ale polecam ten hydrolat jako naturalny element pielęgnacji.
Pianka myjąca z NOAlab z geranium i lawendą
Planuję zbiorczą recenzję recenzję produktów tej marki, wię na razie tajemniczo milczę :)

Żel do mycia twarzy z rumiankiem Burt's Bees
Cudowny, szkoda że miałam tylko miniaturkę. Jak do tej pory jedyny preparat przeznaczony do mycia z wodą, który nie spowodował ściągnięcia mojej skóry. 100 % naturalny skład. I do tego niesamowicie chłodzi skórę, co czyni go idealnym na lato. Mam nadzieję, że wejdę w posiadania pełnego opakowania i będę mogła więcej Wam o  nim opowiedzieć.

Przechodzimy do kolejnej kategorii, pielęgnacja twarzy.


Czyli od lewej patrząc, kremy kochanego Phenome:
Intensywnie nawilżający 24 (recenzja -> KLIK), zdecydowanie najśliczniej pachnący krem jaki Phenome ma w swojej ofercie.
Oraz poczciwy Lucek, czyli Luscious (recenzja -> KLIK) super pomoc dla suchej skóry.

Kolejny hit pielęgnacyjny, Ekoampułką 1 z Pat & Rub (recenzja -> KLIK).

Wydajny i z pięknym składem, krem pod oczy Optimum, polskiej marki Femi (recenzja -> KLIK).

Lotion japońskiej marki Kanebo z serii Sensai Silk, cena wysoka, działanie satysfakcjonujące, wydajność ekstremalna, szkoda tylko, że tak mało jedwabiu Koishimaru, a tak dużo parabenów w składzie (recenzja -> KLIK).

Nawilżająca melonowa maska polskiej marki Charmine Rose.Lubiłam ją nakładać siedząc w wannie, przyjemnie pachniała melonami (recenzja -> KLIK).

Niezwykły krem naprawczo - regenerujący od Gaia Creams (recenzja -> KLIK).

Udało się zużyć nawet perfumy, Boss Orange.


Lekki, radosny i nieskomplikowany zapach na lato, ale z gatunku tych słodszych i cieplejszych. Nuty: jabłko, białe kwiaty, kwiat pomarańczy, sandałowiec, drzewo oliwkowe, wanilia.

Również coś z kolorówki.


Miniatura tuszu do rzęs Noir G de Guerlain, bardzo ładnie wyglądały po niej rzęsy i paletka z błyszczykiem do ust Fred Faruggia w kolorze radosnej pomarańczki wpadającej w czerwień, bardzo dobry błyszczyk.
Dwa balsamy do ust, odżywczy, miodowy i bardzo wydajny Reve de Miel, Nuxe oraz ekologiczny Figs & Rouge o zapachu mięty pieprzowej i drzewa herbacianego. Pochodzi z zeszłorocznej edycji Glossy Boxa z września. Zużyłam go nie tylko do ust, ale również do rąk :) (Recenzja -> KLIK). 

W kategorii pielęgnacja włosów, zużyłam..


Oleje, przepięknie pachnący Frangipani z Biochemii Urody (recenzja -> KLIK) oraz odżywczy i wyjątkowo korzystny dla moich włosów ryżowy ze sklepu Blisko Natury (recenzja -> KLIK).
Dwie wcierki Jantar, rzeczywiście działają, spowodowały spory wysyp baby hair. Odkąd przelewam Jantar do buteleczki ze sprayem używa się jej o wiele wygodniej. Nie podrażnia, pachnie neutralnie i jest niedroga. Serdecznie polecam.

Możemy już przejść do pielęgnacji ciała. Na początek kremy do rąk.


Dwa produkty amerykańskiej marki Burt's Bees, pachnący migdałowymi landrynkami krem do rąk z mleczkiem migdałowym (recenzja -> KLIK) i tu akurat do stóp, miniatura kremu kokosowego, z olejkiem kokosowym, ekstraktem z mięty i rozmarynu. Dziwna, lepiąca konsystencja, ale bardzo przyjemne właściwości chłodzące, ładny świeży zapach i naturalny skład.
Minatura toffikowego słodziaka do rąk niemieckiej marki Balea i krem do rąk z masłem kakaowym Queen Helen, tu już skład trochę gorszy, ale za to przyjemna konsystencja i miły aromat. Choć reasumują bez rewelacji.

A pod prysznicem...


Przepięknie pachnący żel pod prysznic Alverde wiśnia chai (recenzja -> KLIK).

Kłopotliwy w aplikacji, kremowy żel pod prysznic z makadamią i karite również Alverde (recenzja -> KLIK).

Słodko słony, morski The Olive Branch Lusha (recenzja -> KLIK). 

Przepięknie pachnąca migdałowa pasta peelingująca Phenome (recenzja -> KLIK).

To już prawie koniec ... balsamy do ciała.


Mus w sztyfcie JOIK, bardzo dobry kosmetyk, ale niestety starczył na bardzo krótko (recenzja -> KLIK).

Miniaturowe balsamy, ujędrniający Eris, za mała ilość żebym mogła cokolwiek o nim powiedzieć, masełko Satsuma z Body Shopu przyjemnie pachnące cytrusami, toffikowe masełko Balea i rozczarowanie zapachowe, ale nie pielęgnacyjne, balsam do ciała Milk & Honey, Burt's Bees (recenzja -> KLIK).

I na koniec próbki...


Saszetki


Miniaturki.


A jak Wam poszły zużycia?
Pozdrawiam
Kasia




czwartek, 11 kwietnia 2013

Olej monoi

Kwiat tiare kojarzy mi się przede wszystkim z moją siostrą. Ona bardzo ten zapach lubi. Używa linii kosmetyków do kąpieli Sephory o tej nucie.


Na swoim ślubie pachniała perfumami Diora Escale aux Marquises, w których głównym składnikiem jest właśnie ten mały biały kwiatuszek.


Kwiat tiare jest znany przede wszystkim jako gardenia tahitańska. To ten kwiat, który kobiety z Tahiti noszą za uchem, również ten z którego robi się girlandy zawieszane na szyi witanych gości.


Kupując w serwisie Biochemii Urody olej monoi do olejowania włosów, wybrałam go głównie skuszona perspektywą pięknego aromatu. I tak miło było wyobrazić sobie jak nakładam na włosy pachnący olej z kwiatów rosnących na Tahiti.
 Jaki to jest zapach? Kojarzy mi się z upalnym latem na tropikalnej wyspie, jest gorący, słodki i egzotyczny, ale jednocześnie delikatny i elegancki. 

Olej monoi otrzymujemy poprzez moczenie kwiatów gardenii w bazie z oleju kokosowego wzbogaconej aromatem kwiatów frangipani. 

Na stronie Biochemii Urody, można kupić dwie wersje oleju monoi, normalną i ekologiczną z certyfikatem Ecocert. Bez certyfikatu za 50 ml oleju zapłacimy 12,60 zł, a za certyfikowany olej 21,80 zł (teraz jest promocja, olej kosztuje tylko 19,90 zł, dlatego warto skorzystać z okazji, szczegóły tutaj -> kilk). 

  
Olej certyfikowany pachnie intensywniej i zupełnie inaczej niż normalny, zapach utrzymuje się dłużej. Jest dodatkowo wzbogacony witaminą E.

Właściwości:
- nie podrażnia skóry, ale wręcz łagodzi i goi drobne uszkodzenia, ukąszenia owadów, czy oparzenia słoneczne,
- chroni skórę przed czynnikami zewnętrznymi środowiska, zwiększa jej elastyczność,
- nawilża, wygładza, zmiękcza,
- działa antyseptycznie i przeciwgrzybiczo,
- regeneruje włosy, zapobiega rozdwajaniu końcówek, wygładza je i chroni przed czynnikami zewnętrznymi,
- hamujące swędzenie i podrażnienia skóry głowy.

Można go używać jako perfumy w kremie (zapach utrzymuje się naprawdę długo!!), maska czy olej na włosy, nawilżacz do twarzy, czy ciała. Można go dodać do balsamu do ciała, albo do kremu do twarzy. 

Skład
Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Tiare (Gardenia Tahitensis) Flower Extract, Mixed Tocopherols (wit. E - 0.2%), Frangipani (Plumeria alba/rubra) Flower Aroma 

Moja opinia
Olej ma konsystencję stałą, ale topi się w zetknięciu ze skórą. 


Warto go mieć, choćby dla przepięknego i bardzo mocnego zapachu. Pisząc tego posta mam go właśnie na włosach i cały czas frangipani pachnie w pokoju. Używałam go jedynie do olejowania włosów, ale jestem w nim zakochana i z wielką chęcią przetestuję inne możliwości stosowania.
Piękna egzotyczna kosmetyczna podróż. Naprawdę warto przetestować. 
Miłego wieczoru
Kasia
PS. Przypominam o Wiosennym Rozdaniu !!







sobota, 23 lutego 2013

Nowości, radości

Witajcie Kochane,
Nie piszę za często, bo jestem chora. Siedziałam z Polą, również chorą, w domku. Mimo przeziębienia ten tydzień nie był taki zły. Na przykład wygrałam w konkursie laboratorium Femi.


Nagrodą była miniatura balsamu do ciała Słodziutki Amor o aromacie róży stulistnej, wanilii, drzewa sandałowego i paczuli. Otrzymałam również oryginalne japońskie kadzidła obniżające apetyt z cynamonem, miodem i koprem włoskim. Miłą niespodziankę było kilka próbek, z których bardzo się ucieszyłam, bo dostałam akurat te produkty, których zakup rozważam.
To już moja druga wygrana produktów Femi, pierwszą był naturalny olejek zapachowy Kwitnący Ogród, kwiatowo drzewna kompozycja.


Na pewno Wam o nim jeszcze napiszę, bo planuję dowiedzieć się dużo więcej na temat aromaterapii według Femi. I oczywiście podzielę się z Wami moimi spostrzeżeniami na ten temat. Źródłem informacji będzie dla mnie książka:


I oczywiście świeczki, kadzidła, olejki.. czyli metoda empiryczna.

Kosmetycznych życzeń spełniania ciąg dalszy. Alinka, przysłała mi cudowną niespodziankę..


Ta niespodzianka to zapowiedź mojego i Aliny pomysłu. Ale na razie nie będę nic zdradzać, przekonacie się wkrótce co wymyśliłyśmy.
Ostatnia z nowości to olej śliwkowy z Biochemii Urody, który będę używać do zabezpieczania końcówek włosów. Pachnie jak powidła śliwkowe :)) 


Jak Wam minął tydzień? Ja pochłonęłam kilka książek, wzięłam stertę leków, przeczytałam od deski do deski blog Magiczny Domek, a teraz cieszę się spokojnym weekendem.
Ściskam
Zakatarzona Katarzynka




sobota, 26 stycznia 2013

Paczki, paczuszki

Z niecierpliwością czekałam na kilka paczek. Wreszcie w czwartek zobaczyłam w skrzynce upragnione awizo, ale przyjrzałam się uważniej i było wypisane na mojego męża. Mąż poszedł na pocztę i oprócz jednej paczki dla siebie, przyniósł również moje wyczekiwane skarby.
Przede wszystkim paczkę od Alinki, ze skarbami z berlińskiego sklepu Lusha. Hurra!!!


Dziękuję Ci Alinko!!!!!
W Lushu zamówiłam sobie, oczywiście ubóstwiane przeze mnie bubble bar'y. Tym razem zdecydowałam się na różano-cytrynowe Amandopondo.


Oraz kwiatowy Pop in the Bath.


Zdecydowałam się jeszcze na odżywkę do włosów American Cream, byłam bardzo ciekawa jej zapachu. 


Pod prysznic wybrałam żel The Olive Branch.


I mydełko Sultana Soap.


I wreszcie, bo Alinka od razu po dokonaniu zakupów wysłała mi paczkę, miałam możliwość spróbowania słynnych świeżych maseczek Lusha, mój pierwszy wybór to czekoladowo-miętowa Cupcake.


A teraz mało kosmetyczna przesyłka. Zamówiłam sobie książkę na luty, do Książkowego Wyzwania Listopadowego. Jeśli ktoś chce wiedzieć o co chodzi w Wyzwaniu, odsyłam do banerka po prawej stronie. 


I ostatnia paczka. Przesyłka z serwisu Biochemia Urody.


A w środku, przede wszystkim oleje do olejowania włosów. Arganowy.


Oraz przepięknie pachnący Monoi. Arganowy niestety pachnie jak łajno.


Kolejny hydrolat do przetestowania, tym razem z pszenicy samopszy.


I mój debiut w kategorii żele hialuronowe, Podwójny żel hialuronowy 2 %.


Życzę Wam udanego weekendu. Ja muszę się pozbyć kataru, żeby móc cieszyć się zapachem kąpieli z Amandopondo.
Pozdrawiam
Kasia



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Etykiety

Aesop (1) Alba Botanica (2) Alchemia Lasu (1) Alep (1) Alessandro (2) Alterra (9) Alverd (1) Alverde (14) Aquolina (1) ARGILES DU SOLEIL (3) Aromatherapy Associates (3) Aubrey Organics (2) Auriga (4) Balea (4) BALNEOKOSMETYKI MALINOWY ZDRÓJ (1) Bath & Body Works (12) Bath Body Works (1) Batiste (9) Beauty Formulas (1) Becca (2) Benefit (3) BeYu (1) Bielenda (5) BingoSpa (5) Biochemia Urody (13) Bioderma (2) Biopha (1) Biotherm (3) Biovax (4) Blumarine (1) Body Shop (13) Bomb Cosmetics (1) Boss (1) Bumble and Bumble (1) Burt's Bees (9) Caudalie (1) Chanel (12) Chantarelle (1) Charmine Rose (13) Chloe (1) Clarena (5) Clarins (7) Clinique (13) Collistar (1) Coslys (6) Dabur (2) Dax Cosmetics (1) Delawell (2) Dermalogica (3) Dermika (1) Dior (3) Diptyque (9) Dolce Gabbana (4) Douglas (1) Dr. Hauschka (8) Ecospa (2) Ecotools (1) Ecoworld (3) Eko Spa (1) Eos (3) Erbaviva (3) Essie (16) Estee Lauder (1) evrēe (1) Farmona (4) Femi (6) Figs Rouge (4) Fred Farrugia (2) Frederic Fekkai (4) FRESH MINERALS (1) Fridge (11) Fridge by Yde (4) Gaia Creams (7) Gal (1) Givenchy (1) Glam Glow (1) Glyskincare (1) Guerlain (14) H&M (1) HAPPYMORE SKIN CARE (1) Helena Rubinstein (2) Hugo Boss (1) Hugo Naturals (2) Ikarov (3) Inglot (1) Isana (3) Joanna (2) John Masters Organics (18) Joik (6) Kallos (1) Kanebo (3) Kanu (3) Khadi (1) Kiehl's (1) Kindle (1) Kneipp (3) Korres (5) Kringle Candle Company (2) Kryolan (3) L' Occitane (5) L'Oreal (4) L'Orient (5) La Mer (1) Lancome (4) Laura Mercier (6) Lavera (1) Lawendowa Farma (1) Lierac (3) Lily Lolo (1) Lioele (2) Lirene (2) Lorac (1) Love & Toast (1) Lush (55) Mac (1) MÁDARA (3) Maybelline (2) MCMC Fragrances (1) MeMeMe (1) Model CO (2) Munio Candela (1) My Beauty Diary (2) Natural Product (1) Nature's Gate (7) Neom (1) Neutrogena (3) Nivea (3) NOAlab (4) Nuxe (7) Opi (1) Oragnique (6) Orientana (6) Origins (5) Pandora (6) Pat & Rub (33) Phenome (72) Philosophy (7) Physicians Formula (1) Phyto (1) Pierre Rene (1) Prestige Cosmetics (3) Pukka (4) Pupa (2) Queen Helen (1) Real Techniques (3) REN (5) Rene Furterer (1) Revlon (1) Rituals (1) Rituls (1) Rival de Loop (1) Sally Hansen (3) Salvatore Ferragamo (3) Sanoflore (1) Sante (4) Schwarzkopf Professional (3) Scottish Fine Soaps (1) Sephora (7) Serge Lutens (1) Shiseido (5) Siquens (3) Skin79 (1) Skinfood (1) Sleek (4) Smashbox (2) Soap & Glory (3) Stara Mydlarnia (2) Stenders (4) Sylveco (3) Synergen (2) Tangle Teezer (3) Tarte (1) The Balm (1) The Different Company (1) THE SECRET SOAP STORE (1) Tołpa (4) Tommy Hilfiger (1) Trader Joe's (2) Tweezerman (1) Über (2) Urban Decay (1) Uriage (3) Vichy (2) Vita Liberata (2) Wibo (1) Yankee Candle (13) Yasumi (1) Yoskine (1) YSL (1) Yves Rocher (6)