Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pat & Rub. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pat & Rub. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 sierpnia 2015

Pielęgnacyjny Balsam do Ust - Pat & Rub

Dzień dobry!
Jak mija Wam weekend? Ja niestety leżę chora w łóżku i biorę antybiotyki :( Trzymajcie kciuki, żebym wydobrzała do poniedziałku. Bardzo brakuje  mi biegania i aktywności fizycznej. Zawsze po chorobie ciężko mi wrócić do uprawiania sportu i mam obawy, czy taka przerwa nie będzie miała negatywnego wpływu na moją motywację. 

Chciałam Wam dziś opowiedzieć o ciekawym produkcie marki Pat & Rub, a mianowicie o Pielęgnacyjnym Balsamie do Ust. Pat & Rub oferuje różne wersje zapachowe balsamów, m.in.: różany, kawowy, pomarańczowy. Ja posiadam wersję grejpfrutową.


Balsam jest w 100 % naturalny. Skład jest bardzo ważnym elementem w kosmetykach do ust, ze względu na to, że tego typu produkty po części ... zjadamy. 

Kolejną zaletą balsamu jest obecność naturalnego filtra  SPF 15 (za sprawą tlenku cynku). Rzadko kiedy kosmetyki do ust mają filtr przeciwsłoneczny, a przecież skóra w  tym miejscu jest wyjątkowo delikatna i również potrzebuje ochrony przez szkodliwym promieniowaniem.  

Balsam zawiera również: masło pomarańczowe, olej jojoba, masło mango, olej rycynowy, olej migdałowy, wosk pszczeli, olej  annatto, olejek grejpfrutowy. Wszystkie te surowce są nie tylko naturalne, ale również opatrzone certyfikatem ekologicznym. 

10 ml balsamu znajduje się w plastikowym słoiczku, nie w sztyfcie, dlatego lepiej wydobywać go za pomocą szpatułki (ma dość zbitą konsystencję, ale aplikuje się bez problemu). Wiadomo, że w torebce nie zawsze nosimy ze sobą szpatułkę. Ze względu na tę małą niedogodność traktuję go jako balsam stacjonarny, czyli nie noszą go ze sobą i nakładam będąc w domu. 

Produkt za sprawa masełka pomarańczowego ma jasnomorelowy kolor (delikatnie bieli usta). Pachnie jak cukierki cytrynowe, bardzo, bardzo przyjemnie,  choć mało grejpfrutowo. Produkt nie skleja ust. Rewelacyjnie odżywia i pielęgnuje skórę. Zdecydowanie wart uwagi.

Możecie go kupić w sklepie internetowym Pat & Rub (KLIK) w cenie 39 zł lub w perfumeriach Sephora. 

Używliście kiedyś tego balsamu? Jaką wersję zapachową mielibyście ochotę wypróbować?



piątek, 19 września 2014

Zabłocka sól do kąpieli PAT & RUB

Ku mojej wielkiej radości marka Pat & Rub od pewnego czasu zaczęła poszerzać ofertę umilaczy kąpielowych o coraz to nowsze cudeńka. Zbliża się sezon wieczornych relaksów w wannie, szykujemy się już nie na szybki, energizujący prysznic, a relaksującą, kąpiel wśród przyjemnych aromatów i blasku świec.

Opowiadałam Wam już o morskiej soli do kąpieli z kozim mlekiem. Dziś przedstawię kolejny produkt, Zabłocką sól do kąpieli o zapachu mandarynki, bazylii i trawy cytrynowej. 


Jeśli śledzicie mojego bloga, mogliście zauważyć, że zaczęłam interesować się aromaterapią. Zabłocka sól od Pat & Rub, ma właśnie właściwości aromaterapeutyczne, a to dzięki zawartości naturalnych olejków eterycznych. Znajdziemy w niej olejki:
  • mandarynkowy - łagodzący napięcia nerwowe, bezsenność, stany lękowe, szczególnie polecany dla dzieci, 
  • bazyliowy - działający pobudzająco na umysł, poprawiający koncentrację, wpływający na zmęczenie zarówno fizyczne, jak i umysłowe,
  • trawy cytrynowej - pobudzający i odświeżający. Działający antyseptycznie. Poprawiający nastrój, niwelujący zmęczenie, dodający energii. 
Jak widzicie jest to idealna kompozycja po męczącym, pracowitym dniu, po dużym stresie i wysiłku.

Skład Zabłockiej soli jest w całości naturalny:


Ale sól nie zachwyca jedynie zawartością olejków. Sama w sobie ma "najwyższe na świecie stężenie jodu, bardzo wysoką zawartość bromu i innych minerałów: wapnia, magnezu, krzemu, selenu". Minerały te wpływają korzystnie na różne problemy skórne, kłopoty z potliwością, wspomagają  zwalczać zakażenia bakteryjne, wirusowe oraz grzybicze.


Jednym słowem jest to bardzo zdrowa kąpiel o wspaniałych właściwościach. Mogę Wam ją z całego serca polecić. To po prostu czerpanie z dobroczynnych mocy natury i cudowny relaks.

Sól ma bardzo ładny, rześki, naturalny, cytrusowo ziołowy zapach. Jest on niezwykle intensywny. W czasie kąpieli unosi się w całej łazience.


Słoik z solą jest dość pokaźny, to aż 1200 g produktu, który według zaleceń producenta powinien starczyć na sześć kąpieli. Za słój zapłacimy 75 zł (możecie ją kupić tutaj). Ale mam dla Was dobrą wiadomość, Pat & Rub przygotowało specjalny rabat dla moich czytelników. Kod upoważnia do zniżki -15% na wszystkie kosmetyki oraz zestawy znajdujące się na stronie www.patandrub.pl. Kod brzmi: EkoBlog i będzie ważny od jutra, czyli od 20 września do 5 października 2014.

Co sądzicie o takich kąpielach, czy tak jak ja wierzycie w ich skuteczność? 
Miłego wieczoru, ja planuję relaksującą kąpiel ;) A Wy?







czwartek, 4 września 2014

Wrześniowe nowości

Dobry wieczór Kochani,
Dziś przegląd wrześniowych nowości. Co prawda miesiąc się dopiero zaczyna, ale kupiłam już wszystko czego potrzebuję i na razie nie planuję żadnych dodatkowych zakupów. 

Tak naprawdę zakupów w dzisiejszym poście jest bardzo mało, tylko dwa produkty. W większości to prezenty, głównie z okazji zbliżających się Kasinych urodzin :) 

Alina spełniła moje kosmetyczne marzenie i podarowała mi zestaw kosmetyków Rituals
Będę miała możliwość wypróbowania różnych linii zapachowych i różnych rodzajów kosmetyków. Takie zestawy to świetna sprawa!! Co my tu mamy ... od lewej patrząc, migdałowo, różany żel pod prysznic Yogi Flow, nawilżający szampon Brilliant Bliss z różą i Shikakai, krem do ciała Honey Touch również z różą i miodem oraz sól do kąpieli Himalaya Wisdom z bazylią i miętą. Wszystko przepięknie pachnie i z takimi umilaczami, mam zagwarantowany wspaniały relaks w jesienne wieczory. 


Kolejny prezent od A. to skarpetki peelingujące Baby Silky Foot. Chciałam je wypróbować już dawno temu i kupiłam sobie tańszy, polski odpowiednik, który nie do końca się sprawdził. Liczę że wersja koreańska okaże się o wiele skuteczniejsza i osiągnę satysfakcjonujący efekt.


Co jeszcze dostałam od Aliny możecie podejrzeć na moim Instagramie :)

Od przyjaciółki Kariny, dostałam kilka żeli pod prysznic I love i lakierów do paznokci. Żele przepięknie pachną kokosem, mango z papają, jeżynami z malinami i truskawkami z bitą śmietaną.


Kolejny, już nie urodzinowy prezent to upominek od Pat & Rub. W sumie fajnie udało im się trafić z terminem wysyłki ;) Od Pat & Rub dostałam Hipoalergiczny Balsam do Ciała i Zabłocką Sól do Kąpieli o zapachu bazylii, mandarynki i trawy cytrynowej.


Ostatnią z niespodzianek - krem do twarzy Nuxe Creme Prodigieuse sprezentowała mi Gia. Jest to krem przeciwutleniający, zwalczający stres skórny. Dorzuciła jeszcze ku mojej wielkiej radości mnóstwo próbek tej marki. Także Nuxe ostatnio dominuje w mojej pielęgnacji :)

Skończył mi się tonik, więc postanowiłam wypróbować Orzeźwiający Tonik-Mgiełkę 2 w 1 Białe Kwiaty od Tołpy. Tonik oprócz tonizowania, ma za zadanie nawilżać i przywracać komfort skórze. Podoba mi się forma aplikacji i skład. 


Ostatni z moich zakupów to suchy szampon Batiste. Nie jestem zadowolona z suchego szamponu Dove i skruszona wracam do mojego ulubieńca w ukochanej wersji Tropical pachnącej kokosem i owocami egzotycznymi.


To już wszystko Kochani.
Zainteresowało Was coś z moich nowości?
 
Spokojnej nocy







piątek, 4 lipca 2014

Makijaż cery latem - BBB od Pat & Rub

Witajcie Kochani,
Dziś chciałam z Wami porozmawiać o makijażu cery w lecie. Czy stosujecie podkład latem? A może puder solo? Jak to u Was wygląda?

Ja do niedawna gorącą porą rezygnowałam z fluidów, stosowałam je sporadycznie. W te wakacje to się zmieniło...

Nie planowałam zmiany. Po prostu w moje ręce wpadł produkt, idealny na cieplejsze dni, gdy mamy ochotę na lżejsze konsystencje i na bardziej naturalny efekt. Jeśli doda się do tego ochronę przeciwsłoneczną SPF 30 zmierzamy w stronę pełnej satysfakcji :)


Jak się już pewnie domyśliliście, mam na myśli Pielęgnacyjny, Koloryzujący Balsam BBB do Twarzy marki Pat & Rub.

Co oznaczają owe tajemnicze trzy B?

B - Beauty

Więcej niż krem -  pielęgnacyjny balsam z  filtrem mineralnym o wysokiej ochronie UVB i UVA do twarzy, szyi i dekoltu. SPF 30

B - Blemish

Intensywnie pielęgnuje skórę twarzy, szyi i dekoltu. Chroni i odbudowuje włókna kolagenowe. Przywraca skórze równowagę hydrolipidową i nawilża. Zwiększa odporność i elastyczność skóry, poprawia jej napięcie. Zwalcza wolne rodniki. Jednocześnie chroni skórę twarzy, szyi i dekoltu przed niekorzystnym wpływem promieni UV i fotostarzeniem.

B - Balm

Zastępuje  fluid. Jest koloryzowany naturalnymi pigmentami. Dodatek pigmentów oraz dwutlenku tytanu sprawiają, że krem maskuje niedoskonałości skóry.

Kolejną zaletą produktu jest jego naturalny skład i w 100% naturalne filtry mineralne.


Balsam występuje niestety tylko w dwóch odcieniach, ciemniejszym i jaśniejszym, ja mam wersję ciemniejszą. 
 
Wygląda naturalnie na twarzy, nie tworzy efektu maski. Ciemniejszy odcień naturalnie stapia się z kolorem mojej skóry. Nadaje jej zdrowy koloryt i delikatne rozświetlenie. Mimo dość gęstej konsystencji jest bardzo lekki, dosłownie nie czuć go na twarzy. Komfortowo się rozprowadza. Nawilża, ale minimalnie, za słabo, bym mogła zrezygnować rano z kremu.
 
 
Za największy minus balsamu, uważam średnie krycie, nie radzi sobie z maskowaniem niedoskonałości. Ale powiedzmy, że od tego mam korektor ;) Niestety dla osób z większymi problemami z cerą, może okazać się niewystarczający. Zdarza się również, że cera się po nim błyszczy, wtedy ratuję się odrobiną pudru.
 
Jak zwykle w przypadku P&R super opakowanie typu airless, z wygodną pompką.

Można go kupić na stronie Pat & Rub w wersji mini (KLIK), co uważam za świetny pomysł, bo produkt jest dość drogi (165 zł  za 50 ml, wersja mini kosztuje 10 zł za 3 ml) i będzie można sprawdzić, czy nam odpowiada.

Mam dobre wieści, produkt można nabyć teraz w Sephorze w promocyjnej cenie aż -50 % za 74 zł!! (KLIK)

Miłego dnia!


poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Bogate Masło do Ciała HOME SPA - PAT & RUB

Czy lubicie balsamować ciało?

To pytanie niemalże egzystencjalne. O ile do kremowania twarzy przywykłam i jest to dla mnie nieodłączny element  higienicznej sfery dnia codziennego, niezbędny na równi ze szczotkowaniem zębów, o tyle kremowanie ciała to czynność, o który toczę sama ze sobą codziennie boje. 


Tak, powierzchni ciała do posmarowania mamy "nieco" więcej niż twarzy. Rano zupełnie brakuje mi czasu na balsamy, a wieczorem jestem tak bardzo zmęczona... Trwam w ciągłym zawieszaniu między fazą na balsamowanie, a fazą na ... dziś położę się wcześniej, no nie dam rady się wysmarować.

Jeśli dotykają Was podobne rozterki, oto co możecie zrobić, żeby uprzyjemnić sobie czynność kremowania ciała

Przede wszystkim wybrać dobry produkt, który szybko i bez wysiłku się wchłania i co jest bardzo ważne - pięknie pachnie. Bo gdy masło / balsam / olejek pachnie pięknie, ten mały moment wieczorem, może zamienić się w relaksujący rytuał pielęgnacyjny, a nie w kolejny obowiązek. 


Zatrzymajmy się na chwilę, uradujmy nasze zmysły, włączmy w tle jakąś muzyczkę albo ulubiony serial (ja preferuje kanały urodowe na YT) i kremujmy, balsamujmy, smarujmy :)

Żeby jeszcze bardziej się rozpieścić, często zapalam sobie świeczkę, robię ziołową herbatkę i mam już wszystko czego mi potrzeba do szczęścia. 

Idealne do domowych rytuałów pielęgnacyjnych jest Bogate Masło do Ciała z serii Home Spa (!) marki Pat & Rub. Jest to druga moja ulubiona seria do pielęgnacji ciała tej marki (kolejna to linia relaksująca z trawą cytrynową i kokosem).

Mamy tu wszystko: piękny, dobroczynny naturalny skład (m.in. sok z aloesu, ekstrakt z goji, masło shea, mango, olej winogronowy ...).


Cudowną aromaterapeutyczną kompozycję zapachową ziół i cytrusów. Zapach bardzo uniwersalny, może spodobać się zarówno kobiecie, jak i mężczyźnie. Idealny na cieplejsze dni, ma w sobie coś orzeźwiającego i jednocześnie kojącego.


Bogata i puszysta konsystencja, która wspaniale nawilża, odżywia i koi skórę, ale i nie sprawia problemów przy aplikacji (trzeba tylko uważać z ilością produktu, gdy nałożymy go za dużo, może się trudniej wchłaniać, przy odpowiedniej ilości nie ma takiego problemu).


250 ml masełka znajduje się w wygodnym, plastikowym słoiku. Jedyny minus tego produktu, to cena, 89 zł. Jest to najdroższe masełko z oferty Pat & Rub. Ale na pociechę, powiem Wam, że P&R bardzo często robi przeróżne promocje i myślę, że upolowanie kosmetyku w niższej cenie, nie będzie stanowiło problemu.


Ja jestem zachwycona, dzięki temu produktowi, na pytanie: "Czy lubię balsamować ciało?" Odpowiem dziś: "Tak, bardzo :)".

Ściskam

Wasza Katarzyna


niedziela, 13 kwietnia 2014

Wanilia, Pomarańcza i Pieprz

Dziewczyny zamknijcie oczy i powtórzcie słowa: "Wanilia, Pomarańcza, Pieprz". Działa na zmysły?  

Pat & Rub wprowadziło do swojej oferty kilka nowości, oprócz mydełek, o których Wam już wspominałam, pojawiło się kilka kąpielowych umilaczy. A konkretnie pudry i sole do kąpieli.

W moje ręce wpadła morska sól do kąpieli z kozim mlekiem o zapachu ... pomarańczy, wanilii i pieprzu


Jest to w 100 % naturalny produkt.


Znajdziemy w nim m.in. Sól z Morza Śródziemnego działającą dotleniająco, oczyszczająco, wygładzająco i odżywczo. Kozie mleko, nawilżające i ujędrniające skórę oraz regenerujące i łagodzące podrażnienia. Oraz olejki eteryczne z pomarańczy i pieprzu, które uspokajają oraz pomagają przy bólach mięśni.


Sól od P&R nie ma konsystencji typowej soli do kąpieli, przypomina bardziej mleko w proszku. Lubię takie konsystencje, szybciej się rozpuszczają w wodzie i mają w sobie coś przyjemnego.


Pojemność to 500 ml, cena 45 zł. Sól znajduje się w praktycznym, plastikowym słoiku. Całe opakowanie ma starczyć na trzy kąpiele. Oczywiście możecie sobie dozować po swojemu, mniej lub więcej. Ja poszłam za głosem producenta. Może się wydawać, że to wysoka cena, ale koszt jednorazowej kuli do kąpieli to ok. 15 zł, więc nie uważam żeby koszta był wygórowane.


Puder wsypujemy do wanny wypełnionej ciepłą wodą, mieszamy żeby proszek się rozpuścił i kąpiel gotowa! Gdy skończymy leżakowanie w wannie, nie musimy spłukiwać ciała.

Za największy atut tego produktu uważam zapach. Jest po prostu zniewalający, ciepły, słodki i apetyczny. Za każdym razem gdy wtykam nos do słoika, wydaję z siebie westchnienie zachwytu. Nawet nie wiecie jak często ją wącham :)

Aromat nie znika po wsypaniu pudru do wanny, pięknie pachnie w całej łazience, wielka frajda dla zmysłów. Dodatkowych ekscesów oprócz zapachu, zmiękczonej i nieco zmętnionej wody (niczym crema na powierzchni kawy), nie ma. Czyli nie będzie musowania, buzowania, piany, kolorów. Ale ja i tak jestem w pełni usatysfakcjonowana.


Nie mogę powiedzieć, że kąpiel nawilżyła skórę, ale nie musiałam tuż po niej stosować balsamu i skóra nie była ściągnięta. Na pewno to ciekawa alternatywa na naturalny dodatek do kąpielowych relaksów i do tego ten zapach. O b ł ę d n y!!! I co jest najważniejsze ... trzeba się rozpieszczać :) A ta sól nadaje się do tego idealnie.

Ściskam


sobota, 15 marca 2014

Denko luty 2014

Witajcie Kochane,
Zapraszam na comiesięczne denko, czyli mini recenzje produktów, które zużyłam w ostatnim czasie :)

Na początek spora sterta próbek perfum - szukam idealnego zapachu niszowego. Gdy go znajdę, na pewno Wam pokażę :)

Sporo buteleczek po olejkach Aromatherapy Associates i jedna buteleczka po kompozycji olejków eterycznych Femi, Kwitnący Ogród

Olejków Aromatherapy Associates można używać do kąpieli i pod prysznic. Ja korzystałam jedynie z drugiej opcji, smarowałam wilgotną skórę pod prysznicem, a po chwili spłukiwałam olejek. Później skóra długo, pięknie i intensywnie pachniała, a aromaty olejków działy pozytywnie na moje zmysły i samopoczucie. Cudowne doświadczenie!!! Będę musiała kupić pełnowymiarowy olejek, zastanawiam się tylko który wybrać. Może Relax Deep na noc z olejkami z rumianku, petitgrainu i kadzidłowca, który oczyszcza umysł z natrętnych myśli, głęboko relaksuje, przywraca spokój i harmonię i zapewnia dobry sen. A może Revive Morning, który oczyszcza z toksyn, dodaje energii i wigoru. Ożywia umysł i ciało na cały dzień. Pobudzają w nim olejki eteryczne z różowego grejpfruta, rozmarynu, jałowca. 

Natomiast olejku Femi, nie używałam bezpośrednio na skórę, a w kominku eterycznym. Kwitnący ogród: "Odurza nas woniami kwiatowymi,drzewnymi i korzennymi. Zawiera tajemnicze nuty dojrzałych w słońcu owoców, kwiatów jaśminu i wanilii. Kobieta pachnie orientem, tańcem i jedwabiem. Uwolnij swoją kobieca naturę. Niech tańczy, wygładza i rozkochuje. Jesteśmy zmysłami a zatem ten zapach je rozpieści."

Poniżej, nie wiem które już opakowanie ukochanego balsamu do stóp Pat & Rub z trawą cytrynową i kokosem, uwielbiam go za wszystko, cudowny zapach, super wygodne opakowanie (oprócz odskakującej nakrętki ;), naturalny skład i działanie (recenzja -> KLIK). 

Krem do rąk Alverde o zapachu fasoli Tonka, dostałam w prezencie. Trzymałam go w szufladzie biurka w pracy. Zapach dobrze określił mój kolega, jak spody z herbatników w cieście :) Satysfakcjonujący  produkt z niezłym składem. 

Trzecia od lewej tubka, to kolejna miniatura bardzo specyficznego kremu do stóp marki Burt's Bees z olejkiem kokosowym, ekstraktem z mięty i rozmarynu. Dziwna, lepiąca konsystencja, ale bardzo ładny świeży zapach, naturalny skład i wyraźne właściwości zmiękczające!!

Kolejny dezodorant Nivea Pearl and Beauty. Lubię go za delikatność. Stosuję go jako przerywnik między naturalnymi dezodorantami.

Dwa puste plastikowe słoiczki to opakowania po cukrowo-solnych peelingach polskiej marki Kanu Nature.Tym razem zużyłam mango z nagietkiem oraz limonkę z algami. Peelingi dość mocno zdzierają, pachną pięknie, ale drobinki peelingujące zanurzone są w sporej ilości olejku słonecznikowego, dlatego koniecznie jest wymieszanie zawartości opakowania przed użyciem. Plus produkt zostawia tłustą warstwę olejku na skórze, wiem że nie każdy lubi ten efekt.

 

Co my tu jeszcze mamy? Dwa żele pod prysznic Philosophy, Peppermin bark o niezwykłym połyskliwym, czerwonym kolorze, pachnący czekoladą z miętą oraz mój faworyt, Buttered rum. Zapach przypominający napój składający się z rumu, masła, cydru i korzennych przypraw, cynamonu, gałki muszkatołowej i goździków. A dla mnie pachnący kapka w kapkę jak syrop klonowy! Mój absolutny faworyt z całego kwartetu żeli Philosophy. 

Mydełko do rąk Bath & Body Works, wersja Fresh Balsam o delikatnym zapachu choinki.  

Dwa produkty do twarzy Korres z ślicznie pachnącej serii z dziką różą. 24-godzinny nawilżający krem na dzień  oraz rozświetlająca i rozjaśniająca maseczka. Lekkie, ale skuteczne. Używałam je z dużą przyjemnością, krem optymalnie nawilżał skórę, a maseczka radziła sobie z zaczerwienieniami i pięknie rozjaśniała cerę. Mam jeszcze krem pod oczy z tej serii.


Kolejny godny uwagi produkt to Maska z jedwabiu pod oczy z czereśnią japońską od Orientany. Nie będę pisać więcej na jej temat, bo planuję dokładną recenzję. 

Masło do ciała Crème de Pistache od Laury Mercier. Jeśli zapach pistacjowych makaroników może być luksusowy, to tylko w tym suflecie. Absolutnie zakochałam się w tym słodkim, intensywnym aromacie. Skład i cena nie zachwyca, ale ten zapach, jedno wielkie "Aaaaach!"

Odżywka do włosów przywracająca równowagę skóry głowy od Phenome, niestety moje włosy nie polubiły jej, za bardzo je obciążała. Zabrakło obiecanej przez producenta równowagi ;)

Olejek do masażu antycellulit  z jałowcem marki Ikarov. Plus za działanie i skład, rzeczywiście zauważyłam delikatną redukcję cellulitu, ale minus za drażniący, intensywny zapach. Używam teraz wersji z cyprysem, która ma podobne działanie i skład, ale dużo łagodniejszy zapach. Czyżby mniej jałowca?

Ostatni produkt z lutowego denka to maska do włosów ciemnych Biovax. Również nie polubiły jej moje włosy. Wiem, że ma sporo fanek, ale dla mnie zbyt intensywna. Próbowałam eksperymentować z ilością, czasem aplikacji, ale ciągle ten sam efekt - obciążone, klapnięte włosy.


Był to ostatni wpis przed moim wyjazdem, bo wieczorem lecę w odwiedziny do mojej siostry i nie będzie mnie ponad tydzień. Chciałam się z Wami pożegnać. Życzyć Wam super weekendu i pięknego tygodnia i do napisania!


piątek, 7 lutego 2014

Denko styczeń 2014

Witajcie Kochane,
Przyszła pora na styczniowe denko, czyli porcja mini recenzji produktów, które zużyłam w ostatnim miesiącu.

Na początek żele pod prysznic marki Philosophy. Jeszcze przed świętami zakupiłam sobie kwartet tych płynów. Każdy o smakowitym aromacie związanym z jakimś tradycyjnym, świątecznym przepisem. Oczywiście przepisy te nie należą do polskiej tradycji, bo Philosophy nie jest polską marką. Zapach cinnamon buns należał do moich faworytów. No po prostu drożdżówki z cynamonem, jakie czasami zdarzy mi się spałaszować do porannej kawy. Bardzo autentyczny i przyjemny zapach. Mniej wyrazisty wydał mi się eggnog, czyli likier jajeczny, coś a’la ajerkoniak. Ale obu żelików używało się super przyjemnie, pachniały bardzo intensywnie, fajnie się pieniły, a zapach utrzymywał się po kąpieli na skórze.
 

Bardzo lubię mydełka do rąk B&BW, ale jeśli miałabym wybierać zdecydowanie wolę wersję bez drobinek. Zwykłe pianki są bardziej przyjazne dla mojej skóry, a tym peelingującym zdarza się, że przesuszają skórę dłoni. Zapach Candy Cane Bliss bardzo realistycznie oddaje słodki chłód miętowych cukierków Candy Cane (to te biało czerwone laseczki, które na pewno  nie raz widziałyście dyndające na choince). Ulubieniec mój, ale również mojej córci :)

W styczniu opróżniłam aż trzy peelingi!! Przeznaczony specjalnie do dekoltu i biustu z drobinkami bambusa od Pat & Rub (recenzja -> KLIK). Cieszę się że go zakupiłam i wypróbowałam, ale na pewno do niego nie wrócę. Jest za drogi. A mnie wystarczy w zupełności używanie na te rejony, np. peelingu do twarzy, czy jakiejś wyjątkowo delikatnej wersji do ciała.

Kolejny to z drobinkami orzecha brazylijskiego z limitowanej edycji od Body Shop. Całkiem przyjemny peeling i orzechowy oryginalny zapach. Ale mnie nie porwał. 

I ostatni to jeden z kwartetu cukrowo-solnych peelingów polskiej marki Kanu Nature. Jako pierwszą zużyłam wersję solną, Grejfrut z Żurawiną. Mocny zdzierak, intensywnie pachnący cytrusami. Drobinki soli zanurzone są w sporej ilości olejku słonecznikowego, dlatego koniecznie jest wymieszanie zawartości opakowania przed użyciem. Żurawinowy Kanu należy do tych peelingów, które pozostawiają po sobie tłustą warstwę olejków. Nie wszyscy lubię ten efekt, ja jak najbardziej tak.


Olejek Dr. Hauschka z migdałem i dziurawcem polecany jest dla ludzi o delikatnej psychice, szczególnie jako preparat wspomagający dzieci w sytuacjach przeciążenia czy stresu np. w szkole, przy problemach z zasypianiem. Dużym plusem Hauschkowych olejków jest szybkość aplikacji. Nakładamy je bezpośrednio po wyjściu z wanny na jeszcze wilgotną skórę. Niestety zapach migdałów z dziurawcem nie odpowiadał mi, było w nim coś drażniącego.

Kolejny olejek, tym razem nawilżający do twarzy marki Phenome, recenzowałam Wam tutaj (KLIK). Super sprawdził się jako dodatek wzbogacający krem na noc i uwiódł mnie subtelnym, mandarynkowym aromatem.


Początkowo psioczyłam na tę odżywkę (KLIK), nie podzielałam towarzyszących jej zachwytów. Ale z czasem się do niej przyzwyczaiłam i zauważyłam, że działa ciut lepiej gdy nałożę jej większą ilość na włosy. Co nie zmienia faktu, że więcej jej nie zakupię. Jest dużo skuteczniejszych dla moich włosów odżywek na rynku. Finalnie z Amercian Cream marki Lush rozstajemy się w przyjaźni.

Ostatnio kryterium skuteczności płynów do demakijażu oczu jest dla mnie  - czy poradzi sobie ze zmyciem maskary Cover Girl. Nie, nie poradził sobie. A do tego gdy za często przecierałam nim oko, zostawiał dziwny biały osad na powiece. Delikatny, nie podrażniał oczu, generalnie polubiłam, ale wolę wersję Bielendy z awokado, jest ciut skuteczniejsza i nie „odbarwia oka”.


To już wszystko, a jak Wam jak poszło w ostatnim miesiącu?

Ściskam


poniedziałek, 6 stycznia 2014

Ulubieńcy 2013 cz. 2 - pielęgnacja ciała, twarzy, włosów

Witajcie Kochane, Kochani!!
Zajmiemy się dziś drugą częścią ulubieńców 2013 roku. Jeśli jeszcze nie czytaliście poprzedniej notki dotyczącej makijażu, lakierów i zapachów, zapraszam tutaj -> KLIK.

A teraz przejdźmy do najlepszych kosmetyków 2013 do pielęgnacji ciała, twarzy i włosów.
Podobnie jak w poprzedniej części, produkty, które recenzowałam wcześniej na blogu podlinkowałam, wystarczy tylko kliknąć na nazwę ulubieńca i przeniesiecie się na stronę recenzji. 

Zacznę od produktów, które ciężko mi podciągnąć pod jakąkolwiek kategorię. Mowa o żelach do rąk. Tych antybakteryjnych w wersji mini, które można nosić ze sobą w torebce i używać bez dodatku wody. Oraz większych mydełek w płynie, które stawiamy na umywalce, w kuchni, czy łazience. Zdecydowanie zwycięzcą jest tutaj marka Bath & Body Works. Mają zachwycającą ofertę zapachów i aromatów, oprócz stałej kolekcji pojawiają się również edycje limitowane, jesienna, świąteczna, wiosenna, letnia...


Oddzielną kategorię stworzyłam również dla kąpielowych umilaczy. I tutaj niekwestionowanym liderem jest marka Lush. Mam wrażenie, że nie kończą im się pomysły: kule, pianki, galaretki, gwiazdki, bałwanki... Brokat, olejki, masełka, fizzujące bąbelki, wszystkie kolory tęczy i najmilsze zapachy jakie dyktuje Wam wyobraźnia. Myślę że każda wielbicielka relaksujących kąpieli znajdzie w ich ofercie coś dla siebie. Ja jestem zakochana i z każdego Lushowego kąpielowego gadżetu, cieszę się jak dziecko.


Pielęgnacja włosów w minionym roku została zdominowana przez markę John Masters Organics. Ich szampony i odżywki zachwycają pięknymi składami, cudownie działają na moje włosy i myślę, że pozostanę im bardzo długo wierna. Już  niedługo opublikuję kolejną recenzję o szamponie JMO.
Kolejny produkt, z którego nie mam zamiaru w przyszłości rezygnować to suchy szampon Batiste. Jak do tej pory moja ulubiona wersja to Tropical z nutami kokosowymi, melona, banana i brzoskwini z ciepłą wanilią oraz drzewem sandałowym. Ale mam w planie przetestować większość oferty.

Genialny duet z tylko jedną wadą, to odżywka i szampon marki Nature's Gate. Przystępna cena, wydajność, wspaniałe składy, cudowny zapach i fantastyczne działanie. A minus? Kosmetyki nie są dostępne w Polsce i trzeba się mocno nagimnastykować żeby je zdobyć.

Najbardziej innowacyjny produkt 2013 roku to niesamowita maska oczyszczająca do włosów Phenome. Wiem, że skradła nie tylko moje serce. Wypróbujcie. Zmieni Wasze spojrzenie na pielęgnację włosów.


Pielęgnację ciała zdominowało również moje ukochane Phenome. Po pierwsze - ich cudowne peelingi. Cukrowy, migdałowy i moje najnowsze odkrycie różany (dokładna recenzja wkrótce).
Cukrowy żel do mycia ciała, który oficjalnie nazywam tu i teraz najukochańszym żelem do mycia ciała mojego życia. Choć zaczęło się tak nieśmiało i niewinnie (KLIK).

I ichniejsze masełka. Dla migdałowego dałabym się pokroić.


Najważniejsze odkrycie 2013 roku w kategorii pielęgnacja twarzy, to produkty marki Fridge by yDe. Ich truskawkowy krem do twarzy i różany pod oczy pokochała moja skóra.
Olejek tamanu polecam każdemu (używam marki Ecospa). Sprawdził się na podrażnienia po katarze u mojej córci (zniknęły w jeden dzień), podkradał go mój maż, a i ja wykończyłam właśnie druga buteleczkę i nie ulega żadnej wątpliwości, że zakupię trzecią. Jego obecność w kosmetycznej szufladzie napawa mnie poczuciem bezpieczeństwa. Ma działanie: "przeciwbólowe, przeciwobrzękowe, antybiotyczne, przeciwzapalne - odpowiadające właściwościom leków steroidowych. Olej tamanu był wykorzystywany tradycyjnie do leczenia reumatyzmu i trądu. Stosowano go do leczenia otwartych ran, owrzodzeń, odleżyn, gangreny, stanów zapalnych skóry, trudno gojących się ran, łuszczycy, trądziku, egzemy, opryszczki, odmrożeń, bliznowców, popękanej, zniszczonej skóry, ran i blizn pooperacyjnych, oparzeń posłonecznych, środkami chemicznymi lub promieniowaniem X, chorób owłosionej skóry (łupież, łuszczyca, zapalenie mieszków włosowych, łysienie).  Ma niewątpliwy wpływ na redukcję blizn oraz świeżych rozstępów.

Pat & Rub zachwyciło mnie dwoma produktami, kultową Ekoampułką nr 1 oraz tonikiem. Na pewno będę do nich wracać. Natomiast demakijaż z marką Coslys spełnił wszystkie moje oczekiwania w tej dziedzinie pielęgnacji. Coslys postawiło bardzo wysoko poprzeczkę dla innych płynów micelarnych. 



Balsam Burt's Bees to najprzyjemniejszy balsam do ust z jakim zetknęłam się w tym roku. O ile się nie mylę, zużywam już trzecie opakowanie!! Żaden inny balsam nie radził sobie tak rewelacyjnie z podrażnieniami ust, cudownie je chłodził i przynosił natychmiastową ulgę.

Multi Activ Phenome to moja ukochana maseczka 2013 roku, łącząca w sobie funkcję peelingu i maseczki. Zdobyła moją przychylność niesamowitym zapachem i działaniem. Daje efekt zdrowej, witalnej skóry. Jest przy tym bardzo wygodna i szybka w użyciu. Idealne 2 w 1 dla kobiet, które mają za mało czasu na dłuższe rytuały pielęgnacyjne.

Świeże maseczki Lush to ostatni punkt dzisiejszych podsumowań. Szczególnie zapadły mi w pamięć trzy, Oatfix dla skóry suchej, ze względu na przepiękny zapach i odżywczą zawartość bananów, owsa, migdałów i waniliiCatastrophe Cosmetic zalecana głównie do cery trądzikowej. Z kalaminem i talkiem, które oczyszczają i uspokajają skórę. I przede wszystkim ze świeżymi jagodami będącymi źródłem antyoksydantów, minerałów i witamin. Ostatnia to czekoladowo, miętowa Cupcake, dla cery tłustej, problemowej. Ulubiona maseczka mojej córci, ze względu na wyjątkowo aromatyczny aromat. Gdy ją nałożyłam, Pola powiedziała: "Mamo proszę cię, nie zmywaj tego nigdy." Zapytałam: "Dlaczego?" - "Bo to tak ślicznie pachnie" :)


Tym wpisem kończę kosmetyczne (i nie tylko) podsumowanie 2013 roku. Ciekawa jestem bardzo, co przyniesie nam kolejny rok.
Ściskam!!



środa, 4 grudnia 2013

Denko listopad 2013

Witajcie Kochane,
Kolejny tydzień siedzę na zwolnieniu. Choroba dopadła mnie porządnie, niestety dołączyła do mnie Polunia i tak chorujemy dwie bidusie. 
Częstotliwość mojego pojawiania się tutaj i na Waszych blogach, może z tego względu nieco spaść, za co przepraszam. 
Na osłodę mam dla Was Mikołajkowe Rozdanie z Phenome, kto się jeszcze nie zgłosił, serdecznie zapraszam, bawimy się do Mikołajek włącznie :)

Z denka listopadowego jestem całkiem zadowolona, postanowiłam zmobilizować się jeśli chodzi o zużywanie kosmetyków i widzę, że mobilizacja przyniosła efekty. 

Na początek żele do mycia rąk marki Bath & Body Works.


To był mój pierwszy raz z tymi kosmetykami. Oferta zapachowa jest zachwycająca i zmienia się wraz z sezonem, już się nie mogę doczekać świątecznej kolekcji!! Vanilla buttercream pochodzi bodajże z ich stałej kolekcji, poprawcie mnie jeśli się mylę. Jeszcze nie jestem dobrze zorientowana w ofercie B&BW. Jest to ciepły, maślany zapach. Nie do końca mój. Natomiast Hazelnut Latte jest bohaterem jesiennej kolekcji i pachnie obłędnie, jak orzechowa kawa, uwielbiam!! Oba produkty to wersje z drobinkami peelingującymi. Bardzo przyjemnie się ich używało, głównie ze względu na intensywny i dość długo utrzymujący się na dłoniach zapach. Mam tylko jedno zastrzeżenie, zauważyłam, że wysuszają skórę. 


Dalej zajmujemy się dłońmi. Kremy do rąk, pistacjowy Laura Mercier, Crème de Pistache Hand Crème, z serii inspirowanej francuską cukiernią. Zakochałam się w tym kremiku, pachnie jak pistacjowe makaroniki, cudownie, słodko i mocno. Bardzo ładnie pielęgnował skórę. Mam zastrzeżenia co do składu, ale czasem robię wyjątki, nie jestem składowym ortodoksem. Od małego parabenu od czasu do czasu, nic mi się nie stanie ;) Za to do zapachów mam wielką słabość.

Natomiast nie mam zastrzeżeń co do składu tego kremu do rąk, niedawno Wam o nim pisałam (KLIK). Tak, mowa o orzeźwiającym balsamie do rąk Pat & Rub z pomarańczami, grejpfrutami i ziołami. Uwielbiam balsamy do rąk P&R, wszystkie świetnie działają, wystarczy tylko wybrać zapach, na jakim mamy w danym momencie ochotę :)

Kokosowe masełko do ciała Trader Joe's, to mój hit (KLIK). Cudownie pachnie, super nawilża i do tego ma bardzo oryginalne jak na masło opakowanie, pamiętacie podnoszące się wieczko?


Zużyłam niestety cudowny szampon Nature's Gate, który byłby ideałem, gdyby nie fakt, że nie jest dostępny w Polsce. Ten szampon ma wszystko, piękny skład, zapach, działanie i niską cenę, szczegóły o tym ziołowym cudeńku tutaj (KLIK).

Aquolina kojarzy mi się z okresem studiów, używałam wtedy bardzo dużo produktów tej włoskiej marki, gdy zobaczyłam że jest w Hebe, postanowiłam przez sentyment coś wybrać. Padło na żel pod prysznic o zapachu jaśminu i wanilii i o cudownym złotym kolorze, prawdziwie królewska, aromatyczna kąpiel.

To już drugi, a może trzeci dezodorant Dr. Hauschka, jaki używam, tym razem używałam wersji z szałwią. Jest odrobinę tańsza i nie pachnie pięknie różami, ma bardziej neutralny, ziołowy zapach. Chwilowo odstawiam te dezodoranty, chyba moja skóra się do nich przyzwyczaiła, bo nie są już tak skuteczne. Recenzja różanego braciszka tutaj (KLIK).


O wodzie termalnej Uriage i różanym płynie do demakijażu Coslys pisałam Wam niedawno tutaj (KLIK), więc nie będę się powtarzać. Oba produkty szczerze polecam. Sama też będę do nich wracać.

Naturalny filtr John Masters Organics pojawił się również w jednej z ostatnich recenzji (KLIK). Preparat ma niewątpliwie sporo zalet, ale moja skóra bardzo się po nim błyszczy, więc raczej do niego nie wrócę.

Czyścik do twarzy Lusha, Angels on bare skin to już kultowy kosmetyk. Macie tak czasem, że z premedytacją nie decydujecie się na pisanie recenzji, żeby nie psuć sobie przyjemności  z beztroskiego używania kosmetyku? Tak właśnie zrobiłam z Aniołkami. Wieczorne chwile z tą migdałową pastą z dodatkiem lawendy zamieniły się w moje wyjątkowe, pielęgnacyjne rytuały. Uwielbiam czyściki Lusha, są genialne!!!


Żel hialuronowy z Biochemii Urody stosowałam przede wszystkim jako dodatek do maseczek, hydrolat oczarowy z Ecospa natomiast jako tonik. Olejek tamanu również z Ecospa tak bardzo przypadł mi do gustu, że już kupiłam większą buteleczkę 30 ml. Rewelacyjnie radzi sobie z rankami, podrażnieniami i przyspiesza gojenie krostek. Maseczka błotna z perłami z Biochemii Urody (KLIK) to moim zdaniem nieco gorsza wersja glinki. Nie będę jej już więcej kupować, przy dłuższym używaniu nie zachwyciła mnie, przeciętniaczek.

Na koniec jeszcze troszkę próbasków...


I to wszystko co zużyłam w zeszłym miesiącu, a jak Wam poszło?
Ściskam
Kasia

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Etykiety

Aesop (1) Alba Botanica (2) Alchemia Lasu (1) Alep (1) Alessandro (2) Alterra (9) Alverd (1) Alverde (14) Aquolina (1) ARGILES DU SOLEIL (3) Aromatherapy Associates (3) Aubrey Organics (2) Auriga (4) Balea (4) BALNEOKOSMETYKI MALINOWY ZDRÓJ (1) Bath & Body Works (12) Bath Body Works (1) Batiste (9) Beauty Formulas (1) Becca (2) Benefit (3) BeYu (1) Bielenda (5) BingoSpa (5) Biochemia Urody (13) Bioderma (2) Biopha (1) Biotherm (3) Biovax (4) Blumarine (1) Body Shop (13) Bomb Cosmetics (1) Boss (1) Bumble and Bumble (1) Burt's Bees (9) Caudalie (1) Chanel (12) Chantarelle (1) Charmine Rose (13) Chloe (1) Clarena (5) Clarins (7) Clinique (13) Collistar (1) Coslys (6) Dabur (2) Dax Cosmetics (1) Delawell (2) Dermalogica (3) Dermika (1) Dior (3) Diptyque (9) Dolce Gabbana (4) Douglas (1) Dr. Hauschka (8) Ecospa (2) Ecotools (1) Ecoworld (3) Eko Spa (1) Eos (3) Erbaviva (3) Essie (16) Estee Lauder (1) evrēe (1) Farmona (4) Femi (6) Figs Rouge (4) Fred Farrugia (2) Frederic Fekkai (4) FRESH MINERALS (1) Fridge (11) Fridge by Yde (4) Gaia Creams (7) Gal (1) Givenchy (1) Glam Glow (1) Glyskincare (1) Guerlain (14) H&M (1) HAPPYMORE SKIN CARE (1) Helena Rubinstein (2) Hugo Boss (1) Hugo Naturals (2) Ikarov (3) Inglot (1) Isana (3) Joanna (2) John Masters Organics (18) Joik (6) Kallos (1) Kanebo (3) Kanu (3) Khadi (1) Kiehl's (1) Kindle (1) Kneipp (3) Korres (5) Kringle Candle Company (2) Kryolan (3) L' Occitane (5) L'Oreal (4) L'Orient (5) La Mer (1) Lancome (4) Laura Mercier (6) Lavera (1) Lawendowa Farma (1) Lierac (3) Lily Lolo (1) Lioele (2) Lirene (2) Lorac (1) Love & Toast (1) Lush (55) Mac (1) MÁDARA (3) Maybelline (2) MCMC Fragrances (1) MeMeMe (1) Model CO (2) Munio Candela (1) My Beauty Diary (2) Natural Product (1) Nature's Gate (7) Neom (1) Neutrogena (3) Nivea (3) NOAlab (4) Nuxe (7) Opi (1) Oragnique (6) Orientana (6) Origins (5) Pandora (6) Pat & Rub (33) Phenome (72) Philosophy (7) Physicians Formula (1) Phyto (1) Pierre Rene (1) Prestige Cosmetics (3) Pukka (4) Pupa (2) Queen Helen (1) Real Techniques (3) REN (5) Rene Furterer (1) Revlon (1) Rituals (1) Rituls (1) Rival de Loop (1) Sally Hansen (3) Salvatore Ferragamo (3) Sanoflore (1) Sante (4) Schwarzkopf Professional (3) Scottish Fine Soaps (1) Sephora (7) Serge Lutens (1) Shiseido (5) Siquens (3) Skin79 (1) Skinfood (1) Sleek (4) Smashbox (2) Soap & Glory (3) Stara Mydlarnia (2) Stenders (4) Sylveco (3) Synergen (2) Tangle Teezer (3) Tarte (1) The Balm (1) The Different Company (1) THE SECRET SOAP STORE (1) Tołpa (4) Tommy Hilfiger (1) Trader Joe's (2) Tweezerman (1) Über (2) Urban Decay (1) Uriage (3) Vichy (2) Vita Liberata (2) Wibo (1) Yankee Candle (13) Yasumi (1) Yoskine (1) YSL (1) Yves Rocher (6)