Bikini so teeny marki Essie, to pierwszy niebieski lakier jaki mam w swojej kolekcji. Skusiłam się na niego, bo przypomina mi ukochany kolor bławatków.
To śliczny kremowy błękit z delikatnymi, srebrnymi drobinkami. Mieni się bardzo subtelnie.
Tego typu odcienie doskonale komponują się z opaloną skórą.
W buteleczce lakier sprawia wrażenie lawendowego, ale w świetle dnia i na moich paznokciach, jest błękitny jak niebo. Dopiero wieczorem, w sztucznym świetle zaczyna delikatnie wpadać w lila.
Do zupełnego krycia wystarczą w zupełności dwie warstwy lakieru. Tyle też nałożyłam. Uprzednio pokryłam paznokcie bazą Sally Hansen.
Pędzelek dość szeroki, wygodny. Ale niekiedy miałam problemy z nałożeniem odpowiedniej ilości lakieru. Najczęściej nabierałam go za dużo, a gdy próbowałam delikatnie zmniejszyć ilość, na pędzelku nic nie zostawało. Ale myślę że to kwestia wprawy.
Minęły cztery dni odkąd pomalowałam paznokcie i na tyle też oceniam trwałość lakieru. Lewa dłoń wygląda jeszcze przyzwoicie, ale paznokcie na prawej dłoni mają już odpryski na końcach i kwalifikują się do natychmiastowego potraktowania zmywaczem.
Lakier kupiłam w drogerii internetowej ekobieca.pl, zapłaciłam za niego 14,99 zł, pojemność 13,5 ml.
Czy podobają Wam się takie kolory na paznokciach?
Pozdrawiam
Kasia