Jak pachnie ten moment, gdy spotykamy mężczyznę swojego życia, bo pachnie na pewno, prawda? Francuzi, gdy ktoś jest zakochany mówią, amoureuse.
Tak też zostały nazwane perfumy marki DelRae. Kreator Amoureuse Michela Roudnitski, próbował za pomocą zapachu, oddać chwilę, w której spotykamy tego jedynego mężczyznę i zakochujemy się w nim. Miał to być zapach, w którym można zakochać się do szaleństwa, zmysłowy, podniecający, intensywny, sprawiający, że kręci nam się w głowie z ekscytacji.
Tak, to zdecydowanie brzmi kusząco.
Składniki, jakich użył Roudnitski do wyczarowania magii miłości:
nuty głowy: mandarynka, kardamon;
nuty serca: francuska tuberoza, francuski jaśmin, haitańska lilia;
nuty bazy: dębowy mech, drzewo sandałowe, miód.
nuty serca: francuska tuberoza, francuski jaśmin, haitańska lilia;
nuty bazy: dębowy mech, drzewo sandałowe, miód.
Szkoda że tak słabo jest wyczuwalna słodka, korzenna nuta kardamonu i mandarynki. Podobnie pachną perfumy Kenzo Jungle, one również mają kardamon i mandarynkę w nucie głowy. Ale tu ta nuta w Amoureuse jest jedynie delikatnie wyczuwalna w tle. Najmocniej czułam niestety mech dębowy, dymny, wilgotny, skórzasty.
Myślałam, że będzie radosny i lekki, jak bukiet kwiatów tuberozy, jaśminu i lilii. Bo taka w mojej interpretacji jest miłość. I tak też wyobrażałam sobie ten zapach. Amoureuse to zapach retro, zmysłowy, ciężki i mocny. Dla mnie za ciężki, za wilgotny, za mroczny.
A jak pachniał moment, gdy Wy się zakochałyście? Spróbujcie sobie wyobrazić czym pachniałyby perfumy Waszej miłości, w tym pierwszym momencie..