Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nature's Gate. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nature's Gate. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 sierpnia 2014

Kosmetyczna inwentaryzacja cz. 4 - maski i odżywki do włosów

Witajcie Kochani!
Zapraszam na ostatnią część serii inwentaryzacyjnej :)

Na początek odsyłam do poprzednich wpisów, cz. 1cz. 2 oraz cz. 3.

Pokrótce - planuję uszczuplić zapasy kosmetyków, nie dublować i nie kupować tego co mam w nadmiarze. Przy okazji pokazuję Wam moje zapasy kosmetyczne opatrzone mini recenzjami.

Dziś zaprezentuję moją kolekcję produktów do pielęgnacji włosów, odżywek i masek, ale nie szamponów. Tych mam w miarę rozsądną ilość, więc nie ma co denkować ;)
Zaczynamy!!


Na początek ukochane odżywki marki Nature's Gate, które zawsze kupuję u siostry. Zachwycają składem, zapachem, działaniem, ceną, wydajnością... Jedyny minus - niestety nie są dostępne w Polsce. I w tym akurat przypadku bardzo się cieszę, że mam spory zapas. Polecam bardzo, bardzo, bardzo, jeśli tylko macie możliwość zakupu.  Odsyłam do dokładniejszej recenzji na ich temat, (klik).


Kolejna to jeszcze nigdy nie używana maska jednej z moich ukochanych "włosowych" marek John Masters Organics. Maska intensywnie odżywia, przywraca nawilżenie i witalność suchym i zmęczonym włosom, zawiera m.in. olejek lawendowy i awokado, masło shea, rumianek, proteiny sojowe i pantenol. Jestem jej bardzo, bardzo ciekawa, ale czeka cierpliwie na swoją kolej.

Za to od dłuższego czasu używam głęboko regenerującej maski Phenome. Ta maska ma moc!! Ale muszę bardzo uważać z jej dawkowaniem, bo gdy nałożę za dużo, obciąża włosy. Jest bardzo esencjonalna, to prawdziwa bomba dobroci dla włosów. Oddzielna recenzja wkrótce.


Ostatnie dwa produkty nie mają tak imponującego składu jak powyższe. Maskę marki Balea bardzo lubię. Z bananową odżywką z The Body Shop jeszcze nie wiem czy się zaprzyjaźnię. Ale po kolei. 

Maska Balea z ekstraktem z fig i pereł jest przeznaczona do włosów pozbawionych połysku. Ma przyjemny, choć lekko chemiczny zapach, całkiem przyzwoite działanie i co najważniejsze lubią ją moje włosy. Stosuję ją jako przerywnik w głównie naturalnej pielęgnacji włosów.

Odżywka z The Body Shop ma całkiem niezły skład, przyjemny zapach (moim zdaniem szampon z tej serii pachnie jednak zdecydowanie bardziej bananowo!), ale jeszcze nie wiem do końca, czy lubią ją moje włosy. Stosowałam ją chyba tylko trzy razy. Szamponu na pewno nie lubię, bo dostałam od niego łupieżu i na razie boję się go używać.


To już wszystko. Nie pozostaje mi nic innego, jak zabrać się za zużywanie zapasów :)
A jak u Was wygląda kwestia kosmetyków do pielęgnacji włosów, jesteście minimalistkami, czy lubicie różnorodność?

Super dnia


czwartek, 12 czerwca 2014

Kosmetyczna inwentaryzacja cz. 2 - żele pod prysznic

Hej, hej!
Czas na drugą część denkowej epopei :) Jeśli nie wiecie o co chodzi, odsyłam do pierwszej notki o planie inwentaryzacji kosmetyków (KLIK).

Pokrótce - mam zamiar uszczuplić zapasy kosmetyków, nie dublować i nie kupować tego co mam w nadmiarze. Przy okazji pokazuję Wam moje zapasy kosmetyczne opatrzone mini recenzjami.

Ostatnio opisywałam masła i balsamy do ciała, dziś pora na żele pod prysznic. Chyba nie ja jedna mam problem z gromadzeniem żeli. Są to produkty z reguły niedrogie, często używane i szybko się je opróżnia. Dlatego ilekroć odczuwam głód kosmetycznych zakupów, zazwyczaj zaspokajam go "bezpiecznym" żelem pod prysznic. W efekcie stałam się posiadaczką takiej oto gromadki:


Na początek ukochane żele Phenome.
Po lewej migdałowa emulsja do mycia ciała. (Podlinkowałam recenzję, więc jeśli macie ochotę możecie doczytać więcej). Cudowny luksusowy zapach migdałów, po prostu rozkosz w butelce. Słabo się pieni, ale pielęgnuje skórę pod prysznicem, dlatego lubię zostawić ją przez kilka sekund przed spłukaniem. 

Kolejny to cukrowy żel do mycia ciała. Po wielu opróżnionych butelkach stwierdzam, że jest to mój numer jeden wśród wszystkich żeli jakich kiedykolwiek próbowałam. Jestem obłędnie zakochana w zapachu linii cukrowej!!


Dalej następny duet, tym razem od The Body Shop.


Kwiatowa moringa oraz apetyczna malina. Nie mogę więcej powiedzieć na ich temat, bo jeszcze nie próbowałam, ale malinę wczoraj postawiłam na wannie. Nabrałam ochoty na różowe owocki :) 
 
Bardzo lubię produkty do włosów marki Nature's Gate. Zobaczymy czy podobne odczucia będę miała co do ich żeli pod prysznic, ten poniżej ma aromat papai i bogaty, naturalny skład z dodatkiem m.in. masła shea, olejku ze słodkich migdałów, z pestek moreli, witaminy E.

Żel marki Kneipp o zapachu fig z dodatkiem olejku arganowego, jest bardzo delikatny, ale skuteczny i do tego przyjemnie pielęgnuje skórę, nie przesusza. Niestety nie do końca odpowiada mi zapach.


Snow angel marki Philosophy to kolejny prezent od siostry, również jeszcze nie używany. Ma piękny, połyskliwy, srebrzysto perłowy kolor i można go używać również jako szamponu i płynu do kąpieli.

Na dole po prawej stronie wysłużone opakowanie galaretki pod prysznic Lusha, Sweetie Pie. Bardzo ciekawy, nietypowy produkt, do tego pachnie prześlicznie. Ale pod koniec używania galaretka bardzo się kruszy i kąpiel z nią jest coraz bardziej irytująca i męcząca.


I na końcu żel pod prysznic Isana z witaminami i jogurtem, który kupiłam w Rossmannie w promocyjnej cenie 2,50 zł. Łagodny, owocowy (ale mało wyrazisty) zapach, dość delikatny specyfik, nie wysusza skóry. Jak za taką cenę, jest naprawdę nieźle ;)


To już wszystkie moje żele. A teraz Wasza kolej. Przyznajcie się, ile macie żeli pod prysznic? :D
 
W następnej notce pochwalę się maseczkami do twarzy i już wkrótce post z nowościami czerwca. Zobaczymy, czy udało mi się zachować wstrzemięźliwość ;)
Ściskam



poniedziałek, 6 stycznia 2014

Ulubieńcy 2013 cz. 2 - pielęgnacja ciała, twarzy, włosów

Witajcie Kochane, Kochani!!
Zajmiemy się dziś drugą częścią ulubieńców 2013 roku. Jeśli jeszcze nie czytaliście poprzedniej notki dotyczącej makijażu, lakierów i zapachów, zapraszam tutaj -> KLIK.

A teraz przejdźmy do najlepszych kosmetyków 2013 do pielęgnacji ciała, twarzy i włosów.
Podobnie jak w poprzedniej części, produkty, które recenzowałam wcześniej na blogu podlinkowałam, wystarczy tylko kliknąć na nazwę ulubieńca i przeniesiecie się na stronę recenzji. 

Zacznę od produktów, które ciężko mi podciągnąć pod jakąkolwiek kategorię. Mowa o żelach do rąk. Tych antybakteryjnych w wersji mini, które można nosić ze sobą w torebce i używać bez dodatku wody. Oraz większych mydełek w płynie, które stawiamy na umywalce, w kuchni, czy łazience. Zdecydowanie zwycięzcą jest tutaj marka Bath & Body Works. Mają zachwycającą ofertę zapachów i aromatów, oprócz stałej kolekcji pojawiają się również edycje limitowane, jesienna, świąteczna, wiosenna, letnia...


Oddzielną kategorię stworzyłam również dla kąpielowych umilaczy. I tutaj niekwestionowanym liderem jest marka Lush. Mam wrażenie, że nie kończą im się pomysły: kule, pianki, galaretki, gwiazdki, bałwanki... Brokat, olejki, masełka, fizzujące bąbelki, wszystkie kolory tęczy i najmilsze zapachy jakie dyktuje Wam wyobraźnia. Myślę że każda wielbicielka relaksujących kąpieli znajdzie w ich ofercie coś dla siebie. Ja jestem zakochana i z każdego Lushowego kąpielowego gadżetu, cieszę się jak dziecko.


Pielęgnacja włosów w minionym roku została zdominowana przez markę John Masters Organics. Ich szampony i odżywki zachwycają pięknymi składami, cudownie działają na moje włosy i myślę, że pozostanę im bardzo długo wierna. Już  niedługo opublikuję kolejną recenzję o szamponie JMO.
Kolejny produkt, z którego nie mam zamiaru w przyszłości rezygnować to suchy szampon Batiste. Jak do tej pory moja ulubiona wersja to Tropical z nutami kokosowymi, melona, banana i brzoskwini z ciepłą wanilią oraz drzewem sandałowym. Ale mam w planie przetestować większość oferty.

Genialny duet z tylko jedną wadą, to odżywka i szampon marki Nature's Gate. Przystępna cena, wydajność, wspaniałe składy, cudowny zapach i fantastyczne działanie. A minus? Kosmetyki nie są dostępne w Polsce i trzeba się mocno nagimnastykować żeby je zdobyć.

Najbardziej innowacyjny produkt 2013 roku to niesamowita maska oczyszczająca do włosów Phenome. Wiem, że skradła nie tylko moje serce. Wypróbujcie. Zmieni Wasze spojrzenie na pielęgnację włosów.


Pielęgnację ciała zdominowało również moje ukochane Phenome. Po pierwsze - ich cudowne peelingi. Cukrowy, migdałowy i moje najnowsze odkrycie różany (dokładna recenzja wkrótce).
Cukrowy żel do mycia ciała, który oficjalnie nazywam tu i teraz najukochańszym żelem do mycia ciała mojego życia. Choć zaczęło się tak nieśmiało i niewinnie (KLIK).

I ichniejsze masełka. Dla migdałowego dałabym się pokroić.


Najważniejsze odkrycie 2013 roku w kategorii pielęgnacja twarzy, to produkty marki Fridge by yDe. Ich truskawkowy krem do twarzy i różany pod oczy pokochała moja skóra.
Olejek tamanu polecam każdemu (używam marki Ecospa). Sprawdził się na podrażnienia po katarze u mojej córci (zniknęły w jeden dzień), podkradał go mój maż, a i ja wykończyłam właśnie druga buteleczkę i nie ulega żadnej wątpliwości, że zakupię trzecią. Jego obecność w kosmetycznej szufladzie napawa mnie poczuciem bezpieczeństwa. Ma działanie: "przeciwbólowe, przeciwobrzękowe, antybiotyczne, przeciwzapalne - odpowiadające właściwościom leków steroidowych. Olej tamanu był wykorzystywany tradycyjnie do leczenia reumatyzmu i trądu. Stosowano go do leczenia otwartych ran, owrzodzeń, odleżyn, gangreny, stanów zapalnych skóry, trudno gojących się ran, łuszczycy, trądziku, egzemy, opryszczki, odmrożeń, bliznowców, popękanej, zniszczonej skóry, ran i blizn pooperacyjnych, oparzeń posłonecznych, środkami chemicznymi lub promieniowaniem X, chorób owłosionej skóry (łupież, łuszczyca, zapalenie mieszków włosowych, łysienie).  Ma niewątpliwy wpływ na redukcję blizn oraz świeżych rozstępów.

Pat & Rub zachwyciło mnie dwoma produktami, kultową Ekoampułką nr 1 oraz tonikiem. Na pewno będę do nich wracać. Natomiast demakijaż z marką Coslys spełnił wszystkie moje oczekiwania w tej dziedzinie pielęgnacji. Coslys postawiło bardzo wysoko poprzeczkę dla innych płynów micelarnych. 



Balsam Burt's Bees to najprzyjemniejszy balsam do ust z jakim zetknęłam się w tym roku. O ile się nie mylę, zużywam już trzecie opakowanie!! Żaden inny balsam nie radził sobie tak rewelacyjnie z podrażnieniami ust, cudownie je chłodził i przynosił natychmiastową ulgę.

Multi Activ Phenome to moja ukochana maseczka 2013 roku, łącząca w sobie funkcję peelingu i maseczki. Zdobyła moją przychylność niesamowitym zapachem i działaniem. Daje efekt zdrowej, witalnej skóry. Jest przy tym bardzo wygodna i szybka w użyciu. Idealne 2 w 1 dla kobiet, które mają za mało czasu na dłuższe rytuały pielęgnacyjne.

Świeże maseczki Lush to ostatni punkt dzisiejszych podsumowań. Szczególnie zapadły mi w pamięć trzy, Oatfix dla skóry suchej, ze względu na przepiękny zapach i odżywczą zawartość bananów, owsa, migdałów i waniliiCatastrophe Cosmetic zalecana głównie do cery trądzikowej. Z kalaminem i talkiem, które oczyszczają i uspokajają skórę. I przede wszystkim ze świeżymi jagodami będącymi źródłem antyoksydantów, minerałów i witamin. Ostatnia to czekoladowo, miętowa Cupcake, dla cery tłustej, problemowej. Ulubiona maseczka mojej córci, ze względu na wyjątkowo aromatyczny aromat. Gdy ją nałożyłam, Pola powiedziała: "Mamo proszę cię, nie zmywaj tego nigdy." Zapytałam: "Dlaczego?" - "Bo to tak ślicznie pachnie" :)


Tym wpisem kończę kosmetyczne (i nie tylko) podsumowanie 2013 roku. Ciekawa jestem bardzo, co przyniesie nam kolejny rok.
Ściskam!!



środa, 1 stycznia 2014

Co dostałam od gwiazdki :)

Witajcie Kochane,
Jako że bardzo lubię oglądać na innych blogach prezenty, jakie dostałyście pod choinką i są to jedne z postów, które sprawiają mi największą przyjemność, postanowiłam i ja kultywując zeszłoroczną tradycję, coś takiego dla Was napisać.
Od świąt co prawda minęło kilka dni, ale czekałam na odpowiednie światło do zrobienia zdjęć ;)
Święta spędzałam u rodziny w Kielcach i nie wszystkie prezenty wróciły ze mną do Warszawy, dlatego pokażę tylko część z nich.  Te co zostaną przywiezione później to praktyczne prezenty nieco większych gabarytów, które bardzo przydadzą nam się w domku i w kuchni.
Na początek prezent od mojego męża. Ukochana świeca Diptyque z limitowanej świątecznej kolekcji o zapachu Indian Incense. Mieszanka kadzidła i mirry, z różą i chabrem. Najbardziej tajemniczy i mroczny zapach w mojej kolekcji świeczek.


Dostałam też kolekcję olejków Aromatherapy Associates, o których marzyłam. Olejki te można wlewać do kąpieli lub stosować pod prysznicem, znajdziecie tu zapachy na odstresowanie, rozluźnienie, dodające energii wiele innych.


Najbardziej zaskoczyła mnie prezentem mama. Marzyłam o takim zegarku.
Dziękuję mamo!!!!


Od siostry i jej męża dostałam zestaw kosmetyków do ciała Origins z imbirem. Jest w nim peeling, żel i bita śmietana do ciała.


Otrzymałam jeszcze żel pod prysznic Philosophy o pięknym lodowym zapachu Snow Angel.


I żel pod prysznic marki Kneipp o zapachu fig z olejkiem arganowym.


Od siostry dostałam również uroczą bransoletkę.


I wzmacniającą odżywkę do włosów Nature’s Gate do włosów cienkich i osłabionych. Tego rodzaju jeszcze nie używałam.


Ostatni prezent przyszedł pocztą od cioci – przyjaciółki z Niemiec. Ramka na zdjęcia i ciapciuszki.


Jeszcze raz bardzo dziękuję rodzinie i bliskim za przepiękne prezenty.
Z przyjemnością obejrzę też Wasze świąteczne podarki. Jeśli pokazywałyście je u siebie na blogach śmiało wstawiajcie linki, zajrzę do Was z wielką przyjemnością :)

PS. Kolejne z zadań jakie postawiłam sobie na zimę (Ogrzewamy zimę - KLIK), zrealizowane. Zrobiłam z Polą chatkę z piernika. Poniżej nasze dzieło ;) Wybaczcie ten rozgardiasz wokół.



środa, 4 grudnia 2013

Denko listopad 2013

Witajcie Kochane,
Kolejny tydzień siedzę na zwolnieniu. Choroba dopadła mnie porządnie, niestety dołączyła do mnie Polunia i tak chorujemy dwie bidusie. 
Częstotliwość mojego pojawiania się tutaj i na Waszych blogach, może z tego względu nieco spaść, za co przepraszam. 
Na osłodę mam dla Was Mikołajkowe Rozdanie z Phenome, kto się jeszcze nie zgłosił, serdecznie zapraszam, bawimy się do Mikołajek włącznie :)

Z denka listopadowego jestem całkiem zadowolona, postanowiłam zmobilizować się jeśli chodzi o zużywanie kosmetyków i widzę, że mobilizacja przyniosła efekty. 

Na początek żele do mycia rąk marki Bath & Body Works.


To był mój pierwszy raz z tymi kosmetykami. Oferta zapachowa jest zachwycająca i zmienia się wraz z sezonem, już się nie mogę doczekać świątecznej kolekcji!! Vanilla buttercream pochodzi bodajże z ich stałej kolekcji, poprawcie mnie jeśli się mylę. Jeszcze nie jestem dobrze zorientowana w ofercie B&BW. Jest to ciepły, maślany zapach. Nie do końca mój. Natomiast Hazelnut Latte jest bohaterem jesiennej kolekcji i pachnie obłędnie, jak orzechowa kawa, uwielbiam!! Oba produkty to wersje z drobinkami peelingującymi. Bardzo przyjemnie się ich używało, głównie ze względu na intensywny i dość długo utrzymujący się na dłoniach zapach. Mam tylko jedno zastrzeżenie, zauważyłam, że wysuszają skórę. 


Dalej zajmujemy się dłońmi. Kremy do rąk, pistacjowy Laura Mercier, Crème de Pistache Hand Crème, z serii inspirowanej francuską cukiernią. Zakochałam się w tym kremiku, pachnie jak pistacjowe makaroniki, cudownie, słodko i mocno. Bardzo ładnie pielęgnował skórę. Mam zastrzeżenia co do składu, ale czasem robię wyjątki, nie jestem składowym ortodoksem. Od małego parabenu od czasu do czasu, nic mi się nie stanie ;) Za to do zapachów mam wielką słabość.

Natomiast nie mam zastrzeżeń co do składu tego kremu do rąk, niedawno Wam o nim pisałam (KLIK). Tak, mowa o orzeźwiającym balsamie do rąk Pat & Rub z pomarańczami, grejpfrutami i ziołami. Uwielbiam balsamy do rąk P&R, wszystkie świetnie działają, wystarczy tylko wybrać zapach, na jakim mamy w danym momencie ochotę :)

Kokosowe masełko do ciała Trader Joe's, to mój hit (KLIK). Cudownie pachnie, super nawilża i do tego ma bardzo oryginalne jak na masło opakowanie, pamiętacie podnoszące się wieczko?


Zużyłam niestety cudowny szampon Nature's Gate, który byłby ideałem, gdyby nie fakt, że nie jest dostępny w Polsce. Ten szampon ma wszystko, piękny skład, zapach, działanie i niską cenę, szczegóły o tym ziołowym cudeńku tutaj (KLIK).

Aquolina kojarzy mi się z okresem studiów, używałam wtedy bardzo dużo produktów tej włoskiej marki, gdy zobaczyłam że jest w Hebe, postanowiłam przez sentyment coś wybrać. Padło na żel pod prysznic o zapachu jaśminu i wanilii i o cudownym złotym kolorze, prawdziwie królewska, aromatyczna kąpiel.

To już drugi, a może trzeci dezodorant Dr. Hauschka, jaki używam, tym razem używałam wersji z szałwią. Jest odrobinę tańsza i nie pachnie pięknie różami, ma bardziej neutralny, ziołowy zapach. Chwilowo odstawiam te dezodoranty, chyba moja skóra się do nich przyzwyczaiła, bo nie są już tak skuteczne. Recenzja różanego braciszka tutaj (KLIK).


O wodzie termalnej Uriage i różanym płynie do demakijażu Coslys pisałam Wam niedawno tutaj (KLIK), więc nie będę się powtarzać. Oba produkty szczerze polecam. Sama też będę do nich wracać.

Naturalny filtr John Masters Organics pojawił się również w jednej z ostatnich recenzji (KLIK). Preparat ma niewątpliwie sporo zalet, ale moja skóra bardzo się po nim błyszczy, więc raczej do niego nie wrócę.

Czyścik do twarzy Lusha, Angels on bare skin to już kultowy kosmetyk. Macie tak czasem, że z premedytacją nie decydujecie się na pisanie recenzji, żeby nie psuć sobie przyjemności  z beztroskiego używania kosmetyku? Tak właśnie zrobiłam z Aniołkami. Wieczorne chwile z tą migdałową pastą z dodatkiem lawendy zamieniły się w moje wyjątkowe, pielęgnacyjne rytuały. Uwielbiam czyściki Lusha, są genialne!!!


Żel hialuronowy z Biochemii Urody stosowałam przede wszystkim jako dodatek do maseczek, hydrolat oczarowy z Ecospa natomiast jako tonik. Olejek tamanu również z Ecospa tak bardzo przypadł mi do gustu, że już kupiłam większą buteleczkę 30 ml. Rewelacyjnie radzi sobie z rankami, podrażnieniami i przyspiesza gojenie krostek. Maseczka błotna z perłami z Biochemii Urody (KLIK) to moim zdaniem nieco gorsza wersja glinki. Nie będę jej już więcej kupować, przy dłuższym używaniu nie zachwyciła mnie, przeciętniaczek.

Na koniec jeszcze troszkę próbasków...


I to wszystko co zużyłam w zeszłym miesiącu, a jak Wam poszło?
Ściskam
Kasia

środa, 21 sierpnia 2013

Szampon i odżywka Herbal NATURE'S GATE

Witajcie Kochane,
Dziś obiecana recenzja duetu do pielęgnacji włosów amerykańskiej marki Nature's Gate. Kosmetyki kupiłam podczas odwiedzin u mojej siostry. Poleciła mi je z dużym entuzjazmem, więc mimo iż nigdy wcześniej o Nature's Gate nie słyszałam, postanowiłam kupić. Dodatkowo przekonała mnie atrakcyjna cena (niecałe 8 $) za uwaga, aż 532 ml produktu!!!
Jestem posiadaczką serii Herbal, odpowiedniej dla każdego rodzaju włosów.


Szampon ma służyć oczywiście do mycia włosów, dodatkowo ma odżywiać nam czuprynę, nadawać jej miękkości i ułatwiać rozczesywanie. To podobno bardzo delikatna mieszanka roślin i ziół. Znajdziemy w szamponie bogactwo składników: szałwię, lawendę, rozmaryn,  tymianek, rumianek, krwawnik. Również pantenol, proteiny sojowe, warzywne, olej jojoba, olejek z nasion ogórecznika, witaminę C i E.


Skład szamponu
Water, Cocamidopropyl Hydroxysultaine (Coconut Derived), Sodium Cocoyl Isethionate (Coconut Derived), Disodium Cocoamphodiacetate (Coconut Derived), Lauryl Glucoside (Vegetable Derived), Glycerin (Vegetable Derived), Panthenol, Hydrolyzed Soy Protein, Hydrolyzed Vegetable Protein, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Borago Officinalis (Borage) Seed Oil, Tocopherol (Vitamin E), Ascorbic Acid (Vitamin C), Achillea Millefolium (Yarrow) Extract, Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract, Lavandula Angustifolia (Lavender) Flower Extract, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract, Salvia Officinalis (Sage) Leaf Extract, Urtica Dioica (Nettle) Extract, Prunus Serotina (Wild Cherry) Bark Extract, Thymus Vulgaris (Thyme) Leaf Extract, Ascorbyl Palmitate (Vitamin C), Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride (Plant Derived), Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate, Polysorbate 20 (Vegetable Derived), Hydroxypropyl Methylcellulose (Plant Derived), Sodium Hydroxide, Glyceryl Undecylenate (Vegetable Derived), Phenoxyethanol, Citric Acid (Vegetable Derived), Fragrance.



Odżywka, podobnie jak szampon, jest odpowiednia dla każdego rodzaju włosów i można ją stosować codziennie. Poprawia strukturę włosa, nadaje im blask, połysk, jedwabistość, miękkość. Używa się jej w tradycyjny sposób, na wilgotne włosy i spłukuje po kilku minutach. Oczywiście można zostawić dłużej :) Podobnie jak w przypadku szamponu skład bazuje na ziołach i roślinach. Mam wrażenie, że skład odżywki jest nieco uboższy niż szamponu, choć również imponujący. Składniki to m.in. rumianek, lawenda, pokrzywa, ekstrakt z czeremchy, korzenia łopianu, z bulwy białej lilii, kwiatów lotosu, kory dębu, zawiera występujące również w szamponie pantenol, proteiny sojowe, warzywne, olej jojoba, olejek z nasion ogórecznika, witaminę C i E. 


Skład odżywki
Water, Quaternium-87 (Vegetable Derived), Cetearyl Alcohol (Vegetable Derived), Glycerin (Vegetable Derived), Polysorbate 60, Panthenol, Hydrolyzed Soy Protein, Hydrolyzed Vegetable Protein, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Borago (Borage) Officinalis Seed Oil, Tocopherol (Vitamin E), Ascorbic Acid (Vitamin C), Chamomilla Recutita (Matricaria) Extract, Urtica Dioica (Nettle) Extract, Prunus Serotina (Wild Cherry) Bark Extract, Lavandula Angustifolia (Lavender) Extract, Arctium Lappa (Burdock) Root Extract, Yucca Schidigera Root Extract, Lilium Candidum (Lily) Bulb Extract, Nelumbo Nucifera (Sacred Lotus) Flower Extract, Quercus Alba (Oak Bark) Bark Extract, Ascorbyl Palmitate, Phenoxyethanol, Glyceryl Undecylenate (Vegetable Derived), Citric Acid (Vegetable Derived), Fragrance*, Caramel 



Oba produkty znajdują się w dużych miękkich, wygodnych plastikowych butlach. Kolorystyka kremowo, zielona. 


Szampon ma dość gęstą konsystencję, jest przeźroczysty z lekkim bursztynowym zabarwieniem.


Odżywka jest bogata, puszysta i ma intensywny bursztynowy kolor.


Oba kosmetyki pachną GENIALNIE, bosko, cudnie, jak najpiękniejsza łąka pełna kwiatów i ziół. W zapachu się zakochałam i co najlepsze zarówno odżywka jak i szampon, stosowane razem, czy też osobno sprawiają, że ten boski aromat bardzo długo utrzymuje się na naszych włosach.


Wspaniały skład, za taką cenę i do tego ponad 500 ml w każdej z butelek!! Żeby tego było mało duet sprawuje się cudownie. Kosmetyki są delikatne, skuteczne, wydajne, esencjonalne, wystarczy mała ilość do aplikacji. Włosy po nich są błyszczące, mięciutkie, puszyste, pachną jak niebiańska polana i wyglądają po prostu pięknie. Jedyny minus jaki widzę, to słaba dostępność (jedynie zagraniczne sklepy internetowe np. iHerb.com - tam kosztują mniej, ok. 5$, lub wycieczka do USA), ale jeżeli kiedyś będziecie miały okazję przetestować, serdecznie polecam.
Miłego dzionka!
Kasia







sobota, 17 sierpnia 2013

Moja pielęgnacja włosów

Witajcie Kochane,
Dziś przedstawię Wam w jaki sposób dbam o włosy. 
Jak poprzednio wyglądała moja pielęgnacja włosów, przeczytacie tutaj (KLIK). Taką metodę stosowałam przez około pięć miesięcy z bardzo dobrym skutkiem, ale z czasem, a raczej w związku z małą ilością czasu i coraz mniejszym zapałem, plan swój uprościłam.
Co do efektów pierwszego planu, był to: wysyp baby hair i gęstsza oraz świeższa fryzura. 
Włosy przestały się tak szybko przetłuszczać. Teraz mogę myć je dwa, maksymalnie trzy razy w tygodniu. Nie mam pojęcia czemu akurat tak się stało.. Takiego celu sobie nie obrałam, okazał się efektem pobocznym kuracji.
Chciałabym bardziej popracować nad systematycznością swojej pielęgnacji, i to nie tylko tej włosowej. W moich rytuałach dbania o siebie zapanował chaos. O wielu rzeczach zapominam. Planuję zmobilizować się i bardziej usystematyzować działania.Przydałby mi się urlop i możliwość naładowania baterii, niestety póki co nie zanosi się na wypoczynek :(

Do stałych elementów pielęgnacji włosów należy:

- mycie włosów szamponem bez SLS-ów,
Obecnie używam szamponu Nature's Gate, Herbal. Uwielbiam go, już niedługo napiszę osobną recenzję na jego temat, bo warto żebyście dowiedziały się więcej. Jestem ciekawa jak to u Was wygląda w kwestii zróżnicowania kosmetyków do włosów, czy stosujecie ten sam szampon, odżywkę, czy też używacie różnych kosmetyków. Słyszałam, że włosy lubię urozmaiconą pielęgnację, zgadzacie się z tym? 


Drugi szampon widoczny na zdjęciu to Wieczorny Pierwiosnek (najbardziej poetycka nazwa szamponu z jaką się spotkałam ;) ukochanej przeze mnie włosowej marki John Masters Organics. Póki co używam jedynie szamponu Herbal, Pierwiosnek czeka grzecznie na swoją kolej.

- raz na 2,3 tygodnie mycie włosów szamponem z SLS, celem dokładniejszego oczyszczenia,
W tym celu stosuję szampon Frederic Fekkai, Full Volume Shampoo. Mam zamiar z czasem zastąpić go czymś bardziej eko, a mianowicie Oczyszczającą maską do włosów Phenome (KLIK). Kiedyś wielbiłam produkty Fekkai, ale wraz ze wzrostem świadomości składowej, straciłam do nich serce. Nie można im jednak odebrać wysokiej skuteczności i niezwykłej wydajności. Najbardziej esencjonalne produkty do włosów z jakimi miałam do czynienia.

 
- olejowanie, w okresie letnim nie częściej niż raz w tygodniu,
Wcześniej olejowałam włosy dwa, czasem trzy razy w tygodniu, teraz, w związku z pogodą, robię to jedynie raz w tygodniu.

 
Eksperymentowałam już z różnymi olejkami, frangipani, arganowym. Póki co najlepiej do moich włosów sprawdził się olej ryżowy (KLIK). Obecnie męczę olejek Alverde z paczulą i porzeczką. Nie polubił się niestety z moimi włosami, obciąża je, dodatkowo bardzo drażni mnie zapach, który czuję wiele godzin po nałożeniu olejku. Drugi z aktualnie stosowanych przeze mnie olejków to Gorgeous Hair Oil z Gaia Creams. Ten dla odmiany pachnie prześlicznie i nie wiem, czy w skuteczności nie przegoni ryżowego :) Recenzja wkrótce!

-zabezpieczanie końcówek olejem,
Osobny olejek stosuję na końcówki, idealny do tego jest olejek z pestek śliwek pachnący prześlicznie powidłami śliwkowymi. Zakupiłam go w serwisie Biochemia Urody. Póki co nie mam zamiaru zastępować go niczym innym, bo sprawdza się rewelacyjnie. Mimo tego, że mam długie włosy, rozdwojone końcówki (kiedyś moja zmora), zdarzają się sporadycznie.


- lekka odżywka,
Nie wyobrażam sobie po umyciu włosów nie nałożyć odżywki. Robię to po każdym myciu głowy, z tymże raz jest to lżejsza odżywka, którą trzymam dosłownie trzy minuty i spłukuję. A czasem bogata, odżywcza maska, którą trzymam na głowie co najmniej pół godziny.
Poniżej kolekcja "lżejszych" odżywek.


Na wyjazdy zabieram ze sobą Amerciam Cream Lusha, wspominałam Wam, że nie polubiłam się z tą odżywką - recenzja (KLIK). W domu najczęściej stosuję w duecie z szamponem Herbal, odżywkę marki Nature's Gate, również Herbal. Tu jestem zdecydowanie bardziej zadowolona. Ale obiecałam Wam, że napiszę więcej o tej marce, więc nie będę przedłużać, tej i tak długiej notki.
Metodę OMO, polegającą na stosowaniu przed myciem szamponem odżywki zarzuciłam. Czasem tylko nakładam na wilgotne włosy i skórę głowy odżywkę Phenome przywracająca równowagę skóry głowy. Uwielbiam jej cytrusowo, ziołowy zapach.

- bogata maska odżywcza, przynajmniej raz w tygodniu,
W tej kategorii mam zdecydowanie najwięcej kosmetyków, no cóż tak się po prostu złożyło :) Maski mogę podzielić na dwie grupy, naturalne oraz z mniej ekologicznym składem.
W pierwszej grupie króluje ukochana marka John Masters Organics. Odżywka z lawendą i awokado czeka jeszcze na swój debiut. Póki co "wykańczam" rewelacyjną odżywkę regenerującą zwaną rekonstruktorem włosów z miodem i hibiskusem (KLIK).


Do drugiej grupy należą maski...


Crema al Latte Kallos, Biovax do ciemnych włosów i maska do włosów matowych marki Balea, z figą i perłami. Kallos oraz Balea jeszcze leżakują na półce, w użyciu jest jedynie Biovax. I tu ponawiam mojej pytania o urozmaicaniu pielęgnacji :) Bo może niepotrzebnie czekam z otwarciem tych masek, może stosowanie trzech masek naprzemiennie dobrze przysłuży się moim włosom?

- wcierka.
Wcierka to kolejny istotny etap. To właśnie wcierki w największym stopniu przyczyniły się do pojawienia się nowych włosków w mojej czuprynie. Kiedyś nie było dla mnie problemem wcieranie ich codziennie. Teraz niestety często o tym zapominam.


Naprzemiennie stosuję wcierkę Jantar oraz napar z kozieradki. Czas pomyśleć o jakiejś nowej wcierce, może mogłybyście coś polecić?

- płukanka
Zdarza mi się stosować płukanki. Póki co jedyna jaką stosuję, to octową z Yves Rocher.


Nie zauważyłam by miała widoczny wpływ na kondycję moich włosów. Chyba stosuję ją zbyt sporadycznie. Ale kocham jej zapach przypominający malinowe gumy Maoam. Dla tego zapachu będę ją kupować do końca świata :)

Ulubiony suchy szampon to nadal Batiste.


Wersja tropikalna sięga dna. Niedługo wybiorę inny rodzaj do testów. Ale tropikalna uwiodła mnie zapachem, więc będę do niej wracać. 

Do czesanie nadal używam szczotki Tangel Teezer. A na wilgotne włosy grzebienia z The Body Shop.


Dodatkowo nie prostuję włosów, nie stylizuję, nie farbuję, użycie suszarki ograniczam do minimum.

Jeśli macie jakieś pytania w kwestii mojej pielęgnacji włosów, chętnie na nie odpowiem.  
Dajcie również znać, czy chcecie żebym przygotowała Wam inne posty w tym stylu, dotyczące np. pielęgnacji ciała, czy też twarzy.
Pozdrawiam
Kasia
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Etykiety

Aesop (1) Alba Botanica (2) Alchemia Lasu (1) Alep (1) Alessandro (2) Alterra (9) Alverd (1) Alverde (14) Aquolina (1) ARGILES DU SOLEIL (3) Aromatherapy Associates (3) Aubrey Organics (2) Auriga (4) Balea (4) BALNEOKOSMETYKI MALINOWY ZDRÓJ (1) Bath & Body Works (12) Bath Body Works (1) Batiste (9) Beauty Formulas (1) Becca (2) Benefit (3) BeYu (1) Bielenda (5) BingoSpa (5) Biochemia Urody (13) Bioderma (2) Biopha (1) Biotherm (3) Biovax (4) Blumarine (1) Body Shop (13) Bomb Cosmetics (1) Boss (1) Bumble and Bumble (1) Burt's Bees (9) Caudalie (1) Chanel (12) Chantarelle (1) Charmine Rose (13) Chloe (1) Clarena (5) Clarins (7) Clinique (13) Collistar (1) Coslys (6) Dabur (2) Dax Cosmetics (1) Delawell (2) Dermalogica (3) Dermika (1) Dior (3) Diptyque (9) Dolce Gabbana (4) Douglas (1) Dr. Hauschka (8) Ecospa (2) Ecotools (1) Ecoworld (3) Eko Spa (1) Eos (3) Erbaviva (3) Essie (16) Estee Lauder (1) evrēe (1) Farmona (4) Femi (6) Figs Rouge (4) Fred Farrugia (2) Frederic Fekkai (4) FRESH MINERALS (1) Fridge (11) Fridge by Yde (4) Gaia Creams (7) Gal (1) Givenchy (1) Glam Glow (1) Glyskincare (1) Guerlain (14) H&M (1) HAPPYMORE SKIN CARE (1) Helena Rubinstein (2) Hugo Boss (1) Hugo Naturals (2) Ikarov (3) Inglot (1) Isana (3) Joanna (2) John Masters Organics (18) Joik (6) Kallos (1) Kanebo (3) Kanu (3) Khadi (1) Kiehl's (1) Kindle (1) Kneipp (3) Korres (5) Kringle Candle Company (2) Kryolan (3) L' Occitane (5) L'Oreal (4) L'Orient (5) La Mer (1) Lancome (4) Laura Mercier (6) Lavera (1) Lawendowa Farma (1) Lierac (3) Lily Lolo (1) Lioele (2) Lirene (2) Lorac (1) Love & Toast (1) Lush (55) Mac (1) MÁDARA (3) Maybelline (2) MCMC Fragrances (1) MeMeMe (1) Model CO (2) Munio Candela (1) My Beauty Diary (2) Natural Product (1) Nature's Gate (7) Neom (1) Neutrogena (3) Nivea (3) NOAlab (4) Nuxe (7) Opi (1) Oragnique (6) Orientana (6) Origins (5) Pandora (6) Pat & Rub (33) Phenome (72) Philosophy (7) Physicians Formula (1) Phyto (1) Pierre Rene (1) Prestige Cosmetics (3) Pukka (4) Pupa (2) Queen Helen (1) Real Techniques (3) REN (5) Rene Furterer (1) Revlon (1) Rituals (1) Rituls (1) Rival de Loop (1) Sally Hansen (3) Salvatore Ferragamo (3) Sanoflore (1) Sante (4) Schwarzkopf Professional (3) Scottish Fine Soaps (1) Sephora (7) Serge Lutens (1) Shiseido (5) Siquens (3) Skin79 (1) Skinfood (1) Sleek (4) Smashbox (2) Soap & Glory (3) Stara Mydlarnia (2) Stenders (4) Sylveco (3) Synergen (2) Tangle Teezer (3) Tarte (1) The Balm (1) The Different Company (1) THE SECRET SOAP STORE (1) Tołpa (4) Tommy Hilfiger (1) Trader Joe's (2) Tweezerman (1) Über (2) Urban Decay (1) Uriage (3) Vichy (2) Vita Liberata (2) Wibo (1) Yankee Candle (13) Yasumi (1) Yoskine (1) YSL (1) Yves Rocher (6)