Pokazywanie postów oznaczonych etykietą John Masters Organics. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą John Masters Organics. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 sierpnia 2014

Kosmetyczna inwentaryzacja cz. 4 - maski i odżywki do włosów

Witajcie Kochani!
Zapraszam na ostatnią część serii inwentaryzacyjnej :)

Na początek odsyłam do poprzednich wpisów, cz. 1cz. 2 oraz cz. 3.

Pokrótce - planuję uszczuplić zapasy kosmetyków, nie dublować i nie kupować tego co mam w nadmiarze. Przy okazji pokazuję Wam moje zapasy kosmetyczne opatrzone mini recenzjami.

Dziś zaprezentuję moją kolekcję produktów do pielęgnacji włosów, odżywek i masek, ale nie szamponów. Tych mam w miarę rozsądną ilość, więc nie ma co denkować ;)
Zaczynamy!!


Na początek ukochane odżywki marki Nature's Gate, które zawsze kupuję u siostry. Zachwycają składem, zapachem, działaniem, ceną, wydajnością... Jedyny minus - niestety nie są dostępne w Polsce. I w tym akurat przypadku bardzo się cieszę, że mam spory zapas. Polecam bardzo, bardzo, bardzo, jeśli tylko macie możliwość zakupu.  Odsyłam do dokładniejszej recenzji na ich temat, (klik).


Kolejna to jeszcze nigdy nie używana maska jednej z moich ukochanych "włosowych" marek John Masters Organics. Maska intensywnie odżywia, przywraca nawilżenie i witalność suchym i zmęczonym włosom, zawiera m.in. olejek lawendowy i awokado, masło shea, rumianek, proteiny sojowe i pantenol. Jestem jej bardzo, bardzo ciekawa, ale czeka cierpliwie na swoją kolej.

Za to od dłuższego czasu używam głęboko regenerującej maski Phenome. Ta maska ma moc!! Ale muszę bardzo uważać z jej dawkowaniem, bo gdy nałożę za dużo, obciąża włosy. Jest bardzo esencjonalna, to prawdziwa bomba dobroci dla włosów. Oddzielna recenzja wkrótce.


Ostatnie dwa produkty nie mają tak imponującego składu jak powyższe. Maskę marki Balea bardzo lubię. Z bananową odżywką z The Body Shop jeszcze nie wiem czy się zaprzyjaźnię. Ale po kolei. 

Maska Balea z ekstraktem z fig i pereł jest przeznaczona do włosów pozbawionych połysku. Ma przyjemny, choć lekko chemiczny zapach, całkiem przyzwoite działanie i co najważniejsze lubią ją moje włosy. Stosuję ją jako przerywnik w głównie naturalnej pielęgnacji włosów.

Odżywka z The Body Shop ma całkiem niezły skład, przyjemny zapach (moim zdaniem szampon z tej serii pachnie jednak zdecydowanie bardziej bananowo!), ale jeszcze nie wiem do końca, czy lubią ją moje włosy. Stosowałam ją chyba tylko trzy razy. Szamponu na pewno nie lubię, bo dostałam od niego łupieżu i na razie boję się go używać.


To już wszystko. Nie pozostaje mi nic innego, jak zabrać się za zużywanie zapasów :)
A jak u Was wygląda kwestia kosmetyków do pielęgnacji włosów, jesteście minimalistkami, czy lubicie różnorodność?

Super dnia


czwartek, 17 kwietnia 2014

Denko marzec 2014

Witajcie Kochane,
Dziś spóźnione nieco marcowe denko, czyli porcja mini recenzji produktów, które miałam przyjemność (mniejszą lub większą) używać ostatnio :)

Na początek pielęgnacja twarzy.


Od lewej kolejno odlicz ... woda winogronowa Caudelie. Czyli taka jakby woda termalna, ale nie termalna bo z winogron :) Bardzo przyjemny produkt, miłe orzeźwienie i dodatkowe nawilżenie dla skóry. Postanowiłam na stale wprowadzić do swojej pielęgnacji tego typu element i używać go tuż po tonizowaniu skóry. Wodę Caudelie mam zamiar przeplatać z wodą Uriage, z tymże ta druga jest o wiele łatwiej dostępna, dlatego pewnie będę wybierać ją częściej.

Żelowy krem nawilżający do cery problematycznej, szwedzkiej marki REN, który ma za zadanie łagodzić podrażnienia skóry, redukować zaczerwienienia, przebarwienia pozapalne oraz przywracać skórze odpowiedni stopień nawilżenia. Ten krem po prostu bardzo odpowiada mojej skórze, wspaniale na niego reaguje, jest delikatny, nie obciąża, koi. I tak wiem obiecałam Wam recenzję, muszę się tylko bardziej zmobilizować :) Ale obawiam się, że przed świętami już nie dam rady.

Oczyszczający płyn micelarny Ideal Soft marki L'oreal. Przystępna cena, robi co ma robić, czyli całkiem skutecznie oczyszcza i leży na półce sklepu, w którym najczęściej robię zakupy. Połączenie powyższych okoliczności sprawiło, że będę go kupować do znudzenia :)

A ten cudaczek na dole w czarnym pudełeczku, to czyścik do twarzy Lusha, Let the good times roll. Uwielbiam czyściki Lusha. Do moich ulubieńców należy jednak Buche de Noel. Let the good times był minimalnie za ostry, choć za jego ciasteczkowo, karmelowy zapach dałabym się pokroić. Plus polecam nie tylko myć nim twarz i traktować jak peeling, ale zostawić kilka minut na skórze jak maseczkę, wtedy daje jeszcze lepsze efekty.

Twarz za nami, a teraz ... włosy.


Suchy szmapony Batiste. Ten tutaj to wersja XXL volume, która ma nadać włosom ekstra objętość a to dzięki dodatkowej zawartości lakieru do włosów. Wolę jednak tradycyjne wersje Batiste. Miałam wrażenie że XXL niepotrzebnie obciąża moje włosy. 

Tuż obok wspaniała odżywka regenerująca zwana rekonstruktorem włosów z miodem i hibiskusem marki John Masters Organics. Odsyłam Was do recenzji, napomknę tylko, że w tej masce do włosów, tkwi wielka moc :)

Pielęgnacja ciała, na początek kilka żeli pod prysznic.


Cudowny pistacjowy krem do mycia ciała od Laury Mercier, ach ten zapach pistacjowych makaroników, to była rozkosz dla zmysłów!! I jak długo potem nim pachniała skóra.
Trzy miniaturki, dwie od Bath & Body Works jeszcze z zimowej kolekcji, o zapachu pianek i miętowych cukierków oraz jedna marki Burt's Bees o cudownie orzeźwiającym rozmarynowym aromacie (to będzie ideał na lato).


Bardzo dobry i ekstremalnie wydajny żel do higieny intymnej z wodą różaną marki Coslys. Dla fanek ekologicznych kosmetyków, gdyż 99,5 % jego składników jest pochodzenia naturalnego. Pozostawia na długo uczucie świeżości ze względu na zawartość olejku sosnowego i eukaliptusowego.

Żel do mycia rąk B&BW o zapachu białych cytrusów, taki zapach nadaje się do kuchni :)

I ostatnie dwa produkty do ciała. 
Olejek antycellulitowy marki Ikarov na bazie olejku migdałowego i szafranowego. Z zawartością olejków eterycznych: cyprysowego, cytrynowego, rozmarynowego i jałowcowego. Dobry skład i satysfakcjonująca skuteczność, za niską cenę. Mam zamiar zakupić kolejny.

Oraz przepięknie pachnące masło do ciała marki Body Shop z miodowej linii Honeymania. Kocham ten zapach!!!


Pistacjowe perfumy Laury Mercier zużyłam w idealnym momencie. Przyszła pani wiosna i będę stronić od tego typu aromatów. Początkowo zapach ten za bardzo przypominał mi Angel, ale z czasem zaczęłam dostrzegać miłą memu sercu makaronikową nutę i rozstajemy się w sympatii. Choć na pewno już więcej go nie zakupię.

Poniżej jeszcze kilka próbek perfum.


I na koniec troszkę saszetek. Zużyłam ich dużo więcej, ale wyrzuciłam w czasie podróży, bo nie chciałam tego ze sobą wozić. Także tutaj symbolicznie trzy sztuki.


A jak Wam idzie zużywanie kosmetyków? Macie fazę na gromadzenie nowości, czy wietrzenia półek?

Ściskam bardzo

Kasiulek

niedziela, 12 stycznia 2014

Wieczorny pierwiosnek - John Masters Organics

Witajcie Kochani!
Wspominałam Wam już, że gdy używacie szamponu o bogatym i wartościowym składzie, szkoda go od razu spłukiwać z włosów. Można szampon zostawić przez kilka minut, podobnie jak odżywkę. Szampon, który niemalże za każdym razem zostawiam na włosach, ze względu na jego imponujący skład, to Wieczorny pierwiosnek szampon do suchych włosów, czyli Evening Primose mojej ulubionej włosowej marki John Masters Organics. Dla ścisłości evening primose to nie pierwiosnek, a wiesiołek, ale przyznaję że polska nazwa choć niezgodna z prawdą, bardzo mi się podoba :)


Na temat składu tego szamponu mogłabym zrobić osobną notkę.

Aloe barbadensis (aloe vera) leaf juice, aqua (water), babassuamidopropyl betaine, decyl glucoside, sodium lauryl sulfoacetate, disodium cocoamphodiacetate, panthenol (vitamin B5), simmondsia chinensis (jojoba) seed oil, sodium chloride, sodium sulfate, urtica dioica (nettle) root extract, sorbitol, lonicera caprifolium (honeysuckle) flower extract, citrus limon (lemon) peel oil, glycerin, guar hydroxypropyltrimonium chloride, hydrolyzed soy protein, chamomilla recutita (chamomile) flower extract, equisetum hyemale (horsetail) extract, lavandula angustifolia (lavender) extract, symphytum officinale (comfrey) leaf extract, achillea millefolium (yarrow) extract, camellia sinensis (white tea) extract, potassium sorbate, salix alba (willow) bark extract, arginine, serine & threonine (amino acids), sodium benzoate, sodium hyaluronate (hyaluronic acid), sodium pca, wheat amino acid, borago officinalis (borage) seed oil, helianthus annuus (sunflower) seed oil, linum usitatissimum (flax) seed oil, oenothera biennis (evening primrose) oil, sulfur, tocopherol, cananga odorata (ylang ylang) flower oil, citrus grandis (grapefruit) peel oil, juniperus mexicana (cedarwood) oil, pelargonium pelatum graveolens (geranium) flower oil, pogostemon cablin (patchouli) oil, santalum album (sandalwood) oil, linalool, citronellol


Z wymienionych wyżej naturalnych składników, aż 21 jest certyfikowanych. Oprócz tytułowego wiesiołka / pierwiosnka, który nawilża i wzmacnia włosy, mamy tu jeszcze wyciąg z liściu aloesu, kwas hialuronowy, wyciągi z 17 ziół i wyciągi z roślin oraz olejków eterycznych, proteiny, aminokwasy i ekstrakty organiczne. Tak tego dużo, że się w tym gubię ;)
Pierwiosnek zapach ma przecudowny, ziołowo żywiczny. Aż czuć w nim moc naturalnych olejków eterycznych. Jest to bardzo charakterystyczny, intensywny aromat, więc nie każdemu przypadnie do gustu. Ja jestem zachwycona.

Płyn znajduje się w miękkiej, wygodnej, plastikowej butelce. Opakowanie jest przezroczyste, więc widać ubytek produktu. Pojemność 236 ml.


Kolor bursztynowy, konsystencja oleista. Pieni się mniej niż szampony z SLS-ami, ale jak dla mnie wystarczająco. Zauważyłam że pieni się lepiej przy dokładnie namoczonych włosach.


Szampon jest przeznaczony dla włosów suchych, również dla farbowanych. 

Koszt tego szamponu w Stanach to 16 dolarów, w Polsce kupicie go aż za ok. 80 zł, czyli prawie dwa razy tyle. Cena niestety bardzo wysoka i tu upatruję jedyny minus tego produktu.
Zauważyłam, z doświadczeń swoich i osób z mojego otoczenia, że kosmetyki JMO są bardzo kapryśne. Czasem wspaniale służą naszym włosom, ale trzeba odpowiednio je stosować. Niekiedy za duża ilość kosmetyku wystarczy, żeby zniweczyć działanie. Jeśli nie jesteście zadowolone z efektów, polecam eksperymenty z ilością, długością trzymania na włosach. Możecie być zaskoczeni, jak duży ma to wpływ na końcowy efekt. W wielu sklepach internetowych na szczęście istnieje możliwość zakupienia próbek (2 zł za saszetkę), co daje możliwość wcześniejszego sprawdzenia, czy kosmetyk nam służy. Ale proszę, nie zniechęcajcie się.
Pierwiosnek najlepiej sprawdza się gdy myję nim włosy dwa razy i zostawiam go na nich przez kilka minut. Włosy pachną pięknie, są błyszczące jak tafla wody i cudownie nawilżone. 
Znacie produkty JMO? Jakie są Wasze z nimi doświadczenia? 
Miłej niedzieli





poniedziałek, 6 stycznia 2014

Ulubieńcy 2013 cz. 2 - pielęgnacja ciała, twarzy, włosów

Witajcie Kochane, Kochani!!
Zajmiemy się dziś drugą częścią ulubieńców 2013 roku. Jeśli jeszcze nie czytaliście poprzedniej notki dotyczącej makijażu, lakierów i zapachów, zapraszam tutaj -> KLIK.

A teraz przejdźmy do najlepszych kosmetyków 2013 do pielęgnacji ciała, twarzy i włosów.
Podobnie jak w poprzedniej części, produkty, które recenzowałam wcześniej na blogu podlinkowałam, wystarczy tylko kliknąć na nazwę ulubieńca i przeniesiecie się na stronę recenzji. 

Zacznę od produktów, które ciężko mi podciągnąć pod jakąkolwiek kategorię. Mowa o żelach do rąk. Tych antybakteryjnych w wersji mini, które można nosić ze sobą w torebce i używać bez dodatku wody. Oraz większych mydełek w płynie, które stawiamy na umywalce, w kuchni, czy łazience. Zdecydowanie zwycięzcą jest tutaj marka Bath & Body Works. Mają zachwycającą ofertę zapachów i aromatów, oprócz stałej kolekcji pojawiają się również edycje limitowane, jesienna, świąteczna, wiosenna, letnia...


Oddzielną kategorię stworzyłam również dla kąpielowych umilaczy. I tutaj niekwestionowanym liderem jest marka Lush. Mam wrażenie, że nie kończą im się pomysły: kule, pianki, galaretki, gwiazdki, bałwanki... Brokat, olejki, masełka, fizzujące bąbelki, wszystkie kolory tęczy i najmilsze zapachy jakie dyktuje Wam wyobraźnia. Myślę że każda wielbicielka relaksujących kąpieli znajdzie w ich ofercie coś dla siebie. Ja jestem zakochana i z każdego Lushowego kąpielowego gadżetu, cieszę się jak dziecko.


Pielęgnacja włosów w minionym roku została zdominowana przez markę John Masters Organics. Ich szampony i odżywki zachwycają pięknymi składami, cudownie działają na moje włosy i myślę, że pozostanę im bardzo długo wierna. Już  niedługo opublikuję kolejną recenzję o szamponie JMO.
Kolejny produkt, z którego nie mam zamiaru w przyszłości rezygnować to suchy szampon Batiste. Jak do tej pory moja ulubiona wersja to Tropical z nutami kokosowymi, melona, banana i brzoskwini z ciepłą wanilią oraz drzewem sandałowym. Ale mam w planie przetestować większość oferty.

Genialny duet z tylko jedną wadą, to odżywka i szampon marki Nature's Gate. Przystępna cena, wydajność, wspaniałe składy, cudowny zapach i fantastyczne działanie. A minus? Kosmetyki nie są dostępne w Polsce i trzeba się mocno nagimnastykować żeby je zdobyć.

Najbardziej innowacyjny produkt 2013 roku to niesamowita maska oczyszczająca do włosów Phenome. Wiem, że skradła nie tylko moje serce. Wypróbujcie. Zmieni Wasze spojrzenie na pielęgnację włosów.


Pielęgnację ciała zdominowało również moje ukochane Phenome. Po pierwsze - ich cudowne peelingi. Cukrowy, migdałowy i moje najnowsze odkrycie różany (dokładna recenzja wkrótce).
Cukrowy żel do mycia ciała, który oficjalnie nazywam tu i teraz najukochańszym żelem do mycia ciała mojego życia. Choć zaczęło się tak nieśmiało i niewinnie (KLIK).

I ichniejsze masełka. Dla migdałowego dałabym się pokroić.


Najważniejsze odkrycie 2013 roku w kategorii pielęgnacja twarzy, to produkty marki Fridge by yDe. Ich truskawkowy krem do twarzy i różany pod oczy pokochała moja skóra.
Olejek tamanu polecam każdemu (używam marki Ecospa). Sprawdził się na podrażnienia po katarze u mojej córci (zniknęły w jeden dzień), podkradał go mój maż, a i ja wykończyłam właśnie druga buteleczkę i nie ulega żadnej wątpliwości, że zakupię trzecią. Jego obecność w kosmetycznej szufladzie napawa mnie poczuciem bezpieczeństwa. Ma działanie: "przeciwbólowe, przeciwobrzękowe, antybiotyczne, przeciwzapalne - odpowiadające właściwościom leków steroidowych. Olej tamanu był wykorzystywany tradycyjnie do leczenia reumatyzmu i trądu. Stosowano go do leczenia otwartych ran, owrzodzeń, odleżyn, gangreny, stanów zapalnych skóry, trudno gojących się ran, łuszczycy, trądziku, egzemy, opryszczki, odmrożeń, bliznowców, popękanej, zniszczonej skóry, ran i blizn pooperacyjnych, oparzeń posłonecznych, środkami chemicznymi lub promieniowaniem X, chorób owłosionej skóry (łupież, łuszczyca, zapalenie mieszków włosowych, łysienie).  Ma niewątpliwy wpływ na redukcję blizn oraz świeżych rozstępów.

Pat & Rub zachwyciło mnie dwoma produktami, kultową Ekoampułką nr 1 oraz tonikiem. Na pewno będę do nich wracać. Natomiast demakijaż z marką Coslys spełnił wszystkie moje oczekiwania w tej dziedzinie pielęgnacji. Coslys postawiło bardzo wysoko poprzeczkę dla innych płynów micelarnych. 



Balsam Burt's Bees to najprzyjemniejszy balsam do ust z jakim zetknęłam się w tym roku. O ile się nie mylę, zużywam już trzecie opakowanie!! Żaden inny balsam nie radził sobie tak rewelacyjnie z podrażnieniami ust, cudownie je chłodził i przynosił natychmiastową ulgę.

Multi Activ Phenome to moja ukochana maseczka 2013 roku, łącząca w sobie funkcję peelingu i maseczki. Zdobyła moją przychylność niesamowitym zapachem i działaniem. Daje efekt zdrowej, witalnej skóry. Jest przy tym bardzo wygodna i szybka w użyciu. Idealne 2 w 1 dla kobiet, które mają za mało czasu na dłuższe rytuały pielęgnacyjne.

Świeże maseczki Lush to ostatni punkt dzisiejszych podsumowań. Szczególnie zapadły mi w pamięć trzy, Oatfix dla skóry suchej, ze względu na przepiękny zapach i odżywczą zawartość bananów, owsa, migdałów i waniliiCatastrophe Cosmetic zalecana głównie do cery trądzikowej. Z kalaminem i talkiem, które oczyszczają i uspokajają skórę. I przede wszystkim ze świeżymi jagodami będącymi źródłem antyoksydantów, minerałów i witamin. Ostatnia to czekoladowo, miętowa Cupcake, dla cery tłustej, problemowej. Ulubiona maseczka mojej córci, ze względu na wyjątkowo aromatyczny aromat. Gdy ją nałożyłam, Pola powiedziała: "Mamo proszę cię, nie zmywaj tego nigdy." Zapytałam: "Dlaczego?" - "Bo to tak ślicznie pachnie" :)


Tym wpisem kończę kosmetyczne (i nie tylko) podsumowanie 2013 roku. Ciekawa jestem bardzo, co przyniesie nam kolejny rok.
Ściskam!!



środa, 4 grudnia 2013

Denko listopad 2013

Witajcie Kochane,
Kolejny tydzień siedzę na zwolnieniu. Choroba dopadła mnie porządnie, niestety dołączyła do mnie Polunia i tak chorujemy dwie bidusie. 
Częstotliwość mojego pojawiania się tutaj i na Waszych blogach, może z tego względu nieco spaść, za co przepraszam. 
Na osłodę mam dla Was Mikołajkowe Rozdanie z Phenome, kto się jeszcze nie zgłosił, serdecznie zapraszam, bawimy się do Mikołajek włącznie :)

Z denka listopadowego jestem całkiem zadowolona, postanowiłam zmobilizować się jeśli chodzi o zużywanie kosmetyków i widzę, że mobilizacja przyniosła efekty. 

Na początek żele do mycia rąk marki Bath & Body Works.


To był mój pierwszy raz z tymi kosmetykami. Oferta zapachowa jest zachwycająca i zmienia się wraz z sezonem, już się nie mogę doczekać świątecznej kolekcji!! Vanilla buttercream pochodzi bodajże z ich stałej kolekcji, poprawcie mnie jeśli się mylę. Jeszcze nie jestem dobrze zorientowana w ofercie B&BW. Jest to ciepły, maślany zapach. Nie do końca mój. Natomiast Hazelnut Latte jest bohaterem jesiennej kolekcji i pachnie obłędnie, jak orzechowa kawa, uwielbiam!! Oba produkty to wersje z drobinkami peelingującymi. Bardzo przyjemnie się ich używało, głównie ze względu na intensywny i dość długo utrzymujący się na dłoniach zapach. Mam tylko jedno zastrzeżenie, zauważyłam, że wysuszają skórę. 


Dalej zajmujemy się dłońmi. Kremy do rąk, pistacjowy Laura Mercier, Crème de Pistache Hand Crème, z serii inspirowanej francuską cukiernią. Zakochałam się w tym kremiku, pachnie jak pistacjowe makaroniki, cudownie, słodko i mocno. Bardzo ładnie pielęgnował skórę. Mam zastrzeżenia co do składu, ale czasem robię wyjątki, nie jestem składowym ortodoksem. Od małego parabenu od czasu do czasu, nic mi się nie stanie ;) Za to do zapachów mam wielką słabość.

Natomiast nie mam zastrzeżeń co do składu tego kremu do rąk, niedawno Wam o nim pisałam (KLIK). Tak, mowa o orzeźwiającym balsamie do rąk Pat & Rub z pomarańczami, grejpfrutami i ziołami. Uwielbiam balsamy do rąk P&R, wszystkie świetnie działają, wystarczy tylko wybrać zapach, na jakim mamy w danym momencie ochotę :)

Kokosowe masełko do ciała Trader Joe's, to mój hit (KLIK). Cudownie pachnie, super nawilża i do tego ma bardzo oryginalne jak na masło opakowanie, pamiętacie podnoszące się wieczko?


Zużyłam niestety cudowny szampon Nature's Gate, który byłby ideałem, gdyby nie fakt, że nie jest dostępny w Polsce. Ten szampon ma wszystko, piękny skład, zapach, działanie i niską cenę, szczegóły o tym ziołowym cudeńku tutaj (KLIK).

Aquolina kojarzy mi się z okresem studiów, używałam wtedy bardzo dużo produktów tej włoskiej marki, gdy zobaczyłam że jest w Hebe, postanowiłam przez sentyment coś wybrać. Padło na żel pod prysznic o zapachu jaśminu i wanilii i o cudownym złotym kolorze, prawdziwie królewska, aromatyczna kąpiel.

To już drugi, a może trzeci dezodorant Dr. Hauschka, jaki używam, tym razem używałam wersji z szałwią. Jest odrobinę tańsza i nie pachnie pięknie różami, ma bardziej neutralny, ziołowy zapach. Chwilowo odstawiam te dezodoranty, chyba moja skóra się do nich przyzwyczaiła, bo nie są już tak skuteczne. Recenzja różanego braciszka tutaj (KLIK).


O wodzie termalnej Uriage i różanym płynie do demakijażu Coslys pisałam Wam niedawno tutaj (KLIK), więc nie będę się powtarzać. Oba produkty szczerze polecam. Sama też będę do nich wracać.

Naturalny filtr John Masters Organics pojawił się również w jednej z ostatnich recenzji (KLIK). Preparat ma niewątpliwie sporo zalet, ale moja skóra bardzo się po nim błyszczy, więc raczej do niego nie wrócę.

Czyścik do twarzy Lusha, Angels on bare skin to już kultowy kosmetyk. Macie tak czasem, że z premedytacją nie decydujecie się na pisanie recenzji, żeby nie psuć sobie przyjemności  z beztroskiego używania kosmetyku? Tak właśnie zrobiłam z Aniołkami. Wieczorne chwile z tą migdałową pastą z dodatkiem lawendy zamieniły się w moje wyjątkowe, pielęgnacyjne rytuały. Uwielbiam czyściki Lusha, są genialne!!!


Żel hialuronowy z Biochemii Urody stosowałam przede wszystkim jako dodatek do maseczek, hydrolat oczarowy z Ecospa natomiast jako tonik. Olejek tamanu również z Ecospa tak bardzo przypadł mi do gustu, że już kupiłam większą buteleczkę 30 ml. Rewelacyjnie radzi sobie z rankami, podrażnieniami i przyspiesza gojenie krostek. Maseczka błotna z perłami z Biochemii Urody (KLIK) to moim zdaniem nieco gorsza wersja glinki. Nie będę jej już więcej kupować, przy dłuższym używaniu nie zachwyciła mnie, przeciętniaczek.

Na koniec jeszcze troszkę próbasków...


I to wszystko co zużyłam w zeszłym miesiącu, a jak Wam poszło?
Ściskam
Kasia

środa, 13 listopada 2013

Naturalny mineralny filtr przeciwsłoneczny SPF 30 John Masters Organics

Witajcie Kochane,
Opowiem Wam dziś o filtrze do twarzy jakiego używam od kilku miesięcy. 
Zakupiłam go skuszona pozytywnymi opniami, miał to być jeden z najlepszych naturalnych filtrów dostępny na rynku. Jeśli chcecie wiedzieć, czy zgadzam się z tą opinią, zapraszam do dalszej lektury.

John Masters Organics SPF 30 Natural Mineral Sunscreen to naturalny filtr, który za pomocą dwutlenku tytanu i tlenku cynku, chroni skórę zarówno przed promieniami ultrafioletowymi UVA jak i UVB. Zawarte w produkcie minerały nie są powlekane, jest on w pełni biodegradowalny.


Pasuje do każdego typu cery. Oprócz chronienia skóry przed słońcem i wiatrem posiada również właściwości nawilżające, a to za sprawą olejku jojoba, soku z liści aloesu i masła shea. Filtr zawiera jeszcze ekstrakt z zielonej herbaty

Skład
Aktywne składniki:
Dwutlenek tytanu 7,5%, Tlenek cynku 5,0%

Pozostałe składniki:
Aqua (water), aloe barbadensis (aloe vera) leaf juice, capric caprylic triglycerides, ethyl hexyl palmitate, glyceryl stearate, glycerin, cetyl alcohol, jojoba oil, shea butter, panthenol, tocopherol acetate, allantoin, sodium pca, green tea extract, magnesium aluminum silicate, hyaluronic acid, calendula extract, ethyl hexyl glycerin, benzyl alcohol

Opakowanie
Całość znajduję się w wygodnej szklanej, buteleczce z higieniczną pompką. 


Pojemność 59 ml, czyli o 9 ml więcej niż w tradycyjnym kremie do twarzy. Od razu muszę zaznaczyć, że kosmetyk jest bardzo wydajny. Używam go od lipca i dopiero teraz zobaczyłam dno buteleczki. Wydajność wynagradza nieco wysoką cenę produktu, standardowo jest to ok. 142 zł, ale ja kupiłam filtr w sklepie internetowym estyl.pl za mniejszą kwotę, 119 zł.

Konsystencja gęsta, kolor biały. Zapachem przypomina maść leczniczą, ale jest to aromat bardzo delikatny i nie przeszkadza podczas stosowania.


Co do działania, za duży plus uważam dodatkowe właściwości nawilżające. Nie było potrzeby stosowania pod filtr żadnego dodatkowego kremu nawilżającego. Czytałam wiele zachwytów, że jest to jeden z nielicznych filtrów naturalnych które nie bielą skóry. W moim przypadku nie do końca jest to prawda, bezpośrednio po aplikacji skóra jest bielsza, ale po jakimś czasie (nie od razu) biały kolor zanika. Za to niesamowicie się po nim błyszczę. Z czasem zaczęło mi to bardzo przeszkadzać. Nawet puder nie był w stanie zmatowić połysku, jaki filtr wywoływał na mojej skórze. Choć muszę przyznać że nie rolował się pod makijażem. Tylko ten nieszczęsny połysk... 

Plus za bezpieczny, naturalny skład i wydajność, właściwości ochronne i nawilżające, minus za błyszczenie się skóry oraz wysoką cenę.
Używacie filtrów na dzień, jakie mogłybyście mi polecić?
Miłego dnia
Kasia

sobota, 17 sierpnia 2013

Moja pielęgnacja włosów

Witajcie Kochane,
Dziś przedstawię Wam w jaki sposób dbam o włosy. 
Jak poprzednio wyglądała moja pielęgnacja włosów, przeczytacie tutaj (KLIK). Taką metodę stosowałam przez około pięć miesięcy z bardzo dobrym skutkiem, ale z czasem, a raczej w związku z małą ilością czasu i coraz mniejszym zapałem, plan swój uprościłam.
Co do efektów pierwszego planu, był to: wysyp baby hair i gęstsza oraz świeższa fryzura. 
Włosy przestały się tak szybko przetłuszczać. Teraz mogę myć je dwa, maksymalnie trzy razy w tygodniu. Nie mam pojęcia czemu akurat tak się stało.. Takiego celu sobie nie obrałam, okazał się efektem pobocznym kuracji.
Chciałabym bardziej popracować nad systematycznością swojej pielęgnacji, i to nie tylko tej włosowej. W moich rytuałach dbania o siebie zapanował chaos. O wielu rzeczach zapominam. Planuję zmobilizować się i bardziej usystematyzować działania.Przydałby mi się urlop i możliwość naładowania baterii, niestety póki co nie zanosi się na wypoczynek :(

Do stałych elementów pielęgnacji włosów należy:

- mycie włosów szamponem bez SLS-ów,
Obecnie używam szamponu Nature's Gate, Herbal. Uwielbiam go, już niedługo napiszę osobną recenzję na jego temat, bo warto żebyście dowiedziały się więcej. Jestem ciekawa jak to u Was wygląda w kwestii zróżnicowania kosmetyków do włosów, czy stosujecie ten sam szampon, odżywkę, czy też używacie różnych kosmetyków. Słyszałam, że włosy lubię urozmaiconą pielęgnację, zgadzacie się z tym? 


Drugi szampon widoczny na zdjęciu to Wieczorny Pierwiosnek (najbardziej poetycka nazwa szamponu z jaką się spotkałam ;) ukochanej przeze mnie włosowej marki John Masters Organics. Póki co używam jedynie szamponu Herbal, Pierwiosnek czeka grzecznie na swoją kolej.

- raz na 2,3 tygodnie mycie włosów szamponem z SLS, celem dokładniejszego oczyszczenia,
W tym celu stosuję szampon Frederic Fekkai, Full Volume Shampoo. Mam zamiar z czasem zastąpić go czymś bardziej eko, a mianowicie Oczyszczającą maską do włosów Phenome (KLIK). Kiedyś wielbiłam produkty Fekkai, ale wraz ze wzrostem świadomości składowej, straciłam do nich serce. Nie można im jednak odebrać wysokiej skuteczności i niezwykłej wydajności. Najbardziej esencjonalne produkty do włosów z jakimi miałam do czynienia.

 
- olejowanie, w okresie letnim nie częściej niż raz w tygodniu,
Wcześniej olejowałam włosy dwa, czasem trzy razy w tygodniu, teraz, w związku z pogodą, robię to jedynie raz w tygodniu.

 
Eksperymentowałam już z różnymi olejkami, frangipani, arganowym. Póki co najlepiej do moich włosów sprawdził się olej ryżowy (KLIK). Obecnie męczę olejek Alverde z paczulą i porzeczką. Nie polubił się niestety z moimi włosami, obciąża je, dodatkowo bardzo drażni mnie zapach, który czuję wiele godzin po nałożeniu olejku. Drugi z aktualnie stosowanych przeze mnie olejków to Gorgeous Hair Oil z Gaia Creams. Ten dla odmiany pachnie prześlicznie i nie wiem, czy w skuteczności nie przegoni ryżowego :) Recenzja wkrótce!

-zabezpieczanie końcówek olejem,
Osobny olejek stosuję na końcówki, idealny do tego jest olejek z pestek śliwek pachnący prześlicznie powidłami śliwkowymi. Zakupiłam go w serwisie Biochemia Urody. Póki co nie mam zamiaru zastępować go niczym innym, bo sprawdza się rewelacyjnie. Mimo tego, że mam długie włosy, rozdwojone końcówki (kiedyś moja zmora), zdarzają się sporadycznie.


- lekka odżywka,
Nie wyobrażam sobie po umyciu włosów nie nałożyć odżywki. Robię to po każdym myciu głowy, z tymże raz jest to lżejsza odżywka, którą trzymam dosłownie trzy minuty i spłukuję. A czasem bogata, odżywcza maska, którą trzymam na głowie co najmniej pół godziny.
Poniżej kolekcja "lżejszych" odżywek.


Na wyjazdy zabieram ze sobą Amerciam Cream Lusha, wspominałam Wam, że nie polubiłam się z tą odżywką - recenzja (KLIK). W domu najczęściej stosuję w duecie z szamponem Herbal, odżywkę marki Nature's Gate, również Herbal. Tu jestem zdecydowanie bardziej zadowolona. Ale obiecałam Wam, że napiszę więcej o tej marce, więc nie będę przedłużać, tej i tak długiej notki.
Metodę OMO, polegającą na stosowaniu przed myciem szamponem odżywki zarzuciłam. Czasem tylko nakładam na wilgotne włosy i skórę głowy odżywkę Phenome przywracająca równowagę skóry głowy. Uwielbiam jej cytrusowo, ziołowy zapach.

- bogata maska odżywcza, przynajmniej raz w tygodniu,
W tej kategorii mam zdecydowanie najwięcej kosmetyków, no cóż tak się po prostu złożyło :) Maski mogę podzielić na dwie grupy, naturalne oraz z mniej ekologicznym składem.
W pierwszej grupie króluje ukochana marka John Masters Organics. Odżywka z lawendą i awokado czeka jeszcze na swój debiut. Póki co "wykańczam" rewelacyjną odżywkę regenerującą zwaną rekonstruktorem włosów z miodem i hibiskusem (KLIK).


Do drugiej grupy należą maski...


Crema al Latte Kallos, Biovax do ciemnych włosów i maska do włosów matowych marki Balea, z figą i perłami. Kallos oraz Balea jeszcze leżakują na półce, w użyciu jest jedynie Biovax. I tu ponawiam mojej pytania o urozmaicaniu pielęgnacji :) Bo może niepotrzebnie czekam z otwarciem tych masek, może stosowanie trzech masek naprzemiennie dobrze przysłuży się moim włosom?

- wcierka.
Wcierka to kolejny istotny etap. To właśnie wcierki w największym stopniu przyczyniły się do pojawienia się nowych włosków w mojej czuprynie. Kiedyś nie było dla mnie problemem wcieranie ich codziennie. Teraz niestety często o tym zapominam.


Naprzemiennie stosuję wcierkę Jantar oraz napar z kozieradki. Czas pomyśleć o jakiejś nowej wcierce, może mogłybyście coś polecić?

- płukanka
Zdarza mi się stosować płukanki. Póki co jedyna jaką stosuję, to octową z Yves Rocher.


Nie zauważyłam by miała widoczny wpływ na kondycję moich włosów. Chyba stosuję ją zbyt sporadycznie. Ale kocham jej zapach przypominający malinowe gumy Maoam. Dla tego zapachu będę ją kupować do końca świata :)

Ulubiony suchy szampon to nadal Batiste.


Wersja tropikalna sięga dna. Niedługo wybiorę inny rodzaj do testów. Ale tropikalna uwiodła mnie zapachem, więc będę do niej wracać. 

Do czesanie nadal używam szczotki Tangel Teezer. A na wilgotne włosy grzebienia z The Body Shop.


Dodatkowo nie prostuję włosów, nie stylizuję, nie farbuję, użycie suszarki ograniczam do minimum.

Jeśli macie jakieś pytania w kwestii mojej pielęgnacji włosów, chętnie na nie odpowiem.  
Dajcie również znać, czy chcecie żebym przygotowała Wam inne posty w tym stylu, dotyczące np. pielęgnacji ciała, czy też twarzy.
Pozdrawiam
Kasia

niedziela, 4 sierpnia 2013

Denko lipiec 2013

Witajcie Kochane,
Cieszę się, że zmotywowałam się do napisania notki denkowej już teraz a nie czekałam do końca sierpnia. Dzięki temu uwinę się ze wszystkim szybciutko i nie będę przedstawiała i opisywała ogromnych ilości pustych pudełek. 
Do rzeczy... zacznę od oczyszczania twarzy.


Mamy tutaj płyn micelarny, tonik i mgiełkę z NOAlab. Recenzja o tych produktach już się pisze, więc niedługo dowiecie się więcej. 


Kąpielowo, czyli mały niewypał w postaci batonów kąpielowych Ecoworld (recenzja -> KLIK) oraz aromatyczna, relaksująca, lawendowa sól marki Stenders, której używałam do kąpieli stóp (KLIK).


Aż dwa flakony perfum, delikatna, miękka, dziewczęca Signiorina, Salvatore Ferragamo (płatki jaśminu, piwonii i róży, panna cotta, piżmo, paczula). Oraz mgiełka Biotherm, (wersja różowa, tu przez wzgląd na żółte tło, butelka może wydawać się pomarańczowa) Eau de Paradis, talerz owoców, a na nim maliny, jagody, cytrusy, granaty. Idealny, lekki zapach na gorące dni, choć niestety bardzo nietrwały. Ale może trudno połączyć wyjątkową trwałość i lekkość?


Kremy do twarzy, na dzień używałam Oil Control marki Phenome (KLIK), a w nocy towarzyszył mi truskawkowy Fridge (recenzja wkrótce).
Pozostając przy Phenome, zauważyłam że na stronie internetowej Phenome pojawiła się opcja darmowej wysyłki, nie wiem jak długo będzie to trwało, ale jeśli miałyście ochotę przetestować coś z Phenome, a nie ma ich sklepu u Was w mieście, myślę, że to dobra okazja. 


Pożegnałam się w końcu z moją ukochaną, naj, naj, naj odżywką do włosów John Masters Organics (KLIK). Na pewno do niej wrócę i serdecznie polecam każdemu :)


W kategorii kosmetyków do ciała, kolejna już tubka ukochanego kremu do stóp Pat & Rub, wersja relaksująca z trawą cytrynową i kokosem (KLIK), używam od lat, kocham za zapach i działanie. 
Poszłam za głosem tłumu i zaczęłam skromne eksperymenta z marką Soap & Glory, stąd pojawiło się tutaj masełko do ciała The Righteous Butter. Super, puszysta konsystencja, fajnie się wchłania i dobrze nawilża, ale nie podszedł mi zapach, zbyt sztuczny. 
Żel pod prysznic Alterry, z bambusem i kwiatem pomarańczy, taki sobie produkt, zapach jakoś szczególnie mnie nie zachwycił, zużyłam szybko i szybko o nim zapomniałam.  
Naturalne masła do ciała, kakaowe i mango


Osobno o właściwościach masła kakaowego możecie przeczytać tutaj -> KLIK, a masła mango tutaj -> KLIK. O tym co z takich masełek można w prosty sposób wyczarować, możecie podejrzeć tu -> KLIK.
Na koniec tradycyjnie próbki.


Na wzmiankę zasługuje saszetka Estee Lauder po lewej stronie zdjęcia, zawierała ona bardzo przyjemne płatki pod oczy Stress Relief Eye Mask, super nawilżały i koiły skórę. Kupiłam je w komplecie z tuszem do rzęs tej samej marki. Mam jeszcze jedną parę, lada dzień planuję z nimi przyjemny relaks dla oczu po dniu spędzonym cały dzień w pracy przed komputerem.
A jak Wam poszły zużycia w lipcu?
Ściskam
Kasia




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Etykiety

Aesop (1) Alba Botanica (2) Alchemia Lasu (1) Alep (1) Alessandro (2) Alterra (9) Alverd (1) Alverde (14) Aquolina (1) ARGILES DU SOLEIL (3) Aromatherapy Associates (3) Aubrey Organics (2) Auriga (4) Balea (4) BALNEOKOSMETYKI MALINOWY ZDRÓJ (1) Bath & Body Works (12) Bath Body Works (1) Batiste (9) Beauty Formulas (1) Becca (2) Benefit (3) BeYu (1) Bielenda (5) BingoSpa (5) Biochemia Urody (13) Bioderma (2) Biopha (1) Biotherm (3) Biovax (4) Blumarine (1) Body Shop (13) Bomb Cosmetics (1) Boss (1) Bumble and Bumble (1) Burt's Bees (9) Caudalie (1) Chanel (12) Chantarelle (1) Charmine Rose (13) Chloe (1) Clarena (5) Clarins (7) Clinique (13) Collistar (1) Coslys (6) Dabur (2) Dax Cosmetics (1) Delawell (2) Dermalogica (3) Dermika (1) Dior (3) Diptyque (9) Dolce Gabbana (4) Douglas (1) Dr. Hauschka (8) Ecospa (2) Ecotools (1) Ecoworld (3) Eko Spa (1) Eos (3) Erbaviva (3) Essie (16) Estee Lauder (1) evrēe (1) Farmona (4) Femi (6) Figs Rouge (4) Fred Farrugia (2) Frederic Fekkai (4) FRESH MINERALS (1) Fridge (11) Fridge by Yde (4) Gaia Creams (7) Gal (1) Givenchy (1) Glam Glow (1) Glyskincare (1) Guerlain (14) H&M (1) HAPPYMORE SKIN CARE (1) Helena Rubinstein (2) Hugo Boss (1) Hugo Naturals (2) Ikarov (3) Inglot (1) Isana (3) Joanna (2) John Masters Organics (18) Joik (6) Kallos (1) Kanebo (3) Kanu (3) Khadi (1) Kiehl's (1) Kindle (1) Kneipp (3) Korres (5) Kringle Candle Company (2) Kryolan (3) L' Occitane (5) L'Oreal (4) L'Orient (5) La Mer (1) Lancome (4) Laura Mercier (6) Lavera (1) Lawendowa Farma (1) Lierac (3) Lily Lolo (1) Lioele (2) Lirene (2) Lorac (1) Love & Toast (1) Lush (55) Mac (1) MÁDARA (3) Maybelline (2) MCMC Fragrances (1) MeMeMe (1) Model CO (2) Munio Candela (1) My Beauty Diary (2) Natural Product (1) Nature's Gate (7) Neom (1) Neutrogena (3) Nivea (3) NOAlab (4) Nuxe (7) Opi (1) Oragnique (6) Orientana (6) Origins (5) Pandora (6) Pat & Rub (33) Phenome (72) Philosophy (7) Physicians Formula (1) Phyto (1) Pierre Rene (1) Prestige Cosmetics (3) Pukka (4) Pupa (2) Queen Helen (1) Real Techniques (3) REN (5) Rene Furterer (1) Revlon (1) Rituals (1) Rituls (1) Rival de Loop (1) Sally Hansen (3) Salvatore Ferragamo (3) Sanoflore (1) Sante (4) Schwarzkopf Professional (3) Scottish Fine Soaps (1) Sephora (7) Serge Lutens (1) Shiseido (5) Siquens (3) Skin79 (1) Skinfood (1) Sleek (4) Smashbox (2) Soap & Glory (3) Stara Mydlarnia (2) Stenders (4) Sylveco (3) Synergen (2) Tangle Teezer (3) Tarte (1) The Balm (1) The Different Company (1) THE SECRET SOAP STORE (1) Tołpa (4) Tommy Hilfiger (1) Trader Joe's (2) Tweezerman (1) Über (2) Urban Decay (1) Uriage (3) Vichy (2) Vita Liberata (2) Wibo (1) Yankee Candle (13) Yasumi (1) Yoskine (1) YSL (1) Yves Rocher (6)