Zafascynował mnie zapach tuberozy.
Wszystko zaczęło się od świecy Diptyque, którą dostałam na dzień kobiet od męża.
Zapach tuberozy uzależnił mnie trwale. Przepiękny, zmysłowy, uderzający do głowy jak doskonałe wino.
Wpadłam na genialną myśl, czemu nie kupić perfum pachnących jak te kwiaty? Postanowiłam odszukać mój tuberozowy ideał.
Pamiętacie, pokazywałam Wam niedawno paczuszkę z Galilu, a w niej białą, papierową torebeczkę. To właśnie w Galilu postanowiłam przeprowadzić tuberozowane poszukiwania. Wybrałam kilka zapachów perfum, gdzie tuberoza była dominującą nutą i zamówiłam próbki. W białej torebce były właśnie próbki tuberozowych arcydzieł sztuki perfumeryjnej.
Postanowiłam Wam troszkę poopowiadać o tych poszukiwaniach i wrażeniach jakie będą wywierać na mnie perfumy. Obiecuję nie będę się zanadto rozpisywać, co by Was nie zanudzić moje kochane czytelniczki.
Przygodę z białym kwiatuszkiem z Meksyku, uważam za rozpoczętą.