Miałam cudną sobotę. Nie pisałam Wam o niej, gdy trwała, bo postanowiłam po prostu się nią cieszyć, a opisać później. Po pierwsze, drzewo przed moim domem zakwitło, co znaczy, że naprawdę mamy wiosnę. We wiosennej aurze wybrałam się zrobić coś, o czym opowiem Wam niedługo. Ale na razie to tajemnica. W pobliżu tego miejsca, którego jeszcze nie chcę zdradzać jest Mood Scent Bar. Nie mogłam nie zajrzeć, będąc tak blisko. Czas w Mood Scent Barze płynie szybko. Znowu przegadaliśmy godzinę, usłyszałam mnóstwo pasjonujących ciekawostek na temat zapachów i nie tylko, i wyszłam szczęśliwa. Bo pięknie porozmawiać z kimś, kto dostrzega w perfumach poezję. Nie traktuje ich jako produkt. A jako rodzaj emocji, czasem klucz do zrozumienia siebie. Z Baru wyszłam z porcją próbek, które zabiorą mnie w zapachowe krainy wyobraźni i zmysłów i z obietnicą powrotu. Bo znalazłam moją tuberozą. Perfumy z nutą tuberozy, których szukam już długo. Niestety nie było ich akurat na stanie i będę musiała po nie wrócić, może nawet dziś. :)
Kolejna sobotnia atrakcja to herbaty. Uwielbiam wybierać herbaty, poznawać ich aromaty schowane w wielkich szklanych słojach. Tym razem na herbatach nie poprzestałam i dokupiłam puszkę, do której moje herbaty będę przesypywać. Właśnie taką chciałam.
Z Mood Scent Baru było blisko Galilu, więc postanowiłam pojechać tam i sprawdzić, czy dopisze mi szczęście, czyli czy będzie świeca Diptyque, Foin Coupe. Jak widać po załączonej na poniższym zdjęciu papierowej torbie, szczęście mi dopisało, nie wyszłam z pustymi rękami.
Oprócz wymarzonej świecy o zapachu świeżo skoszonej trawy i dziko rosnących kwiatów, których powiew wnika przez szeroko otwarte okno, zakupiłam jeszcze balsam Deep Relax Balm marki Aromatherpay Associates. Balsamu tego używa się przed snem, należy go wsmarować w skromnie. Zawiera olejki eteryczne z rumianku, drzewa sandałowego i wetywerii. Głęboko relaksuje, przywraca spokój i harmonię. Jest podobno idealny, gdy nie można zasnąć.
Ostatni przystanek to Superpharm i uzupełnienie zapasów wody termalnej Uriage. Skorzystałam również z promocji, -30 % na produkty marki Auriga i zakupiłam ich słynne serum z witaminą C. Później raczyłam się pietruszkowym sokiem.
Ukoronowaniem dnia okazało się bieganie. Po ponad półrocznej przerwie przebiegłam tradycyjne 30 minut. Pod koniec prawie płakałam z radości.
Więcej takich dni.