Połowa nocy z tuberozą już za mną i zaczynają ogarniać mnie wątpliwości, a co jeśli tuberoza jest nie dla mnie? Opisałam Wam już kilka zapachów, wywoływały we mnie różne odczucia. Jednak żadnego z nich nie chciałabym mieć przy sobie na stałe. Taka przelotna przygoda, na jedną tuberozową noc.
Z Fracas Roberta Piguet, wcale nie jest lepiej.
Obiecująca kompozycja:
Nuta głowy: bergamotka, mandarynka, hiacynt
Nuta serca: tuberoza, jaśmin, żonkil, gardenia, kwiat pomarańczy, róża, neroli, fiołek
Nuta bazy: wetyweria, piżmo, drzewo sandałowe
Nuta bazy: wetyweria, piżmo, drzewo sandałowe
Spodziewałam się bukietu kwiatów i to też otrzymałam. Szykowny, pyszny, elegancki bukiet ciętych kwiatów. W zapachu wiele się dzieje, Piguet stworzył kwiatowy zamęt (z fr. fracas - hałas, zamęt, zgiełk).
Dla mnie jednak zapach jest aż nadto wyrafinowany, duszny. Pasuje do kobiety eleganckiej, z fantazją, ale nieco ekscentrycznej. Mogłaby nosić kimono, niebieskie sandały i irysy we włosach.
Ja natomiast czuję się zdecydowanie bardziej naturalna, młoda i nowoczesna. Noszę kremową koszulę do dżinsów i nie zaplatam włosów. "Fracas" to nie ja.
Po takiej obfitości woni spodziewałabym się większej intensywności i przynajmniej kilkugodzinnej trwałości. Niestety, zapach jest krótkotrwały i słabo wyczuwalny.
"Pozwól, niech soczysty biały kwiatowy zapach wywoła wokół zamęt…", pozwoliłam, zamęt mam w głowie, zamęt czuje mój nos.