I mogę Wam o nich opowiedzieć.
Cudownie wkomponują się w jesień. Jest to zapach wręcz idealny na chłodną porę.
Co się dzieje gdy zetknie się z moją skórą? Na początku czuję słodycz. Wyobraźcie sobie gruszkę oblepioną cukrem. Czujecie zapach cukru i delikatnie przebija się przez niego owoc. Później zapach zaczyna "drapać", przechodzi w aromaty bardziej korzenne, ostre, zaczepne.
By na końcu ogarnąć nas ciepłą falą jaśminu, królewskiego irysa, światła i wanilii. I nagle tak doskonale się ze mną łączą, że nie wiem gdzie one, a gdzie ja. Zapach naturalny, kobiecy i cielesny. Jak ciepły oddech. Wtulenie głowy w ramiona kogoś kogo się kocha albo patrzenie w jesienne słońce.
Trwałość jest niezwykła. Czułam je od 7 rano do 18 i to ciągle bardzo mocno. Następnego dnia pachniała nimi moja marynarka i już miałam zapytać kobiety z którą rozmawiałam, czy przypadkiem nie używa La vie est belle. A przecież to znowu ja nimi pachniałam, tak jakbym dopiero co ich użyła.
Śliczne pudełko. Na zdjęciu nie widać, ale świeci się tęczowymi drobinkami.
Flakon, podobno ma symbolizować uśmiech . Elegancki, prosty, ozdobiony kokardką z szarej organzy.
Są dostępne trzy pojemności, 30 ml za 229 zł, 50 ml za 329 zł i 75 ml za 399 zł.
Nuty zapachowe:
Nuty głowy: czarna porzeczka, gruszka
Nuty serca: irys, jaśmin, kwiat pomarańczy
Nuty bazy: paczula, fasolka tonka, wanilia, pralinka
Twarzą perfum została Julia Roberts. Pewnie za ten uśmiech i poczucie, że ona wie, co to znaczy że życie jest piękne. Widzę to w jej oczach.