Kochane,
Pędzę do Was z opisem mojego ostatniego pudełeczka Glossy.
Tak, tak, zdecydowałam, że już więcej nie będę zamawiać.
Ale Glossy pożegnało się ze mną miło, bo zawartość marcowego pudełeczka bardzo przypadła mi do gustu.
Marcowe pudełko, to w zasadzie nie pudełko, tylko kosmetyczka. Mój maż będzie rozczarowany, bo obiecałam mu, że dostanie pudełko na krawaty. Raczej się cieszę, bo obecnie nie mam dużej kosmetyczki, tylko kilka mniejszych, więc na pewno przyda mi się podczas wyjazdów. Jest dość pakowna, ma sporo kieszonek, suwaczek, sznureczek, ale... Wygląda paskudnie, co prawda ze względu na walory praktyczne przymykam na to oko.
Co jeszcze?
Kupony, kupony...
My little travelling book, wg Glossy, opis znanych miast na świecie, jakie sklepy warto odwiedzić, w jakiej restauracji warto się posilić, miejsce na notatki, kilka naklejek. Miły gadżet.
Do rzeczy Katarzyno, jakie w tym miesiącu mamy kosmetyki.
1. Pojawił siłę błyszczyk w kredce coś a'la Chubby Stick, Cliniqua. Marka nie znana mi zupełnie, Jelly Pong Pong. Do wyboru dwa odcienie, mnie trafił się czerwony i muszę Wam powiedzieć, że bardzo ładnie prezentuje się na moich ustach. Można stopniować efekt w zależności od ilości naniesionych warstw. Otrzymujemy pełny produkt, 2,5 g wart 60 zł. Jako że takiego koloru nie mam w swoich szminkowo- błyszczykowych zasobach, jestem wielce kontenta.
2. Płyn micelarny do demakijażu twarzy i oczu marki Lierac, dla wszystkich rodzajów cery, również dla cery wrażliwej. Wzbogacony o ekstrakty o właściwościach nawilżających, uszczelniających ściany naczyń krwionośnych i detoksykujących. Otrzymujemy 50 ml produktu, za pełne 200 ml opakowanie zapłaciłybyśmy 65 zł. Bardzo się cieszę, bo obecnie u mnie pustka, jeśli chodzi o płyny do demakijażu i ten już dziś wieczorem pójdzie w ruch.
3. Takie małe dziwadełko, czyli Preparat odbudowujący Dream Repair nadający połysk, objętość i zdrowy wygląd włosom. Zawierający keratynę w płynnej postaci, która spaja łuski włosa i odbudowuje je od środka. Dodatkowo filtry UV chronią przed negatywnym wpływem słońca. Za 16 kapsułek produktu po 8 ml, zapłaciłybyśmy 139,90 zł. Otrzymujemy jedną, 8 ml kapsułkę. Ot taka ciekawostka, ale przyznam że keratyna mnie zaintrygowała, dlatego jestem na tak.
4. Dermonaprawczy krem marki Clarena, który dzięki witaminie U, kompleksowi nawilżającemu Xeradin i składnikom odżywczym odbudowuje barierę hydrolipidową, skutecznie zmniejszając reaktywność cery. Otrzymujemy 30 ml kremu, natomiast za pełne opakowanie, 50 ml zapłaciłybyśmy 84 zł. Krem dałam mamie, mam aktualnie sporo kremów, a mamie się przyda.
5. Masło do ciała Satsuma marki Body Shop o ładnym zapachu cytrusów. Lubię masełka Body Shop i codziennie kremuję ciało, więc masła i balsamy zużywam dość szybko. Takiego rodzaju jeszcze nie miałam, więc tym chętniej będę testować. Dostałyśmy 50 ml produktu (podobno jest to pełny produkt, ale wiem że standardowe opakowania masełek BD, są większe), wart 20 zł.
To już wszystko. Żegnaj Glossy Boxie!!
Co sądzicie o zawartości marcowego pudełeczka, jaki z produktów przykuł Waszą uwagę?
Miłego wieczorku
Kasia