Witajcie Kochane,
Już dzień, a w zasadzie noc przed rozpoczęciem Zdrowego Wyzwania, miałam obawy, że nic z tego nie będzie. Zachorowała Pola. Dostała gorączki. Odeszła mi ochota na skupianie się na sobie i nie wierzyłam, że przy gorączkującym dziecku, uda mi się spać godzinę dłużej niż zwykle (zadanie z dnia 1 - Zaplanuj dodatkową godzinę snu). Ale o dziwo, Pola dostała syropek przeciwgorączkowy i obie spałyśmy długo. Nawet więcej niż godzinę dłużej :) Ja spałam od 23 do 9 rano. We wtorek Pola czuła się już dużo lepiej i dokazywała. A ja przełamałam się i poszłam o godzinie 21 na zumbę. Wymagało to ode mnie niemałej siły woli dziewczyny, mróz, ciemno, no i ta godzina. Ale nie miałam najmniejszego zamiaru się poddawać i postanowiłam iść. No i narobiło się. Z blogowego, niepozornego wyzwania, dzięki realizacji punktu nr 2 (Próbujemy nowej aktywności fizycznej) obudziłam w sobie lwa, a raczej latynoamerykańską bestię. Oczywiście była to taka bestia bardziej wewnętrzna, bo obejście mam raczej spokojne. Ta cała zumba to jakieś totalne szaleństwo. Śliczna czarnowłosa instruktorka z taką ilością energii jaką ja wyrzucam z siebie w przeciągu miesiąca. Uśmiech, energia, dużo radosnych kobiet, latynoskie rytmy, okrzyki, wirujące biodra, pośladki, taniec za tańcem, pot się z czoła leje... Te 60 minut obudziło we mnie chęć zmian. Wczoraj byłam na kolejnych zajęciach zumby. Sport, ruch, to może dawać tyle radości i dobrej energii.
Dzień 3, tropienia cukru nie obfitował już w tak ekscytujące doznania. Grzecznie omijałam cukier, w myślach smażąc na śniadanie kolejnego dnia bananowe placuszki z miodem. Często łapała mnie ochota, żeby coś słodkiego przekąsić. Ale powiedzmy że jeden dzień, nie stanowił dużej trudności. Nie odczułam też osłabienia (może dlatego, że nie żałowałam sobie kawy, oczywiście nieposłodzonej). Postanowiłam nie torturować się tym punktem do końca wyzwania.
Dzień 4 - Wybierz się na dłuższy spacer. Od poniedziałku siedziałam z chorą Polą w domu, same widzicie jakie mrozy za oknem, chorej córy na spacer nie wezmę, musiałam więc czekać aż mąż wróci z pracy i wybrałam się na spacer do ... pobliskiego marketu po zakupy spożywcze. Ambicją moją był spacer co najmniej 30 minutowy i rzeczywiście dojście i powrót ze sklepu zajęło mi w sumie pół godziny. Mam trochę niedosyt w kwestii spacerowej i planuję wybrać się jeszcze gdzieś w niedzielę, ale bez celu. Nie wiem czemu, ale wydaje mi się że prawdziwy spacer nie ma celu, chodzimy dla chodzenia, a nie żeby gdzieś dotrzeć.
Dzień 5 - Zaplanuj posiłek na następny dzień, dość prosta sprawa. Zdecydowałam się na śniadanie, bo to mój ulubiony posiłek i uważam, że ma w sobie coś magicznego. Od dawna miałam ochotę na domowej roboty gofry, wyszukałam więc najbardziej zdrowy przepis i po pracy wybrałam się na zakupy, żeby następnego dnia, nie dać się zaskoczyć np brakiem jakiegoś składnika w pobliskim sklepie.
Sobota, dzień 6 (Ugotuj zdrowy posiłek w domu) rozpoczęła się od przygotowywania gofrów dla mnie i całej rodziny. Tutaj znajdziecie przepis na cynamonowe gofry pełnoziarniste, z którego skorzystałam (KLIK). Oczywiście podałam je z jogurtem naturalnym, a nie bitą śmietaną ;) Po śniadanku zumba po raz drugi, poszło mi lepiej niż za pierwszym razem, ciągle mylę kroki, ale zauważyłam minimalną poprawę. Zakupiłam od razu karnet na cały luty, strasznie polubiłam te zajęcia.
I ostatni, siódmy dzień, naturalne, domowe spa jest w zasadzie jeszcze przede mną. Na powyższym zdjęciu możecie podejrzeć jakie kosmetyki planuję użyć. Już się nie mogę doczekać tej chwili relaksu.
Planowałam, że omówię zadania z drugiego tygodnia dziś, ale ten post za bardzo się rozrósł i nie chcę Was dłużej zamęczać. Omówienie zadań z drugiego tygodnia opublikuję jutro.
A Wam jak poszedł pierwszy tydzień wyzwania?
Miłego niedzielnego wieczoru
Już dzień, a w zasadzie noc przed rozpoczęciem Zdrowego Wyzwania, miałam obawy, że nic z tego nie będzie. Zachorowała Pola. Dostała gorączki. Odeszła mi ochota na skupianie się na sobie i nie wierzyłam, że przy gorączkującym dziecku, uda mi się spać godzinę dłużej niż zwykle (zadanie z dnia 1 - Zaplanuj dodatkową godzinę snu). Ale o dziwo, Pola dostała syropek przeciwgorączkowy i obie spałyśmy długo. Nawet więcej niż godzinę dłużej :) Ja spałam od 23 do 9 rano. We wtorek Pola czuła się już dużo lepiej i dokazywała. A ja przełamałam się i poszłam o godzinie 21 na zumbę. Wymagało to ode mnie niemałej siły woli dziewczyny, mróz, ciemno, no i ta godzina. Ale nie miałam najmniejszego zamiaru się poddawać i postanowiłam iść. No i narobiło się. Z blogowego, niepozornego wyzwania, dzięki realizacji punktu nr 2 (Próbujemy nowej aktywności fizycznej) obudziłam w sobie lwa, a raczej latynoamerykańską bestię. Oczywiście była to taka bestia bardziej wewnętrzna, bo obejście mam raczej spokojne. Ta cała zumba to jakieś totalne szaleństwo. Śliczna czarnowłosa instruktorka z taką ilością energii jaką ja wyrzucam z siebie w przeciągu miesiąca. Uśmiech, energia, dużo radosnych kobiet, latynoskie rytmy, okrzyki, wirujące biodra, pośladki, taniec za tańcem, pot się z czoła leje... Te 60 minut obudziło we mnie chęć zmian. Wczoraj byłam na kolejnych zajęciach zumby. Sport, ruch, to może dawać tyle radości i dobrej energii.
Dzień 3, tropienia cukru nie obfitował już w tak ekscytujące doznania. Grzecznie omijałam cukier, w myślach smażąc na śniadanie kolejnego dnia bananowe placuszki z miodem. Często łapała mnie ochota, żeby coś słodkiego przekąsić. Ale powiedzmy że jeden dzień, nie stanowił dużej trudności. Nie odczułam też osłabienia (może dlatego, że nie żałowałam sobie kawy, oczywiście nieposłodzonej). Postanowiłam nie torturować się tym punktem do końca wyzwania.
Dzień 4 - Wybierz się na dłuższy spacer. Od poniedziałku siedziałam z chorą Polą w domu, same widzicie jakie mrozy za oknem, chorej córy na spacer nie wezmę, musiałam więc czekać aż mąż wróci z pracy i wybrałam się na spacer do ... pobliskiego marketu po zakupy spożywcze. Ambicją moją był spacer co najmniej 30 minutowy i rzeczywiście dojście i powrót ze sklepu zajęło mi w sumie pół godziny. Mam trochę niedosyt w kwestii spacerowej i planuję wybrać się jeszcze gdzieś w niedzielę, ale bez celu. Nie wiem czemu, ale wydaje mi się że prawdziwy spacer nie ma celu, chodzimy dla chodzenia, a nie żeby gdzieś dotrzeć.
Dzień 5 - Zaplanuj posiłek na następny dzień, dość prosta sprawa. Zdecydowałam się na śniadanie, bo to mój ulubiony posiłek i uważam, że ma w sobie coś magicznego. Od dawna miałam ochotę na domowej roboty gofry, wyszukałam więc najbardziej zdrowy przepis i po pracy wybrałam się na zakupy, żeby następnego dnia, nie dać się zaskoczyć np brakiem jakiegoś składnika w pobliskim sklepie.
Sobota, dzień 6 (Ugotuj zdrowy posiłek w domu) rozpoczęła się od przygotowywania gofrów dla mnie i całej rodziny. Tutaj znajdziecie przepis na cynamonowe gofry pełnoziarniste, z którego skorzystałam (KLIK). Oczywiście podałam je z jogurtem naturalnym, a nie bitą śmietaną ;) Po śniadanku zumba po raz drugi, poszło mi lepiej niż za pierwszym razem, ciągle mylę kroki, ale zauważyłam minimalną poprawę. Zakupiłam od razu karnet na cały luty, strasznie polubiłam te zajęcia.
I ostatni, siódmy dzień, naturalne, domowe spa jest w zasadzie jeszcze przede mną. Na powyższym zdjęciu możecie podejrzeć jakie kosmetyki planuję użyć. Już się nie mogę doczekać tej chwili relaksu.
Planowałam, że omówię zadania z drugiego tygodnia dziś, ale ten post za bardzo się rozrósł i nie chcę Was dłużej zamęczać. Omówienie zadań z drugiego tygodnia opublikuję jutro.
A Wam jak poszedł pierwszy tydzień wyzwania?
Miłego niedzielnego wieczoru